Jestem lemurem chaosu

Mój wczorajszy dzień pracy wyglądał tak, że najpierw przez krótką chwilę w okolicach dziewiątej rano cieszyłam się, że będę sobie pomału dłubać, a potem zalew maili dość brutalnie pozbawił mnie złudzeń. Uczyniłam zatem to, co zawsze czynię w takich sytuacjach: zabrałam się za wszystko jednocześnie z nadzieją, że jakaś kolejność sama się wyklaruje. W międzyczasie przeglądałam facebooka, czytałam blogi o minimalizmie i jakimś kawałkiem mózgu planowałam tego posta. Wyrobiłam się ze wszystkim. No, prawie ze wszystkim, ale to już wina pewnego tłumacza, który najpierw upierał się przy swoim tak skutecznie, że udało mu się zasiać ziarno niepewności w project managerce (którą należało przekonać, że tłumacz się jednak myli), a potem przez dwie godziny nie odpisywał na maile. Prawdopodobnie on również robił wszystko jednocześnie.

Dzisiaj było w sumie podobnie, ale gorzej.

Na blogach o minimalizmie, które czytałam jednym okiem (po akapicie co kwadrans), przewijał się motyw efektywności i dyscypliny. Wiecie, wielozadaniowość jest passée, trzeba umieć się skoncentrować na jednej czynności, ograniczyć napływ przypadkowych informacji, trzymać się wyznaczonego planu, nie rozpraszać, takie tam. Ja tak nie umiem. A — co więcej — wcale nie wiem, czy chciałabym umieć i czy jest mi to do czegokolwiek potrzebne.

W pracy jaki-taki porządek zachowuję w zasadzie tylko w strukturze nazw folderów. Wewnątrz tych folderów dzieją się już różne rzeczy, ale generalnie nic, w czym osoba postronna, acz zorientowana w temacie, nie mogłaby się przy odrobinie wysiłku odnaleźć. Poza tym… cóż, zapisuję na ogół, co mam do zrobienia, ale raz, że nie zawsze, dwa, że czasem w dość losowych miejscach. I co? I nic, nie nastąpiła z tego powodu jeszcze żadna katastrofa. Dziś tylko pomyślałam sobie przelotnie „W takie dni człowiek lemur czuje że żyje… ale co to za życie?”. Po chwili mi przeszło, bo prawda jest chyba taka, że więcej wysiłku kosztowałoby mnie wprowadzenie dyscypliny i trzymanie się jej, niż odnajdywanie się w wygenerowanym uprzednio przez siebie chaosie.

Źródło: https://41.media.tumblr.com/cd8eec6659f3e6ed1df175f7942c5de0/tumblr_nnf8ea1KFP1u750qto1_500.jpg

Poza tym irytuje mnie to wieczne pilnowanie, czy nie marnuje się czasu, zwiększanie produktywności, świadome i efektywne zarządzanie zasobem ludzkim w postaci swojej osoby. Czuję się zmęczona nawet jak o tym czytam. I nie chcę się zastanawiać, czy aby na pewno każdy cholerny kwadrans wycisnęłam jak cytrynę, wykorzystując go w najlepszy możliwy sposób. Bo lubię się czasem posnuć albo pogapić w przestrzeń, napisać coś niezbyt odkrywczego w komentarzu pod czyimś postem, porobić głupoty. Jest mi to potrzebne, taki krótki odpoczynek dla mózgu. Nie na gwizdek, bo o moim stosunku do gwizdków — realnych i metaforycznych — mieliście już sposobność przeczytać. Wolę wynajdywać międzyczasy, wciskać między dziesięć różnych zadań chwilę na gapienie się na zdjęcia cudzych kotów, lajkowanie na fejsie i wymyślanie, co na obiad.

Może faktycznie nie wykorzystuję przez to całego swojego potencjału. Ale nie po to żyję. Nie muszę się wiecznie rozwijać i doskonalić. To w końcu mój potencjał i mam święte prawo robić z nim, co chcę. Włącznie z podłożeniem pod tramwaj.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Jestem lemurem chaosu

  1. Jakbym czytała o sobie (a własnie czytam to w pracy, hue hue). Dodatkowo jestem typem „na ostatnią chwilę” – najbardziej produktywna jestem jak sobie uzbieram duzo do zrobienia na raz ;). Ogólnie pewnie zależy to od specyfiki pracy, moja jest taka, że przez tydzień siedzę i liczę plamy na suficie a są takie dni że latam jak oszalała, i raczej nie da się tego w żaden sposób równomiernie rozłożyć. Albo idę rano i zastanawiam się co ja będe robić przez te 8 godzin a tu okazuje się że w ciągu dnia się pojawia milion kryzysów do ogarnięcia. Ale te foldery mnie trochę bolą. Ciągle się przymierzam żeby w nich poukładać 😉
    Jak dla mnie to jedynym dobrym sposobem na zwiększenie efektywności to skrócenie czasu pracy np z 8 do 6 godzin, wtedy człowiekowi by się nawet nie chciało oglądać kotków i blogów, bo by wiedział że się nie wyrobi. Świadomość, że ma się jeszcze sporo czasu, na mnie zawsze działa demotywująco.

    Polubione przez 1 osoba

    • U mnie też są okresy, w których nie da się równomiernie rozłożyć pracy na cały tydzień, a jak się da, to w jednej chwili cały misterny plan się wali, bo opóźnia się jakaś jedna rzecz, a gdy w końcu dociera, ja już powinnam robić trzy następne.

      Obecnie natomiast mamy bardzo równomiernie rozłożony zapieprz.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s