Lemur w krainie majonezu

Jadę do Kielc opowiadać świętokrzyskim nauczycielom o nauce w klasie dwujęzycznej z perspektywy absolwentki. Tą absolwentką zostałam już dosyć dawno, ale to i owo jeszcze pamiętam, a poza tym spotkanie organizuje moja ciocia. W autokarze wyciągam kajecik, żeby uporządkować wywód, ale okazuje się, że nie mam długopisu, usiłuję zatem zrobić to w głowie. Za mną jakaś kobieta zaczyna kogoś wypytywać „Wafelka zjesz? Nie? To może bananka? Albo budyń, łyżeczkę mam”. Jeszcze nawet nie ruszyliśmy, więc w myślę sobie „Co za upierdliwa osoba, do końca trasy będzie to dziecko futrować?”. Spoglądam kątem oka w jej stronę i widzę, że ona nie mówi do żadnego dziecka, tylko do staruszki. To jakoś zmienia mi optykę, głupio mi, że nazwałam ją upierdliwą, choć przecież nie powiedziałam tego na głos. Potem, gdy słyszę, jak mówi „Widzisz, ty mnie zawsze odprowadzałaś na pekaes, a teraz ja cię wiozę”, nawet trochę się wzruszam.

kopalnia majonezu
kopalnia majonezu

Szybko zasypiam, jak zawsze w środkach lokomocji, a gdy się budzę, na horyzoncie widać już kopalnię majonezu. Jestem pewna, że to ona, wszak cóż innego może znajdować się pod Kielcami?Czytaj dalej »

Reklamy

Jestem lemurem chaosu

Mój wczorajszy dzień pracy wyglądał tak, że najpierw przez krótką chwilę w okolicach dziewiątej rano cieszyłam się, że będę sobie pomału dłubać, a potem zalew maili dość brutalnie pozbawił mnie złudzeń. Uczyniłam zatem to, co zawsze czynię w takich sytuacjach: zabrałam się za wszystko jednocześnie z nadzieją, że jakaś kolejność sama się wyklaruje. W międzyczasie przeglądałam facebooka, czytałam blogi o minimalizmie i jakimś kawałkiem mózgu planowałam tego posta. Wyrobiłam się ze wszystkim. No, prawie ze wszystkim, ale to już wina pewnego tłumacza, który najpierw upierał się przy swoim tak skutecznie, że udało mu się zasiać ziarno niepewności w project managerce (którą należało przekonać, że tłumacz się jednak myli), a potem przez dwie godziny nie odpisywał na maile. Prawdopodobnie on również robił wszystko jednocześnie.

Dzisiaj było w sumie podobnie, ale gorzej.Czytaj dalej »

Znaki szczególne mieszkańca Krakowa

szkieletor_wawel
źródło: http://www.fotosik.pl/pokaz_obrazek/8276a8f77f83732b.html

Wszyscy wiedzą, jak rozpoznać rodowitego Krakusa. Wystarczy powiedzieć przy nim, że idzie się na dwór (ledwo mi to przeszło przez klawiaturę), a sam rozwieje wszelkie wątpliwości. Lecz jeśli chodzi o długoletniego mieszkańca, który niekoniecznie mieszka tu od pokoleń, sprawa jest bardziej skomplikowana. Istnieją jednak pewne nieomylne znaki mogące pomóc w identyfikacji. Czytaj dalej »

Wychowanie fizyczne jako źródło cierpień

fitness
buty: Tesco, skarpetki i leginsy: Biedronka. Tanio i estetycznie.

Gdyby w gimnazjum ktoś powiedział mi, że w wieku dwudziestu pięciu lat będę chodzić na fitness w stroju widocznym na zdjęciu obok, zabiłabym go śmiechem. Po pierwsze dlatego, że byłam wówczas mroczna jak stado nietoperzy, nosiłam glany oraz makijaż na pandę i prędzej przesłuchałabym całą płytę Ich Trojga niż ubrałabym* różowe skarpetki w serduszka, jeszcze bardziej różowe (no dobra, w zasadzie to już magenta, ale w tamtych czasach zdecydowanie zakwalifikowałabym je jako różowe) adidasy i niewidoczną na zdjęciu również — a to ci niespodzianka — różową koszulkę z napisem „słodycze”.

Czytaj dalej »

Pięć drobiazgów, które w wykonaniu bliźnich doprowadzają mnie do białej gorączki

IMG_3354Bardzo lubię takie listy. Chyba nie jestem w tym osamotniona, bo na wszelkich forach rozrastają się one do ogromnych rozmiarów. Jest to przy tym temat lekki, łatwy i przyjemny, co w bieżącym tygodniu stanowi szczyt moich możliwości. Mam gdzieś na dysku pół poważnej i niezbyt wesołej notki, nie jestem jednak w stanie jej dokończyć. Wymaga za dużo myślenia.

Wracając do tematu, są takie zachowania, przeważnie najzupełniej niewinne, które irytują mnie o wiele bardziej niż powinny.Czytaj dalej »

Przeczytane w lutym

Jak pisałam miesiąc temu, postanowiłam prowadzić listę przeczytanych w 2015 książek. Z kronikarskiego obowiązku przedstawiam zatem sprawozdanie z lutego. Musicie wiedzieć, że jest to dla mnie pewne poświęcenie, bowiem po tygodniu ciężkiej pracy zakończonym potężnym piątkowym bólem głowy (dwa Ketonale forte dały mizerny efekt, a i w sobotę czułam się niezbyt kwitnąco) nabrałam wstrętu do komputera. Doprawdy, nie sądziłam, że to mi się kiedyś przydarzy. W dodatku ból otępił mnie i spowolnił, więc zanim mogłam wreszcie zalec na wersalce boleści, minęło zdecydowanie więcej czasu, niż minąć powinno.

Oto bohatersko sporządzona przeze mnie lista:Czytaj dalej »