Muffiny Czekoladowe z Funkcją Redukcji Poczucia Winy

IMG_4543Czasami zdarzają takie dni, że niezależnie od faktycznej pory roku jest akurat listopad, wszystko jest źle, a opcja „iść spać i obudzić się w piątek EOB” nie wchodzi w rachubę. Czekolada nie sprawi, że taki dzień skończy się szybciej ani że nagle nastanie wiosna, ale przynajmniej przez chwilę poczujesz się trochę lepiej.

Chyba że, ponieważ jest to jeden z takich właśnie dni, natychmiast zaczniesz obwiniać się o nadmierne objadanie się słodyczami, zaniedbywanie świątyni swego ciała, tycie i słabą wolę. Nie można tego wykluczyć.

Da się jednak zmniejszyć prawdopodobieństwo zaistnienia takiej sytuacji. Wystarczy tylko mieć na podorędziu Muffiny Czekoladowe z Funkcją Redukcji Poczucia Winy.Czytaj dalej »

Lemury i romanse

IMG_4540Jest wieczór. Otulona szalem siedzę na parapecie z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach. Myślę o tym, że nie nadaję się na bohaterkę smutnych historii o nieszczęśliwej miłości. Mam za duży tyłek. I nie chodzi tu o kompleksy, po prostu ledwo się mieszczę, więc strasznie mi niewygodnie. No i ciągnie od szyby. Za to kaloryfer prawie parzy mnie w ogon. A poza wszystkim nie jestem nieszczęśliwie zakochana.

Czego się jednak nie robi, by przez chwilę wyglądać jak heroina romansu…

Wycieczka

Źródło: http://www.panoramio.com/user/4435641/tags/Stalowa%20Wola%20ul%20Energetyk%C3%B3w%20OZET

Chciałabym kiedyś w dzień powszedni, najlepiej, żeby to był wtorek albo środa, w godzinach przedpołudniowych wyjść z domu, pojechać gdzieś autobusem i pospacerować po nieznanym osiedlu. Patrzeć na emerytki z wózeczkami na zakupy, na młode matki z wózeczkami na dzieci, na snujących się wagarowiczów. Kupić fajki w obcym kiosku, nadać list na obcej poczcie, w obcym warzywniaku wybrać sobie trzy ładne jabłka i kilo śliwek.

Chciałabym, żeby dzień był wtedy pochmurny, umiarkowanie chłodny, żeby suche liście leżały na trawnikach. Ja miałabym na sobie ciepłą szarą bluzę i dżinsy, bardzo lekki makijaż. Nie rzucałabym się w oczy. Udawałabym, że gdzieś idę, do przychodni albo na zakupy, że mam jakiś bardzo konkretny cel, że wcale nie przyszłam włóczyć się, zwiedzać.

A tak naprawdę gapiłabym się na bloki, najlepiej, żeby to były stare bloki mieszczące w sobie starych ludzi i zapach kapusty, na trzepaki, na śmietniki, na supersam i może na przedszkole albo szkołę. Badałabym stopami powierzchnię chodnika. Badałabym oczami doniczki na balkonach. Zabrałabym kilka kasztanów do kieszeni.

Potem poszłabym na przystanek, usiadłabym na ławce koło jakiejś pachnącej Panią Walewską osoby z siatami, zjadłabym nieumytą śliwkę, sprawdziła Facebooka w komórce. Nadjechałby autobus, który o tej porze byłby dość pusty, i zawiózłby mnie z powrotem do mojego kawałka rzeczywistości.

Towar eksportowy

Pani widzi, kochanieńka, jaka to w dzisiejszych czasach jest ta trawa, poza sezonem zupełnie bez smaku, a droga taka! Źrodło: https://www.flickr.com/photos/tambako/2524828185

Bo ci Polacy to nic, tylko narzekają, wiecznie ich boli głowa, strzyka w kolanie, łupie w krzyżu, pogoda nie taka, jaka by nie była, wszystko drożeje, koniec jest już bliski; a miny ich przy tym skwaszone, usta pełne pretensji do świata, spojrzenia ponure, nie to, co zagranico, gdzie wszyscy uśmiechnięci, radośni, czują się fine naprzemiennie z very well i nice im cię spotkać. Oto perfekcyjna pętla narzekania, polska jak pieróg i Smok Wawelski. Doskonała.Czytaj dalej »