Szczerość mediów społecznościowych

Co jakiś czas ktoś w internecie dokonuje wiekopomnego odkrycia: aktywność ludzka w mediach społecznościowych nie odzwierciedla w pełni prawdziwego życia, ukazując jedynie co estetyczniejsze i bardziej interesujące jego fragmenty. Skandal i granda. Oszustwo na skalę światową. Kłamliwa idealizacja. A do tego prawdopodobnie jeszcze upadek obyczajów.

Nie będę rozwodzić się nad tym, jak naiwna jest wiara w to, że zdjęcia są wiernym odbiciem rzeczywistości, o tym pisała już bowiem Olga. Zadam inne pytanie: skąd przekonanie, że ta szczerość to coś pozytywnego?

Przede wszystkim zakłada ona brak selekcji informacji. A zatem: jeśli #instafood, to każdy posiłek, jeśli #ootd, to również wtedy, kiedy autor ma w planach malowanie płotu na działce, jeśli #iwokeuplikethis, to z zapuchniętym okiem, wronim gniazdem na głowie i resztkami niedokładnie zmytego wieczorem makijażu, jeśli #haul, to z uwzględnieniem folii aluminiowej, ziemniaków i płynu do podłóg. Kuszące, prawda? Wiedzieć, że blogerka modowa ubrała danego dnia obszerne majtki bawełniane, których biel jest już tylko wspomnieniem, że niestrudzony promotor poprawnej polszczyzny powiedział do żony „podaj mi tom książke”, że autorka licznych przepisów kulinarnych ma w szafce vegetę, że ceniony miłośnik i popularyzator muzyki podśpiewywał pod prysznicem „Jesteś szalona”… Tyle powodów do zakrzyknięcia „a nie mówiłem”! A teraz próbka blogerskiej szczerości:

Obudziłam się około godziny 10.30, po czym postanowiłam poprzewalać się jeszcze w pościeli. W związku z tym poprosiłam Mateusza, by zrobił mi śniadanie. Po około piętnastu minutach wstałam i — przyodziana w strój nocny w postaci długiej koszulki z kotem (wszystkie koszule nocne były w brudach) — udałam się do łazienki, gdzie oddałam mocz i umyłam zęby. W lustrze ujrzałam, że włosy mam z jednej strony przyklepane do czaszki, z drugiej zaś osobliwie skołtunione. Cienie pod oczami usiłowały przejąć dominację nad resztą twarzy. Wciąż w stroju nocnym udałam się do pokoju, gdzie czekała na mnie bułka ze serem, konkretnie z goudą wędzoną. Usadowiłam się na wersalce. Jedząc, przeglądałam facebooka na komórce. Następnie zapaliłam papierosa i poszłam robić kawę oraz wycisnąć sobie grejpfruta. Przy okazji rozładowałam część zmywarki. Do kawy i soku z grejpfruta wypaliłam kolejnego papierosa. Potem poszłam nastawić białe pranie. Wybrałam program „bawełna”. Przy okazji nalałam kreta do odpływu od prysznica. Wciąż jeszcze nieumyta rozpakowałam resztę zmywarki, dosypałam soli i załadowałam brudne gary. Paląc papierosy i popijając wodę z cytryną, przeczytałam kawałek „Wszystkich lektur nadobowiązkowych” Wisławy Szymborskiej. Następnie spłukałam kreta i wzięłam prysznic, myjąc przy tym głowę i — ponownie — zęby. Uczyniwszy to, ubrałam majtki, spodnie materiałowe na po domu i jakąś koszulkę, która akurat wisiała na grzejniku.

Fascynujące, prawda? A nie doszłam jeszcze nawet do mrożącego krew w żyłach momentu, kiedy to uderzyłam się w palec u nogi o szafkę.

18442_277318413161_1212735_n
Franek uroczo je trawę.

Zastanawia mnie ponadto samo przekonanie, że tego typu informacji ma się prawo wymagać. W imię czego niby? To, że ktoś pokazuje publicznie jakiś wycinek swojego życia, nie oznacza, że ma obowiązek ujawnić całą resztę. A że odbiorca ma poczucie, że nie widzi prawdziwego obrazu, to już jego problem. Nikt mu tego ostatecznie nie obiecywał. Nikt nie mówił też „Popatrz, tak wygląda każda minuta mojego życia! Wszystkie moje posiłki są piękne i smaczne, cały czas wyglądam równie korzystnie jak na profilowym, mam tylko głębokie refleksje, a mój kot zawsze jest uroczy*”.

Co więcej, w życiu pozainternetowym też nie dostaje się pełnej informacji. Na „Co u ciebie?” nikt nie odpowiada szczegółowo o wszystkim, co zdarzyło mu się od ostatniego spotkania. Nikt nie wychodzi na ulicę nago, by wszyscy poznali prawdę o jego rozstępach. Tylko że poza internetem ludzi, którzy tego oczekują, nazywamy powszechnie „wścibską sąsiadką” i nie darzymy sympatią.

Dlatego oburzenie, że ludzie w internecie nie pokazują wszystkiego jest jak dramatyczne pytanie „Dlaczego aktor nie chwali się wnuczką?” w „Życiu na gorąco”. Cokolwiek chybione.

*No dobra, kot zawsze jest uroczy. Jak Franek usiłował zamordować weterynarza, to w głębi duszy podziwiałam jego waleczność.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Szczerość mediów społecznościowych

  1. I feel you. Ale nie mogę się otrząsnąć z wrażenia, iż u podstaw tej gniewnej pretensji („o, znowu się wysztafirowała do zdjęcia, na co dzień na pewno tak nie wygląda, małpa jedna!”) tkwi pospolita zawiść. Zawiść wyjaśnia zaskakująco wiele, niemal wszystko.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s