Przebłysk geniuszu

Puchnę z dumy, samozachwyt mnie wręcz rozpiera. Nigdy nie sądziłam, że spod moich rąk może wyjść dzieło tak doskonałe. I pomyśleć, że wystarczy jedno zdjęcie na Instagramie, by zainspirować człowieka lemura do stworzenia czegoś absolutnie genialnego, prostego, a jednocześnie wyrafinowanego.

Przed państwem placek z bezą i wiśniami. Poniżej postaram się przedstawić, jak przebiegał proces twórczy, choć przez wzgląd na spontaniczny jego charakter i mą skłonność do improwizacji, zapis ten może być nieco niedokładny.

IMG_3955Składniki:

Na spód:

  • Czubaty kubek mąki tortowej (odmierzywszy takowy, torebkę mąki pozostawiamy na wierzchu. Przyda nam się, jeśli ciasto wyjdzie zbyt lepkie, a później do podsypania)
  • Pół kostki masła
  • Pół kubka zimnej wody
  • Opcjonalnie trochę cukru
  • Odrobina bułki tartej

Na nadzienie:

  • Tyle wiśni, żeby pokryły dno formy do pieczenia. Prawdopodobnie około pól kilo lub mniej.
  • Łyżka lub dwie miodu
  • Opcjonalnie łyżka lub dwie dżemu truskawkowego, którego użyłam, bo nie chciało mi się iść do Żabki po konfiturę wiśniową

Na bezę:

  • Trzy białka
  • Odrobina soku z cytryny
  • Szczypta soli
  • Osiem łyżeczek cukru

W misce połączyłam ze sobą mąkę, pokrojone w kostkę masło i nieco cukru, w miarę wyrabiania dolewając zimnej wody. Gdy ciasto stało się odchodzącą od ręki plastyczną kulą, zawinęłam je w folię i odłożyłam do lodówki. Miskę umyłam.

Do poranka dnia następnego przetrwała zaledwie połowa placka. W bonusie daremna próba znalezienia atrakcyjnego tła dla mego dzieła
Do poranka dnia następnego przetrwała zaledwie połowa placka. W bonusie daremna próba znalezienia atrakcyjnego tła dla mego dzieła

Z braku przedwojennej szpilki do kapelusza, która, jak uczy literatura, najlepiej się do tego celu nadaje, wiśnie wydrylowałam pałeczką do ryżu i umieściłam w umytej wcześniej misce. Nie odlewałam soku. Dodałam do nich dwie łyżki miodu i tyleż dżemu. Wymieszałam dokładnie. Włączyłam piekarnik, ustawiając go jak zwykle, czyli 200°C z termoobiegiem.

Z lodówki wyjęłam ciasto, które w zasadzie powinno było jeszcze trochę się pochłodzić, ale nie starczyło mi cierpliwości. Rozwałkowałam je, po czym przełożyłam do formy, wyklejając zarówno jej spód, jak i brzegi, po czym włożyłam je do nagrzanego piekarnika na piętnaście minut.

Po dziesięciu minutach wzięłam trzy jajka, oddzieliłam białka od żółtek i ubiłam je mikserem na stosunkowo sztywną pianę. Dodałam szczyptę soli i nieco soku z cytryny, po czym kontynuowałam ubijanie na mniejszych obrotach, co jakiś czas dodając łyżeczkę cukru. Na koniec zwiększyłam obroty.

Wybaczcie ten paskudny talerzyk
Wybaczcie ten paskudny talerzyk

Podpieczony spód wyjęłam z piekarnika. Wyłączyłam termoobieg, temperaturę zmniejszyłam do 160°C. Wysypałam spód bułką tartą i przełożyłam na niego wiśnie. Po wiśniach rozprowadziłam pianę z białek. Całość ponownie wsadziłam do piekarnika. Po półgodzinie zmniejszyłam temperaturę do 120°C, a po kolejnych dwudziestu minutach wyłączyłam piekarnik i otworzyłam go, placek pozostawiając jednak w środku do częściowego przynajmniej ostygnięcia.

Gdy znudziło mi się czekanie, ukroiłam sobie kawałek, spróbowałam i zachwyciłam się swym dziełem. I, naturalnie, sobą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s