Pięć drobiazgów, które w wykonaniu bliźnich doprowadzają mnie do białej gorączki

IMG_3354Bardzo lubię takie listy. Chyba nie jestem w tym osamotniona, bo na wszelkich forach rozrastają się one do ogromnych rozmiarów. Jest to przy tym temat lekki, łatwy i przyjemny, co w bieżącym tygodniu stanowi szczyt moich możliwości. Mam gdzieś na dysku pół poważnej i niezbyt wesołej notki, nie jestem jednak w stanie jej dokończyć. Wymaga za dużo myślenia.

Wracając do tematu, są takie zachowania, przeważnie najzupełniej niewinne, które irytują mnie o wiele bardziej niż powinny.

  1. W pierwszej kolejności należy wymienić smarowanie nożem do krojenia. Bierze oto mój bliźni nóż, kroi nim chleb, po czym ten sam nóż nurza w maśle albo dżemie. Następnie rzecz jasna kładzie go na desce do krojenia i tam zostawia. Brudną stroną do dołu, dodajmy. A potem przychodzę ja, przekrajam sobie cytrynę i szlag mnie trafia, bo nie jestem Tybetanką, żeby pić herbatę, do której tę cytrynę wcisnęłam, z masłem. A nawet jeśli się na taki nóż nie natykam bezpośrednio, to mam okruchy pieczywa w dżemie. Zło w czystej postaci.
  1. Innym złem w czystej postaci jest niezakręcanie pasty do zębów. Nie po to moja mamusia całe dzieciństwo truła mnie i bratu, że pasta zaschnie i tyle z niej będzie pożytku, żeby ktoś inny miał to teraz w głębokim poważaniu. I nie ograniczam się do przypadków, kiedy jest to moja pasta. Jak zauważę taką w cudzej łazience, od razu zakręcam (ale gospodarzom o tym nie wspominam, nie muszą ich wszakże interesować moje schizy). Nawiasem mówiąc, nie jest to jedyny przypadek wdrukowania mi czegoś przez mamusię na mur-beton. Tyle razy słyszałam od niej w dzieciństwie „Kup płyn do mycia naczyń, ale nie cytrynowy!”, że teraz zawsze wybieram inny zapach, choć — o czym się w pewnym momencie przekonałam — cytrynowy zupełnie mi nie przeszkadza.
  1. Równie bezsensowna jak niekupowanie cytrynowego płynu do mycia naczyń jest moja awersja do konektora logicznego „jako że”. Nie wiem do końca, z czego ona wynika i czasem nawet sama staram się go użyć, żeby go jakoś odczarować, bo obiektywnie nic złego w nim nie ma (może poza tym, że wodzi na pokuszenie ludzi, którzy przed każdym „że” stawialiby przecinek nie wnikając w sensowność tej operacji). W każdym razie, gdy widzę „jako że”, zaczynam podejrzliwie odnosić się do tekstu i jego autora. Podejrzewam, że wpływ miała na to lektura portalu piekielni.pl (od jakiegoś czasu na niego nie wchodzę, ale to temat na inną historię).
  1. O wiele więcej sensu niż punkt poprzedni ma moja niechęć do ludzi stojących nad wolnym siedzeniem w tramwaju. Nie siądzie taki, bo chyba mu głupio i boi się, że znów usłyszy coś o tej dzisiejszej młodzieży, która się rozsiada, ale ustawi się tak, żeby jak najstaranniej uniemożliwić dostęp do tego — najczęściej jedynego — wolnego miejsca. Z drugiej strony, może to i lepiej, niż gdyby miał majtać osobom siedzącym przed twarzami swoim plecakiem, co zdarza się chyba jeszcze częściej.
  1. Ostatnią irytującą rzeczą na tej liście jest uznawanie szukania za działanie zbiorowe. Wkurza mnie to potwornie. Kiedy ja czegoś szukam, wolę robić to sama, niż żeby ktoś zawracał mi głowę pytaniami „A sprawdzałaś w tej szafce?” i grzebał mi w rzeczach. Z drugiej strony, kiedy ktoś wymaga ode mnie pomocy w szukaniu, do białej gorączki doprowadzają mnie wszelkie „Tu już przecież patrzyłem!” i „No widzisz, że nie ma!”, a także ciągłe ponaglenia. Żeby coś znaleźć, muszę się skupić, a potem przeglądać kolejne miejsca w takiej kolejności, jaką uznam za stosowną. Inaczej nic z tego nie będzie, mogę się co najwyżej wkurzyć.

Jest za to jedna rzecz, która denerwuje wszystkich innych, a na mnie nie robi wrażenia: zdrobnienia. Chcesz do kogoś powiedzieć „kochanieńka”, ale wstydzisz się, bo pół świata zgrzyta w odpowiedzi zębami? Nie krępuj się! Od rana marzysz o tym, żeby zaproponować komuś mleczuszko do kawusi? Pijam czarną, ale pytaj bez zastanowienia! Pragniesz mi wysłać pieniążki przelewikiem? Śmiało! Mój rachuneczek bankowy przyjmie każdą ilość pieniążków!

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Pięć drobiazgów, które w wykonaniu bliźnich doprowadzają mnie do białej gorączki

    • Ja nie zamykam za sobą drzwi do łazienki, jak z niej wychodzę, co też niektórych wkurza.
      A istnieniem past z uchylnym dekielkiem jestem lekko zdziwiona, nigdy nie rzuciły mi się w oczy. Które marki produkują coś takiego?

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s