„Ślepnąc od świateł”, trawiąc makowiec

źródło: http://www.empik.com/slepnac-od-swiatel-zulczyk-jakub,p1101125199,ksiazka-p

Od razu zaznaczam, że to nie jest recenzja, tylko jedna wielka dygresja. Jak z Wikipedią, wchodzi człowiek sprawdzić jakiś drobny fakt dotyczący dajmy na to — że pozwolę sobie na autoplagiat z komcia na fejsie — braci Strugackich, a dwie godziny później okazuje się, że z wypiekami na twarzy czyta o chorobach bydła domowego. Mój umysł nie jest dziś tej nocy szczególnie zdyscyplinowany.

Rzecz dzieje się w okolicach świąt Bożego Najedzenia. „Ślepnąc od świateł” Jakuba Żulczyka czytam chciwie i chyba nieuważnie, siedząc nocą w kuchni, paląc papierosy i nie śpiąc. Mam urlop i nie muszę następnego dnia meldować się na stanowisku wydajnej pracy o godzinie mniej-więcej ósmej trzydzieści. Ale gdybym nie miała, gdybym wiedziała, że oto uciekają mi cenne godziny snu i nie zdążę się zregenerować przed następną rundą walki z błędami tłumaczy, pewnie też bym siedziała, bo to wciągająca lektura.

Pierwszej nocy przerywam w momencie, gdy Jackowi, głównemu bohaterowi, zaraz ma stać się coś złego, wszak jeśli nie przeczytam, że mu się stało, to mu się nie stanie, jeszcze nie. Mogę odroczyć wyrok. A przecież bohater Żulczyka nie jest do lubienia, nie mam powodu nie chcieć, by ominęły go nieprzyjemne wydarzenia. To dość niesympatyczny koleś i tak właśnie ma być. Nie jest dobry, nie jest miły, nie jest fajny. Pociąga go głównie forsa, a wszelkie uczucia wyższe, o ile mu się przydarzają, stara się w sobie stłumić. Widzę to, rozumiem, a mimo wszystko mu kibicuję.

To dość naturalne, że los głównego bohatera interesuje nas najbardziej, że trzymamy za niego kciuki. Dlatego — i nie piszę tu teraz o sobie ani o tej konkretnej książce, lecz wyrażam refleksję natury ogólnej, prawdopodobnie zresztą nieszczególnie odkrywczą — często to, że bohater ten nam się nie podoba, że jest jakiś nie taki, że wyraża poglądy przez nas nieakceptowane, postępuje niewłaściwie, albo właśnie nie postępuje, bo jest ciapowaty, rozlazły i niezdecydowany, jest uznawany przez nas za wadę danego utworu. Fakt, nie wszystko ma nam się obowiązek podobać, nie musimy lubić czytać o ludziach, którzy nas denerwują, choć mnie to na przykład średnio przeszkadza. Przykładowo, Isadorze Wing z książek Eriki Jong średnio co pięć stron mam ochotę powiedzieć „Skończże z tą egzaltacją i dejże spokój temu chłopu, no rany julek”, a mimo to czytam o niej z przyjemnością.

Należy jednak oddzielić faktyczne wady dzieła od nieprzystawalności do naszych gustów. Czy też bardziej ogólnie: oddzielić „nie podoba mi się” od „to jest beznadziejne”. No chyba że akurat niezaprzeczalnie jest, bo i tak się zdarza. Osobiście staram się wyrażać oględnie, nie potępiać w czambuł i krytykować raczej konkretne aspekty niż człowieka w ogóle. Ma to jednak pewne granice. Czym innym jest — skoro już jesteśmy w temacie — utwór literacki, a czym innym na przykład pewne życiowe postawy czy zestawy poglądów. Pewnych rzeczy nie akceptuję i daję temu wyraz w sposób raczej bezpośredni. I zdumiewa mnie reakcja, jaką często napotykam. „Jak to?” — jestem pytana — „Ty, lemurze, zwierzątko zazwyczaj wyważone i kulturalne, któreś upomniało mnie dwa miesiące temu, bym nie określał(a) czegoś mianem chujni tylko dlatego, że mi się nie spodobało, wyzywasz tego czy tamtego od męskich narządów rozrodczych? Jak możesz?!”. A otóż mogę i nie są to żadne podwójne standardy. Są, że polecę truizmem, rzeczy ważne i ważniejsze.

Tak, Żulczykowi też się oberwało, nie od męskich narządów co prawda, lecz od świętoszkowatych mizoginów, i nie publicznie, a w zaciszu domowym. Ujrzałam oto pewnego dnia na jego fanpage’u wpis, w którym oceniał prowadzenie się jakiejś kobiety, używając w tym celu słowa „szmata”. Zgrzytanie mych zębów słyszało pół osiedla, a fanpage odlajkałam w trybie natychmiastowym. Co nie miało żadnego znaczenia ani dla Żulczyka, ani dla tej kobiety, i w ogóle było dość żałosną reakcją. Książki też miałam nie kupować, nie będzie mizogin, niech go świnia powącha, oglądał moich pieniędzy. Ale przyszły święta, a ze świętami prezenty, i tak rzeczona powieść znalazła się w mych rękach.

I tu wracamy do bohatera. Gdyby bowiem autor włożył mu w usta te słowa, a włożył zapewne podobne, gdyż obraźliwe sądy nie są tej postaci obce, okiem bym nie mrugnęła, pasowałoby to nawet do całości kreacji.

W każdym razie mamy święta, rybę w galarecie, choinkę w salonie i wolne w pracy. Nadchodzi następny dzień. Czytam dalej, niech już się temu Jackowi stanie, co się ma stać, nie zabiją go przecież, bo do końca zostało zbyt wiele stron, żeby to miało sens. Monologi wewnętrzne już sobie częściowo odpuszczam, pędząc na łeb, na szyję ku zakończeniu. Faktycznie, Jackowi dzieją się różne rzeczy, jego poukładane życie dilera kokainy wyrwało mu się już całkiem spod kontroli, a kolejne próby odzyskania jej jeszcze pogarszają sytuację. Ostatnie ograniczenia natury moralnej upadają za sprawą śmieszno-strasznego (jak oni wszyscy w tej książce) gangstera imieniem Dario, który przy okazji wyłuszcza tak bohaterowi, jak czytelnikowi, powody przyjęcia przez tego pierwszego takiej a nie innej postawy wobec życia. Nie lubię takich zabiegów, trochę mnie denerwuje, gdy nagle pod sam koniec to, co powinno było samo wypłynąć, zostaje podane wprost, szkoda, że jeszcze nie wytłuszczonym drukiem, ale tu z jakiegoś powodu to nawet nie razi, choć w połączeniu z pewną krótką retrospekcją wypada trochę nieprzekonująco.

Tej drugiej nocy mojego czytania dzieje się wiele, wszystko, co bohater sobie wypracował, obraca się w proch i pył, lecz tylko pozornie. Jak wynika z zakończenia, było to tylko przelotne odchylenie od normy, a szansa na zmianę, która mogłaby za nim pójść, zostaje zaprzepaszczona. Wszystko nadal będzie tak samo.

Nie będę dawać gwiazdek, punktów, nie zastosuję żadnej skali. Jakoś łatwiej mi to robić, gdy chodzi o głupawe horrory

. Powiem tylko, że w gruncie rzeczy to niezła książka i trzyma w napięciu podczas okołoświątecznego trawienia pokarmów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s