Towar eksportowy

Pani widzi, kochanieńka, jaka to w dzisiejszych czasach jest ta trawa, poza sezonem zupełnie bez smaku, a droga taka! Źrodło: https://www.flickr.com/photos/tambako/2524828185

Bo ci Polacy to nic, tylko narzekają, wiecznie ich boli głowa, strzyka w kolanie, łupie w krzyżu, pogoda nie taka, jaka by nie była, wszystko drożeje, koniec jest już bliski; a miny ich przy tym skwaszone, usta pełne pretensji do świata, spojrzenia ponure, nie to, co zagranico, gdzie wszyscy uśmiechnięci, radośni, czują się fine naprzemiennie z very well i nice im cię spotkać. Oto perfekcyjna pętla narzekania, polska jak pieróg i Smok Wawelski. Doskonała.

A narodowi jej piękno umyka. Naród chciałby być pozytywny i sympatyczny jak ludzie w odległych krajach. Naród nie dostrzega bowiem swego potencjału. A mógłby przecież, zamiast w kółko tymi pierogami i Naszym Papieżem Polakiem, próbować zabłysnąć w świecie narzekaniem. Opakować ładnie, obwiązać kokardką i wystawić na sprzedaż. Wytłumaczyć światu, jak wiele traci bez narzekania, na twarzy obnosząc uśmiech i czując się fine, kisząc przy tym w sobie frustrację i negatywne uczucia.

Wystarczyłoby wszak, gdyby sobie przy każdej okazji odrobinkę ulał: do ekspedientki w sklepie, że deszcz pada, do sąsiada, że głowa mu pęka, do kolegi z pracy, że klienci sobie w kulki lecą, do cioci, że apokalipsa czai się za rogiem.

A że to niby nieuprzejme innym ludziom swymi problemami zawracać głowę? To jest, moi drodzy, podstawowy błąd w postrzeganiu tej kwestii: wylewając przed kimś swe żale, dajemy mu możliwość, by uczynił to samo, by pozwolił swej frustracji wylać się wraz z litanią narzekań, w kontrolowany sposób opuścić organizm. Cóż za altruistyczne w gruncie rzeczy podejście! Cóż za szlachetność!

Rzecz jasna, dla niewprawionego w sztuce narzekania obcokrajowca nie będzie to na początku łatwe. Bo raz, że trzeba zdjąć przyrośnięty niemal na stałe uśmiech z twarzy, dwa, że uzewnętrznić powody niezadowolenia w sposób umiejętny, pilnując, by nie był to wodospad krzywd z całego życia, lecz raczej cienki strumyczek bolączek naszych powszednich, trzy, że nie wszystko z każdym.

Bo należy najpierw poznać zasady rytuału narzekania. A zatem: na ból głowy, pogodę i rosnące ceny można ze wszystkimi, na męża (tu ważna uwaga, że o mężu w takich chwilach mówimy zawsze „mój” — „A mój to nigdy…”, „A mój to wiecznie tylko…” — i skupiamy się na niewypełnianiu lub nieprawidłowym wypełnianiu przez niego obowiązków domowych) tylko z kobietami, na potomstwo z rodzicami dzieci w podobnym wieku, na rząd i stan dróg najlepiej z taksówkarzem, na choroby w kolejce do lekarza.

Trzeba koniecznie pamiętać, że z osobami, z którymi nie jest się w zażyłych stosunkach, winno się dzielić wyłącznie narzekaniami na tematy błahe. Tak, zaliczają się do nich czyhająca za rogiem apokalipsa, nieudolność rządu i fakt, że ma się gruźlicę i właśnie zaprątkowało się całą poczekalnię. Ale jeśli chce się zacieśnić z kimś więzi można stopniowo zwiększać wagę poruszanych problemów. Tak rodzi się przyjaźń.

Więc do dzieła narodzie! Zakładajmy szkoły narzekania! Uczyńmy z narzekania towar eksportowy! Podzielmy się ze światem tym, co doprowadziliśmy do perfekcji!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s