Przeczytane w sierpniu, czyli miesiąc z Agathą Christie

Sierpień był miesiącem raczej kontrastowym — z jednej strony cudowny urlop, rocznica ślubu, wesele kuzyna, ruskie pierogi i porządek w szufladzie z bielizną, z drugiej tajemnicza awaria zlewu, o której po dziś dzień nie wiadomo, czy została usunięta, czy tylko przyczaiła się na jakiś czas, przeziębienie, osłonka od łańcucha rowerowego, która nie chce ani trzymać się na miejscu, ani definitywnie odpaść, a wreszcie powidła śliwkowe mojej mamy, które po otwarciu okazały się spleśniałe. Być może dlatego, w ramach przeciwwagi, moje lektury były dość monotonne.Czytaj dalej »

Reklamy

Pamiętniki z wakacji 2018 #4

W nasz ostatni wieczór w Prigradicy zorganizowano festyn. Śmialiśmy się, że to z radości z powodu naszego wyjazdu. Nie poszliśmy. Nie urządziliśmy też grilla na podwórku. Wystarczył nam piekarnik. Może jesteśmy nudnymi ludźmi. Albo po prostu już wtedy łapało nas przeziębienie.

IMG_1312
Balony już przygotowane na festyn

Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji 2018 #3

Jedyny problem z Prigradicą polega na tym, że na wszelkie wycieczki należy wyruszać bladym świtem nie tylko ze względu na godziny kursowania autobusów i promu, ale także na temperaturę. Uwielbiam słońce i ciepło, ale nie wtedy, gdy muszę w tym słońcu i cieple przebyć cztery i pół kilometra piechotą, z czego dwa i pół pod górkę. Dlatego niezależnie od celu podróży wstajemy wcześnie.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji 2018 #2 i przeczytane w lipcu

Dni upływają tu spokojnie i leniwie. Chodzimy na plażę, siadujemy na tarasie, dyskutujemy. Mateusz gotuje nam smaczne obiady z lokalnych produktów. Nigdy nie sądziłam, że będę jeździć na wakacje wymagające wyżywienia we własnym zakresie, miało to jednak związek z faktem, iż obawiałam się, że to ja będę musiała owo wyżywienie zagwarantować. Skoro jednak mój udział w całym przedsięwzięciu ogranicza się do okazjonalnego pokrojenia czegoś, nie mam nic przeciwko.Czytaj dalej »

Pamiętniki z wakacji 2018 — z życia Grażyny

Do Prigradicy jechaliśmy z przesiadkami jak, nie przymierzając, do Ikei. Najpierw jednym autobusem do Katowic, potem drugim do Splitu, w końcu promem do miejsca docelowego. Podróż przebiegła pomyślnie. Przeczytałam półtorej powieści. Mateusz też trochę czytał, a w międzyczasie wygłosił półgodzinny improwizowany wykład o postmodernizmie. Czasem mu się to po prostu zdarza. Na stacji benzynowej na Węgrzech oglądaliśmy zaćmienie księżyca. W Splicie, korzystając z kilku wolnych godzin, wspięliśmy się na wzgórze, na którego szczycie znajdował się ogród zoologiczny. Wyglądał na nieczynny od dłuższego czasu. Siedzieliśmy więc na ławce i robiliśmy zdjęcia kotom.Czytaj dalej »

Przeczytane w czerwcu 2018

Dotarło do mnie właśnie, że nie pamiętam dobrze początku czerwca. Coś się wtedy działo, ale wydarzenia te zdają mi się nader odlegle. Pierwszego był Dzień Dziecka i kupiłam mężowi książkę, której ten nie przeczytał, w związku z czym nie mogę przeczytać jej ja. Mogłabym, ale co to byłby wtedy za prezent. On kupił mi lampkę na rower. Piątego przyszła pensja, bo zawsze wtedy przychodzi, chyba że jest akurat weekend albo święto, to wtedy przychodzi wcześniej. Tyle jestem w stanie ustalić.Czytaj dalej »