Poranek

Dzwoni budzik, raz, drugi, piąty, w końcu wstajesz. Za oknem ciemno i zimno. Bierzesz prysznic, ubierasz się, jesz śniadanie, wypalasz papierosa. Tymczasem robi się jasno. Jasnoszaro. Wkładasz buty, płaszcz, czapkę, szalik, bierzesz torbę, wychodzisz na przystanek. Wdeptujesz w kałużę, w jakieś błoto pośniegowe czy inny syf, masz mokro w bucie. Tramwaj się spóźnia, choć jesteś tylko trzy przystanki od pętli, a gdy przyjeżdża, pełen jest zaspanych ludzi, wtulonych w kołnierze okryć wierzchnich jak w poduszki, niemrawych, ziewających. Stajesz gdzieś i gapisz się tępo przed siebie, wszystko jedno, czy jest tam okno, czy może czyjeś plecy. Jeśli masz to niewymowne szczęście posiadać bilet okresowy, bo jeśli nie, szturmujesz najpierw automat biletowy, a potem kasownik. Na Mogilskim przesiadka, biegniesz, żeby złapać czwórkę. Nadaremno, ona odjeżdża ci sprzed nosa. Czekasz. Patrzysz na ludzi. Dzieci i młodzież jadą do szkoły, osoby w wieku produkcyjnym do pracy, emeryci do swoich emeryckich spraw. Na ich miejscu pospałabyś dłużej i emeryckie sprawy załatwiła później, ale co ty tam wiesz. Coś w końcu przyjeżdża, wpychasz się, bo nie ma dla ciebie już miejsca, jedziesz dalej. Wysiadasz, przechodzisz przez przejście dla pieszych, idąc chodnikiem wypalasz jeszcze jednego papierosa. U celu gasisz go w popielniczce przed wejściem. Pora zacząć kolejny produktywny dzień.

Czasem nawet i za tym tęsknię.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s