Wychowanie fizyczne jako źródło cierpień

fitness
buty: Tesco, skarpetki i leginsy: Biedronka. Tanio i estetycznie.

Gdyby w gimnazjum ktoś powiedział mi, że w wieku dwudziestu pięciu lat będę chodzić na fitness w stroju widocznym na zdjęciu obok, zabiłabym go śmiechem. Po pierwsze dlatego, że byłam wówczas mroczna jak stado nietoperzy, nosiłam glany oraz makijaż na pandę i prędzej przesłuchałabym całą płytę Ich Trojga niż ubrałabym* różowe skarpetki w serduszka, jeszcze bardziej różowe (no dobra, w zasadzie to już magenta, ale w tamtych czasach zdecydowanie zakwalifikowałabym je jako różowe) adidasy i niewidoczną na zdjęciu również — a to ci niespodzianka — różową koszulkę z napisem „słodycze”.

Po drugie — i znacznie ważniejsze — dlatego, że fitness to przecież taki w-f, za który w dodatku się płaci. A kto normalny płaciłby za możliwość bycia opieprzoną i zwyzywaną od łamag przez siedzącego wygodnie na ławce i dmuchającego od czasu w gwizdek osobnika w dresie? Kto wydałby pieniądze na to, by zostać wybraną do drużyny jako ostatnia albo usłyszeć „idź do nich, przecież nas lubisz i nie chcesz, żebyśmy przegrały” (Pamiętam, że gdy usłyszałam to kiedyś od koleżanek, odparłam, że po takim tekście bynajmniej nie życzę im wygranej, i dołączyłam do ich grupy. Obraziły się na mnie, ale czułam, że odniosłam moralne zwycięstwo.)? Kto wyłożyłby forsę, by doznać kontuzji podczas skoku przez kozła, a następnie zostać wydrwionym i otrzymać za ten skok ocenę niedostateczną?

Oczywiście, fitness tak nie wygląda. Nikt nikogo nie opieprza, nie lży, nie wyśmiewa, nie jestem nawet pewna, czy trenerzy mają gwizdki. Może i mają, ale nie zajmują się gniewnym dęciem w takowe rozpierając się jednocześnie na ławce. Nie ma kozłów ani skrzyń, dzielenia na grupę z szarfą i bez szarfy, nie ma ocen. Nawet jeśli w gimnazjum miałam tego świadomość, moja niechęć do zorganizowanych zajęć sportowych była na tyle duża, że wykluczałam tę formę spędzania wolnego czasu bez wgłębiania się w szczegóły. A w trzeciej klasie wystarałam się o zwolnienie i ponawiałam te starania co rok aż do końca liceum. Gratulacje, drodzy wuefiści, których z litości nie wymienię z nazwiska. Nie sądzę zresztą, by miało to sens, z rozmów ze znajomymi, lektury forów internetowych, blogów, etc. wynika, że tak wygląda przeważająca większość lekcji wychowania fizycznego w Polsce. Co z tego zatem, że napiętnuję jedną czy dwie osoby, skoro ich podejście jest normą? Znam rozwiązanie problemu. Jest nim całkowita likwidacja tego przedmiotu szkolnego. Sale gimnastyczne, szkoły sportowe i akademie wychowania fizycznego należy w tym celu spalić, pogorzeliska zaorać i posiać tam dżunglę, wuefistów poddać resocjalizacji (najlepiej w kamieniołomach, a poganiacz niech gwiżdże na nich i lży siedząc wygodnie w cieniu), po czym nie wracać już więcej do tematu. Aha, a na końcu zdelegalizować gwizdki. Raz na zawsze.

Jest to opcja niezwykle kusząca, obawiam się jednak, że próby realizacji wzbudziłyby falę protestów ze strony środowisk sportowych. Szkoda. Pozostaje zatem plan B, czyli uczynienie wuefu przyjemniejszym i bardziej cywilizowanym. Wyraźnie widać na przykładzie fitnessu, że nie jest to niewykonalne. Da się przeprowadzić zajęcia nie poniżając uczestników, dbając o to, by wykonywali ćwiczenia w sposób dla siebie bezpieczny, proponując zadania bardziej atrakcyjne niż nieszczęsny skok przez kozła (po co w ogóle skacze się przez kozła? Czy ktoś spośród p.t. czytelników wie coś na ten temat?), siatkówka i bieg dookoła czegokolwiek. Tak, jasne, na fitness ludzie przychodzą z własnej woli, są zatem bardziej zmotywowani, myślę jednak, że gdyby nie demotywować dzieciaków od początku ich edukacji, coś mogłoby z tego wyjść. I tak, wiem, że istnieją jednostki odporne na demotywację, które po przymusowym wuefie biegną na SKS, są one jednak w zdecydowanej mniejszości.

Dlatego uważam, że potrzebna jest gruntowna zmiana podejścia do prowadzenia tego przedmiotu. Żadnych ocen, żadnych wrzasków, do tego kilka opcji do wyboru (Szachy, brydż sportowy… — rozmarzyła się kobieta lemur), bo ma chodzić o to, by zachęcić do aktywności fizycznej, nie zaś o to, by cały naród umiał grać w siatkę i rzucać piłką lekarską.

*Jestem z Krakowa, wolno mi.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Wychowanie fizyczne jako źródło cierpień

  1. Hehe, to już drugi Twój post, który czytam jakbym go sama napisała. W aktywność fizyczną zaczęłam się bawić od niedawna, i okazało się, że nie jest ona taka straszna. Z resztą jako male dziecko byłam bardzo aktywna, wręcz nadpobudliwa, i szkoła zamiast rozwinąć we mnie zamiłowanie do jakiegoś sportu – skutecznie zabiła chęć ruszania się. WF pamiętam jako pasmo stresu, poniżenia i nawet rzeczy które lubiłam skutecznie mi nauczyciele obrzydzili bo „biegaj az sie przewrócisz i porzygasz a potem biegnij dalej” albo „co z tego że 2 z 3 skoków ci wyszły skoro pani się cośtam nie podobało i dała ci tróję” motywacją żadną nie jest. Tzn. sa tacy ludzie co jak się ich poniewiera to starają się bardziej ale ja do nich nie należę.

    Polubione przez 1 osoba

  2. O rany, też nie cierpiałam WF-u w szkole! Nie zraził mnie co prawda do aktywności fizycznej – bo poza szkołą dużo się ruszałam: pływanie, jazda konna, rower, taniec – ale do wielu sportów już tak. Nie cierpię biegać, nie cierpię wszelkich dyscyplin z piłkami i znienawidziłam rywalizację.

    Zgadzam się z Tobą, że rezygnacja z ocen mogłaby pomóc. I może zmiana programu, rozszerzenie go na inne dyscypliny? Jest dużo sportów, które nie wymagają specjalistycznego sprzętu.

    Lubię to

    • Wszyscy mi wmawiali, że jestem nieruchawą bułą i przez wiele lat święcie wierzyłam, że nie ma mniej usportowionej osoby ode mnie. Tymczasem — ku mojemu zdumieniu — wiele osób, nawet zupełnie dorosłych, nie umie pływać i jeździć na rowerze, nie mówiąc już o nartach i łyżwach. Fakt, w żadnej z tych dyscyplin nie jestem szczególnie dobra, ale jak na leniwą bułę to chyba i tak całkiem nieźle.

      Ja też nienawidzę sportów kojarzących się z wuefem, a siatkówki najbardziej z nich wszystkich. Co do rywalizacji, to #mamotymnotkę https://kobietalemur.wordpress.com/2014/12/08/its-called-the-comfort-zone-for-a-reason/ 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s