Porozmawiajmy o pogodzie

Uważam, że dla Polaków rozmowy o pogodzie to nie żaden small talk. To poważne, budzące wiele emocji sprawy. Nawet jeśli w innych kwestiach uciekamy od kategorycznych stwierdzeń w różne „no może być…”, „w sumie ok”, czy „oni wszyscy po jednych pieniądzach”, w tej jednej nie wahamy się ani chwili: bez ogródek oznajmiamy, że oto nienawidzimy zimy albo lata, wiosny albo jesieni, że tylko czekamy, żeby się skończyły.

To chyba dlatego, że celebrowanie każdej kolejnej pory roku przyozdabianiem sali lekcyjnej wycinankami tematycznymi i lekturą okolicznościowych wierszyków mówiących kolejno o złotych i czerwonych liściach, śniegu, topieniu marzanny oraz wakacjach odciska na nas wszystkich głębokie piętno. Przez resztę życia nie możemy uwolnić się od potrzeby wygłaszania odkrywczych stwierdzeń, że oto idzie jesień albo zima, budząc w nas liczne odczucia. Chyba najbardziej lubimy, jak coś właśnie idzie. Bo jak już przyjdzie, natychmiast przypominamy sobie, że cała ta szkolna oprawa artystyczna danej pory roku to podstępna propaganda, pic na wodę, fotomontaż.

Gdzie nasze jeże z jabłkiem na grzbiecie, kasztany i żołędzie? Jest tylko deszcz i coraz szybciej zapadający zmrok, mokre buty, grabiejące ręce, pranie, które nie chce wyschnąć.

Gdzie bałwany, świat otulony estetyczną białą kołderką, coca-cola i mandarynki? Zamiast nich dostajemy mróz, breję na chodnikach, białe zacieki na nogawkach i noskach kozaków, odśnieżanie auta i zaskoczenie drogowców.

Gdzie przyroda powoli budząca się do życia, przebiśniegi i pąki na drzewach? Giną w błocie i zrudziałych trawnikach, w braku przyodziewku na sezon pośredni.

Gdzie wakacje, wyjazdy nad wodę, świeże owoce? Nie ma wakacji, jesteśmy za starzy, są dwa tygodnie urlopu, dokuczliwy upał, komary i rozbisurmanieni turyści.

Każda kolejna pora roku zawodzi nas tak samo, w dupie ma nasze rozbudzone za młodu nadzieje. A wszystko przez program nauczania początkowego, przez nasze panie nauczycielki. Zastanawiam się, co myślą, gdy wchodzą do szkoły przemarznięte, z wodą w butach, okutane w milion warstw odzieży i wiedzą, że zaraz będą musiały przeprowadzić lekcje o radości z jazdy na sankach i lepienia bałwana, a może nawet nadzorować wycinanie z brystolu śnieżynek. Czy postępują wbrew sobie? Czy czują, jakby kogoś oszukiwały? Czy mają ochotę przeprowadzić dyktando rozpoczynające się od słów „Rozbryzg na wpół roztopionego brudnego śniegu spod kół samochodu upstrzył beżowy kożuch przemarzniętego przechodnia, gdy ten czekał na zielone światło przy przejściu dla pieszych”? A może robią to w dobrej wierze. Może sądzą, że to wszystko problemy dorosłych i nie warto zapoznawać z nimi uczniów. Niech cieszą się, póki mogą, bo wkrótce skończy się beztroskie dzieciństwo.

A może — głęboko przekonane, że tak było zawsze, tak jest w programie i tak musi być — nie myślą nic.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Porozmawiajmy o pogodzie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s