Przeczytane w lutym

Jak pisałam miesiąc temu, postanowiłam prowadzić listę przeczytanych w 2015 książek. Z kronikarskiego obowiązku przedstawiam zatem sprawozdanie z lutego. Musicie wiedzieć, że jest to dla mnie pewne poświęcenie, bowiem po tygodniu ciężkiej pracy zakończonym potężnym piątkowym bólem głowy (dwa Ketonale forte dały mizerny efekt, a i w sobotę czułam się niezbyt kwitnąco) nabrałam wstrętu do komputera. Doprawdy, nie sądziłam, że to mi się kiedyś przydarzy. W dodatku ból otępił mnie i spowolnił, więc zanim mogłam wreszcie zalec na wersalce boleści, minęło zdecydowanie więcej czasu, niż minąć powinno.

Oto bohatersko sporządzona przeze mnie lista:

  1. „Długi Mars” Terry’ego Pratchetta i Stephena Baxtera, czyli trzecia część cyklu o Długiej Ziemi. Przyjemna lektura, choć przedstawiony w niej problem moralny został moim zdaniem potraktowany zbyt powierzchownie.
  2. „Jaskółka, kot, róża, śmierć” Håkana Nessera — powieść kryminalna z cyklu o komisarzu Van Vetereenie. Chronologicznie przedostatnia, ale pierwsza spośród przeczytanych przeze mnie. Wcześniej podejście do Nessera miałam jedno, czytałam mianowicie „Człowieka bez psa”. Nie porwał mnie. Dopiero przy „Jaskółce…” zrozumiałam, co miała na myśli Królowa Matka, pisząc, że kupiła kryminał, a dostała literaturę.
  3. Naturalną konsekwencją tego było ściągnięcie na czytnik „Komisarza i ciszy”, innej książki z tego cyklu. Podobała mi się chyba nawet bardziej. Idąc za ciosem, ściągnęłam jeszcze „Sprawę Műnstera”, zostawiłam ją sobie jednak na później.
  4. „Nigdziebądź” Neila Gaimana — nie powiem, wciągające, jednak chwilami miałam wrażenie, że czytam opis rozgrywki w grze komputerowej. Bohaterom w kółko ktoś kazał gdzieś iść i coś robić, wypełniać jakąś kolejną misję. A na koniec, oczywiście, musieli rozprawić się z bossem.
  5. „Amerykańscy bogowie” tegoż to już znacznie lepsza pod względem fabuły powieść pełna barwnych postaci. Przeczytałam ją z zapartym tchem i chciałam jeszcze, dlatego od razu sięgnęłam po „Chłopaków Anansiego”. Odrzuciło mnie natychmiast. Są bowiem dwie rzeczy, których szczerze nie cierpię: gdy bohater robi rzeczy, które budzą w nim i czytelniku zażenowanie i gdy ktoś przychodzi i bezmyślnie niszczy mu jego w miarę poukładany świat. Tu obie występują w dużym natężeniu i gdybym miała takie fragmenty omijać, prawdopodobnie mogłabym się ograniczyć do tytułów rozdziałów. Nie wykluczam jednak, że kiedyś jeszcze do tej powieści wrócę. Obstawiam ten moment urlopu, kiedy jest się gotowym pożyczyć od kogoś na plaży stary numer „Pani Domu”.
  6. „Kallima Inachus” Tomasza Lektornego — stężony lolcontent dla miłośników złej literatury. Szerzej o dziele w tej notce.
  7. „Uwikłanie” Zygmunta Miłoszewskiego, po które sięgnęłam zapoznawszy się z tą recenzją. Przyzwoity polski kryminał, nie rozumiem tylko, czego ten człowiek chce od Pałacu Kultury.

 

Od początku roku w sumie 13 książek. Jak widać, nadal nie zabrałam się za „Ziemię obiecaną”. Nic straconego, leży na czytniku i czeka. A na marzec planuję więcej Miłoszewskiego i Nessera.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Przeczytane w lutym

  1. […] „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego. Prokurator Szacki rozstał się z żoną, przeniósł do Sandomierza, by narzekać na prowincjonalność, a teraz ma do rozwiązania sprawę dziwacznego i tajemniczego (wiadomo, że tajemniczego, jakby nie były tajemnicze, nie miałby wiele do rozwiązywania) morderstwa lokalnej działaczki społecznej. Podobało mi się chyba bardziej niż pierwsza część trylogii, o której pisałam lutym. […]

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s