Przeczytane w styczniu 2016

Dziwny był ten styczeń, zwłaszcza jego końcówka, która za uszy wyciągnęła mnie ze strefy komfortu. Nie, wbrew temu, co wmawiają wam media i panie od fitnessu, to wcale nie jest super. Rezultaty mogą być dobre, to jednak dopiero się okaże. Szkoda, że nie okazało się wcześniej, gdy jeszcze wściekłość dodawała mi sił. Mam nadzieję, że w międzyczasie nie zwariuję do reszty.

Jednak zanim końcówka nadeszła, skutecznie pozbawiając mnie chęci na jakiekolwiek zadania bardziej skomplikowane niż stawianie pasjansa Pająka, zdążyłam trochę przeczytać. Tym razem głównie na papierze, bo w takiej formie dostałam liczne książkowe prezenty. Oto lista, chyba nawet w porządku chronologicznym.

  1. „Stryjeńska. Diabli nadali” Angeliki Kuźniak to książka, o której udało mi się wygłosić do koleżanki zdanie o treści „Dobra książka, tylko smutno się kończy.” i dopiero po chwili uświadomić sobie, że większość biografii kończy się właśnie w ten sposób.
  2. „Wilk” Marka Hłaski też mi się podobał, zwłaszcza że lubię takie klimaty jak malowanie z pasją portretu Stalina. Wzruszyłam się, choć wiem, że raczej nie podziw dla męstwa i siły w oczach rzeczonego Stalina kazał Hłasce stworzyć tę scenę. Ale ja się łatwo wzruszam.
  3. „Kot Simona i kociokwik” Simona Tofielda to sympatyczny komiks o tym, jak kot Simona układa sobie relacje z małym kotem Simona.
  4. O „Bohaterze kuchni” już pisałam.
  5. „Lolo” Marty Szreder trochę mnie zawiódł, ale to dlatego, że historię Karola Kota znałam wcześniej z różnych źródeł i z uwagi na pewne rozbieżności zamysł autorki do mnie nie przemówił.
  6. „Hawaikum. W poszukiwaniu istoty piękna” oprócz tego, że wpisało się w lubiany przeze mnie nurt książek o dyskusyjnej rodzimej estetyce, z pewnością dało mi nowe spojrzenie na kwestię roślin doniczkowych.
  7. „Kocia książka” Iwaszkiewicza to raczej taka ciekawostka, ale ładnie wydana.
  8. „Gotuję bo lubię” to kolejna przeczytana przeze mnie książka kucharska, tyleż wizualnie przyjemna, co niepraktyczna. Ale ze dwa przepisy sobie wynotowałam.
  9. „Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie” Zofii Zaleskiej skłoniła mnie do refleksji natury zawodowej, która to refleksja miała się na niniejszym blogasku objawić, ale się nie objawiła, ponieważ nagle nabrałam poczucia, że co ja tam się znam. Nie jest wykluczone, że wrócę do tematu.
  10. Nie sądziłam, że książka pod tytułem „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, w dodatku z taką byle jaką okładką, może być jakkolwiek sensowna. A jednak była.
  11. „13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych oraz inne bajki” Kołakowskiego podobały mi się natomiast umiarkowanie.
  12. Mówiłam, że wrócę do Orbitowskiego i wróciłam. Nie zawiodłam się, „Drugi skok w rozdwojonym domu” jest dosko.
  13. Podobnie jak „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” Weroniki Murek. Te opowiadania są świetne.
  14. „13 pięter” Springera to ciekawa i pouczająca lektura. Co brzmi jak z wypracowania szkolnego, ale jest prawdą, niech więc pozostanie w niezmienionej formie.
  15. „Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzaty Halber nie powinien, ale jednak czyta się lekko.

 

To tyle w tym miesiącu. Jak się okazuje, nie przeczytałam w styczniu żadnego kryminału. Widocznie wystarczyły mi trupy z innych źródeł. W najbliższym czasie powinien ukazać się dodatek specjalny dotyczący książek, których nie przeczytałam w 2015.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Przeczytane w styczniu 2016

  1. Booże, jak udaje ci się przeczytać 15 książek w miesiącu?! I tak jesteś już moją inspiracją jakiś czas, ale ja czytam przeważnie dwie jak dobrze pójdzie…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Matkoscórko, jestem czyjąś inspiracją!
    Po pierwsze: niektóre były krótkie.
    Po drugie: mam nikłe życie towarzyskie i rzadko sprzątam. W konsekwencji mam dużo czasu na czytanie. Nie polecam jednak rezygnacji z żadnej z tych aktywności.
    Po trzecie: ja to po prostu lubię. Nigdy nie zakładam, że będę czytać, ponieważ czytanie jest ważne i ubogaca (zresztą czytam wiele pierdół, które ubogacają w takim samym stopniu, ci odcinek „Klanu”) . Mój tok myślenia jest raczej taki „Może dziś zrobię coś pożytecznego… pójdę na fitness albo posprzątam… O, książka!”

    A od czwartku zaczynam nową pracę, do której rowerem jest jednak trochę daleko, więc będę musiała dojeżdżać innymi środkami lokomocji — ciekawam, jak mi to wpłynie na czytelnictwo.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s