Lemur i Simsy

Ostatnio popołudniami często gram w Simsy. Konkretnie w czwartą część. Miewam takie zrywy intensywniejszego zainteresowania hodowlą wirtualnych rodzin. Sądzę, że pociąga mnie w tym przede wszystkim możliwość kreacji świata w sposób nieskrępowany poczuciem obciachu czy potrzebą zachowania jakiejkolwiek spójności. Mogę swobodnie dorzucić każdy element, jaki mi w danej chwili przyjdzie do głowy, ponieważ i tak jestem jedyną odbiorczynią i nikt mi nie zarzuci, że coś jest rozwiązaniem tanim albo bazującym na stereotypie.

A takie mi się zdarzają, z reguły w wyniku inspiracji czymś, na co trafię w internetach. Pewnego dnia przeczytałam na przykład komentarz znajomej w dyskusji o warunkach mieszkaniowych w Polsce i na świecie. Przyszło mi wtedy do głowy, że tak wśród domków obecnych od początku w grze, jak i tworzonych przez graczy, próżno szukać czegoś podobnego do naszego typowego mieszania w bloku. I to nie tylko dlatego, że w grze bloki w ogóle nie występują*. 19.01.2016_21-53-57Część rozwiązań, jak choćby przedpokoje, nie jest stosowana. Postanowiłam zatem coś takiego wybudować, wzorując się do pewnego stopnia na mieszkaniu cioci Zosi. Od razu napotkałam pewien problem: w grze nie ma wersalek. Do spania służy łóżko i tylko łóżko. Na kanapie można się ewentualnie zdrzemnąć. Dlatego, choć początkowo planowałam dwa pokoje z kuchnią dla rodziny 2+2, musiałam dobudować jeszcze klitkę na drugą sypialnię. Poza tym jednak uważam, że poszło mi nieźle. Skonstruowałam nawet (z boazerii i elementów przeznaczonych w zamyśle autorów gry na szafki kuchenne, korzystając przy tym z sugestii brata i jego narzeczonej) meblościankę, z której jestem szczególnie dumna.

19.01.2016_21-50-29
Moja duma: meblościanka

Typowe polskie mieszkanie potrzebowało typowych polskich mieszkańców. I tu objawił się stereotyp w pełnej krasie, a przyjął on postać Janusza i Grażyny Cebulów wraz z dziećmi — Sebą i Karyną. Łysiejącego wąsacza Janusza przyodziałam w żonobijkę, białe skarpety i sandały, nadałam mu też cechę gwarantującą upodobanie dla zalegania przed telewizorem. Grażynę wyposażyłam w krótką farbowaną na ciemną czerwień trwałą oraz — również korzystając z sugestii brata z narzeczoną  — kazałam jej gotować fasolkę po bretońsku. Zadbałam o to, by Seba chętnie zapytywał ludzi, czy mają jakiś problem, i chodził na siłkę, a Karyna gustowała w różu i zbyt ciemnym podkładzie. Stworzywszy ich i pograwszy nimi na tyle długo, by Seba zdążył się z kimś pobić, porzuciłam ich, by stanowili element tła.

19.01.2016_21-45-04
Mira Minimum robi sałatkę

Kiedy indziej z kolei obejrzałam filmik, którego autor sprawdzał, czy da się zbudować w pełni funkcjonalny domek o powierzchni 4×4 simowe jednostki miary. Udało mu się. Ja jednak uznałam, że 4×4 to dla mnie za duże wyzwanie, i zdecydowałam się na 5×5. Po czym do środka wprowadziłam Mirę Minimum, młodą simkę prowadzącą bloga i tym, że less is more i nie należy iść na kompromisy w kwestii jakości. Starannie dobrałam jej cechy (kreatywna, bo blog, perfekcjonistka, bo jakość, schludna, bo w takiej klitce przetrwają tylko schludni) i ubranka (ograniczona paleta kolorystyczna, powtarzające się elementy zestawów).

