Co czytać we wakacje?

Obraz Fernando Botero
Obraz Fernando Botero

Ja wiem, że jeśli nie jest się maturzystą, to do wakacji ma się jeszcze kupę czasu, lecz w mym lemurzym umyśle temat ten pojawił się już w marcu, kiedy to rozesłano maila z poleceniem uzupełnienia stosownej tabelki, i tkwi tam uparcie. Co ja zresztą mówię, jakie wakacje, za stara już jestem na to, ja, kobieta pracująca! Dla mnie już tylko urlop.

A urlop, jak bym go nie spędzała, jest u mnie okresem wzmożonego czytelnictwa. Mam czas, oczy wypoczęte, nie trzeba rano wstawać, można do dowolnie późnych godzin nocnych pogrążać się w lekturze, a potem kontynuować w godzinach dziennych, czy to nad wodą, czy to w środku lokomocji pokonującym nieznane krainy*. Pozostaje tylko pytanie: co czytać?

Po pierwsze, zgarnąć do walizki, a najlepiej na czytnik, wszystko to, do czego przed urlopem jakoś się nie zabraliśmy. Bo okładka nie taka, bo pierwsze zdanie nie podeszło, bo nie byliśmy w nastroju. Nadejdzie taki moment, że do czytania nie zostanie nic innego, a wtedy może się okazać, że ta okładka i to pierwsze zdanie o niczym nie świadczą. A jeśli jednak okażą się świadczyć, po powrocie będzie można przynajmniej napisać zjadliwą recenzję na blogu.

Po drugie, coś nowego. Bardzo lubię tren moment, kiedy przed wyjazdem udaję się do księgarni, fizycznej lub internetowej, i wybieram. A potem odkładam, chowam sama przed sobą, żeby nie napocząć przed czasem.

Po trzecie, kryminał. Najlepiej skandynawski. Kryminały zawsze czyta się dobrze, ale na urlopie ma to jakiś swój dodatkowy smaczek. Tu słońce, plaża, woda, rymowany śpiewokrzyk sprzedawców kukurydzy, piwa i lepkich słodkich rzeczy, a my tymczasem razem z detektywem na tropie złoczyńcy, najlepiej w deszczu albo ciemnej piwnicy. Cudowny kontrast.

Po czwarte, książka, której akcja rozgrywa się w okolicznościach wakacyjnych. Urlopowość literacka przenika się z urlopowością rzeczywistą, robi się od tego jeszcze bardziej wakacyjnie i beztrosko, następuje intensyfikacja doznań. Zaleca się czytać bezpośrednio po mrocznym kryminale.

Po piąte, książka pożyczona od współurlopowicza, czyli element zaskoczenia. Nigdy nie wiadomo, co taki współurlopowicz ma do zaoferowania. Może to być szmira, tak zła, że nawet nieśmieszna, ale może się też okazać perełką, o istnieniu której w innych okolicznościach moglibyśmy się nigdy nie dowiedzieć.

Po szóste, o ile znamy język, książka kupiona na miejscu. W ten sposób kwestię pamiątek będziemy mieli z głowy i nie będziemy musieli kupować ciupagi ani żółwika z muszelek.

Po siódme, ostatnie i nieuchronne, kupiona przed wyjazdem i przeczytana w drodze do połowy gazeta. I stary numer „Pani Domu” pozostawiony przez kogoś na plaży. To zawsze tak się kończy.

*A mam taką niesamowitą supermoc, że mogę czytać w trzęsącym się autobusie siedząc na kole, tyłem do kierunku jazdy, i nic.

Forma „we wakacje” użyta została celowo.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Co czytać we wakacje?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s