O niepisaniu

Najlepszy w niemożności napisania tekstu jest zdecydowanie moment, w którym człowiek myśli sobie „A pies to drapał” i zamyka plik bez zapisywania. Słodka kapitulacja.

Ulga nie następuje od razu. Wciąż jeszcze ma się w sobie tę frustrację: napisanie pięciu beznadziejnych, nieklejących się zupełnie linijek w ciągu godziny jednak boli. Ale z tego bólu powstaje bardzo konkretna potrzeba, by coś jednak zrobić szybko, skutecznie i od początku do końca. To nie musi być nic wielkiego. Można umyć zlew. Powiesić pranie. Zejść do skrzynki na listy.

Tym sposobem udało mi się dziś całkiem sporo osiągnąć, gdyż wciągnęło mnie robienie jednych pożytecznych rzeczy zamiast innych pożytecznych rzeczy. Fakt, że piszę właśnie te słowa, oznacza chyba, że zatoczyłam koło.

Z drugiej strony, nie piszę o tym, o czym miałam pisać. Na ponowną próbę zmierzenia się z tamtym tematem zdecydowanie nie jestem gotowa. Można by przypuszczać, że nic prostszego, wszak są to wszystko rzeczy stanowiące element mojej codzienności, rzeczy, o których rozmawiałam wielokrotnie z różnymi osobami. A jednak tekst o nich mnie przerósł. Trudno. Nie każdy musi pisać o modzie i urodzie.

Zwłaszcza w sytuacji, gdy w tych ledwo z siebie wydartych pierwszych sześciu zdaniach udaje mu się zawrzeć błąd logiczny. Doprawdy żadna to strata, że powędrowały w niebyt. Choć gdyby zostały zapisane, nie byłoby żadnej różnicy. Nigdy nie kończę tych strzępków notek, które mam upchane w stosownym folderze. Jeśli podejmuję ponownie jakiś temat, zaczynam od początku, bo poprzednia wersja tylko mnie rozprasza. A czasem gdy z jakiegoś powodu otwieram któryś z takich plików, zupełnie nie pamiętam, o co mi chodziło.

„Wyszło mi to zdanie.” — myślę wtedy na przykład — „Szkoda, że nie ma kontekstu”. Uważam jednocześnie, że nie należy żałować ładnych zdań. Bywają zwodnicze. Czasami tak bardzo chce się je zachować, że pisze się nie do końca to, co się zamierzało, delikatnie zmienia się wydźwięk albo coś się pomija, a wszystko dla dobra kompozycji, która i tak nigdy nie jest idealna.

Bo zawsze coś zgrzyta. Najczęściej zakończenia. Nie jestem w nich dobra. Najchętniej powiedziawszy to, co było do powiedzenia, napisałabym po prostu „Przyjechał goniec i bajki koniec”, czy coś równie odpowiedniego. Co jest do rozważenia. Ostatecznie przecież moja praca magisterska kończyła się słowami Dziękuję. Dobranoc. Proszę, przestańcie śpiewać. Wierzcie lub nie, ale promotor nie miał nic przeciwko temu.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “O niepisaniu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s