Dlaczego ateiści obchodzą Wielkanoc?

Bo lubią mazurki, sałatkę jarzynową i/lub biesiadowanie w rodzinnym gronie. Omówiwszy tę nurtującą wielu rodaków kwestię, mogę przejść do znacznie bardziej interesujących tematów, takich jak na przykład moje własne wypieki.

Tych są w tym roku tylko dwie sztuki, bo nie wiadomo, czy ciocia z wujkiem przyjadą* i tak jest już dość jedzenia, a poza tym na tyle starczyło mi mąki.

Mazurek chałwowy
Mazurek chałwowy

Wypiek pierwszy to mazurek chałwowy. Przepis mam stąd. To znaczy składniki, bo proporcje chyba wyszły mi trochę inne (mała śmietana z Piątnicy, pół puszki chałwy**, masła na oko), a i design jest znacznie mniej elegancki i stonowany, powstał bowiem pod wpływem szaleńczego zrywu kreatywności, któremu towarzyszyła myśl „Mam pisaki cukrowe do placków*** i nie zawaham się ich użyć”. Jeśli zastanawiacie się, dlaczego gałązki bazi są w kolorach hiszpańskiej flagi, spieszę donieść, że w zestawie nie było koloru brązowego, a rozpuszczenie odrobiny czekolady jakoś nie przyszło mi do głowy. Napis — nie wiem, czy czytelny, bo ja swoje pismo czytam bez problemu, czego nie można powiedzieć o reszcie świata — głosi „Alleluja i do przodu”. Pisaki cukrowe do placków nie są tak łatwe w obsłudze, jak mogłoby się wydawać, a poza tym odruchowo napisało mi się francuskie r, po którym siłą rzeczy musiało nastąpić francuskie z.

Mazurek różany
Mazurek różany

Wypiek drugi, przyozdobiony hojnie migdałami blanszowanymi**** i perełkami cukrowymi z Biedronki, to mazurek różany. Przepis znalazłam w czasopiśmie „Wróżka” (czytanym przeze mnie w celach tylko i wyłącznie rozrywkowych, co czuję się w obowiązku podkreślić) i dostosowałam do własnych potrzeb. Po tym drobnym tuningu prezentuje się on następująco:

Robimy kruche ciasto. Konfiturę z płatków róży gotujemy w rondelku na wolnym ogniu z sokiem z cytryny lub dwóch i odrobiną cukru-pudru, od czasu do czasu mieszając. Po około 20 minutach odstawiamy na balkon lub parapet zewnętrzny do ostygnięcia. Na upieczonym spodzie układamy naprzemiennie niewielkie kupki konfitury z owoców róży i z wiśni. Jeżeli nie dysponujemy którąś z w/w konfitur, nie przejmujemy się tym i smarujemy spód równomiernie tą, którą akurat mamy na stanie. W zasadzie podejrzewam, że nada się każda oprócz cebulowej. Na to wykładamy uzyskaną w procesie gotowania konfitury z płatków róży z dodatkami ciapę miksturę. Ozdabiamy wedle uznania, aczkolwiek poleca się płatki migdałowe.

Po zdjęciach widać, że blogerka kulinarna ze mnie żadna. Ich dzieła — nie mówiąc już o fotografiach — są ładniejsze, a foremki nie noszą śladów masy. Moje też by nie nosiły, gdybym zwróciła na to uwagę przed ściągnięciem zdjęć z aparatu. Umówmy się zatem, że ukidana foremka podnosi autentyczność, ok? Następnym razem, o ile taki nadejdzie, obiecuję postarać się bardziej. Wesołego jajka!

*W trakcie tworzenia posta odebrałam telefon od taty i okazało się, że nie przyjadą.

**Wychodzi, że ok. 225 g

***W Małopolsce (a może w całej Galicji?) plackiem nazywamy to, co reszta kraju zwie ciastem, które dla nas oznacza surowiec na spód do placka.

****Nie przeze mnie osobiście, a przez producenta. Mnie by się nie chciało.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s