„It’s called the comfort zone for a reason.”

Zaszły ostatnio w moim monotonnym życiu dwie rzeczy: prywatnie zaczęłam z pewną regularnością uczęszczać na fitness, a służbowo doszły mi nowe obowiązki związane z jednym klientem. Klient ten produkuje maszyny do ćwiczeń oraz liczne teksty na ich temat, w tym porady dotyczące skutecznego przyciągania ludzi do klubu i utrzymywania ich tam przez możliwie długi czas. Retoryka fitnessowa otacza mnie zatem ze wszystkich stron, a otaczając przytłacza. Bo czy to opisy zajęć grupowych w klubie koło Biedronki u mnie na osiedlu, czy to światłe pouczenia siłownianego potentata, wszystko sprowadza się do jednego: do walki.Czytaj dalej »