Nie wiem już, co doprowadziło do powstania rodziny, którą gram obecnie. Być może chęć na trochę bezwstydnej imienniczej rozpusty. Zaczęłam w każdym razie od jednej postaci, a była nią Żulia Melina. Młoda ta simka spała na działkach (ogródki działkowe wybudowałam tuż po powołaniu do życia rodziny Cebulów, bo też mi się tak jakoś polsko kojarzyły), żywiła się resztkami po cudzym grillu i włóczyła się po okolicy. Gdy to przestało jej wystarczać, wyjechała do położonej wśród lasów miejscowości turystycznej, gdzie czyniła mniej-więcej to samo, aż pewnego dnia poderwała leśnika i natychmiast zaszła z nim w ciążę. Leśnik był

cyntia
Cyntia Melina przy pracy. Picie kawy podczas eksperymentów z chemikaliami to doskonały pomysł.

losowo wygenerowaną przez grę postacią, w związku z czym, jak to w takich przypadkach bywa, zestaw cech miał zgoła niecodzienny. Skórę miał ciemną, twarz o cechach negroidalnych, a do tego niebieskie oczy i rude włosy, które farbował na zielono. Ponadto, choć był z natury osobą ponurą, marzył o karierze komika. W każdym razie na wieść o ciąży porzucił dotychczasową posadę, wybudował dom w pobliżu wspomnianych wcześniej ogródków działkowych i wraz z Żulią zajął się intensywnym rozrodem. Dzieci mieli ośmioro, a wszystkie nosiły imiona tworzące z nazwiskiem Melina (simowie są matronimiczni) piorunujące połączenie, jak to: Alan, Babette, Cyntia, Dolores, Edgar, Fabian, Gracjan (to znowu inwencja brata z narzeczoną) i Holly. Większość z nich dawno już wyprowadziłam z rodzinnego domu, by skupić się na Cyntii, która przez ten czas zdążyła zrobić karierę naukową, wychować córkę i doczekać się wnuczki. Ich obecne przygody obejmują próby kontaktu z kosmitami, rozmnażanie żab i eksperymenty naukowe w piwnicy.

 

15.02.2015_23-41
Państwo Płodni szykują się do spłodzenia kolejnego potomka.

Związek Żulii i leśnika nie był moim pierwszym podejściem do rodziny wielodzietnej. Wcześniej, inspirowana pewnym forum, a także chęcią obserwacji simowej genetyki, podeszłam do tego tematu znacznie bardziej metodycznie. Stworzyłam Małgorzatę i Tomasza Płodnych. Ich celem uczyniłam życie zgodne z nakazami bliżej niesprecyzowanej religii. Obejmowały one posiadanie jak największej liczby dzieci, skromny i odpowiedni ubiór, ścisły podział ról ze względu na płeć i obowiązkowe wąsy u żonatych mężczyzn. Taka gra była nawet zabawna i przyczyniła się do odkrycia, że ciąża wydłuża życie simki.

 

Sami widzicie, jakie to są historie. Bohaterowie jednoznaczni, bez żadnej głębi (z wyjątkiem leśnika, ale to gra go takim stworzyła), ich losy jak z telenoweli (W międzyczasie grałam też zwyczajną parą lesbijek. Toczyła się ta gra nudno i normalnie, aż pewnego dnia jedna z nich podczas swej pracy w laboratorium sklonowała siebie. Klon został radośnie przyjęty do rodziny i żył sobie jak każdy inny sim, tyle tylko, że wdał się w romans z żonatym kosmitą. Totalnie widzę coś takiego w „Modzie na sukces”). Ale za to ile zabawy!

Poza tym przyjemnie jest przenieść się do simowego świata. Pracę ma tam każdy jaką chce i nie musi się bać redukcji etatów. Wszelkie choroby leczy zamawiany z internetu syropek. Hajsy zawsze się znajdą. A jak nie lubisz sąsiada, zawsze możesz rzucić go krowokwiatowi na pożarcie.

*Chyba kiedyś występowały w dodatku do którejś części.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s