On

papuzaMoże zawierać spoilery, śladowe ilości orzechów i wina czerwonego półwytrawnego

 

To nie będzie składna recenzja, to w ogóle chyba nie będzie recenzja, ponieważ w tej właśnie chwili skończyłam czytać i moje odczucia związane z książką wyglądają jak wielki fajerwerk. Mogłabym poczekać, żeby mi się uleżały, żeby mi się wyklarowało, co należy powiedzieć, jak właściwie ocenić, na jakie aspekty dzieła zwrócić uwagę. Ale wiem, że jak to się skończy: w połowie myślenia odechce mi się pisać, a potem w przeczytanych znowu ograniczę się do kilku durnych słów, że na przykład podobało mi się bardzo, polecam. Albo postanowię rzucić jakąś niby to oryginalną myślą, której jednak nie rozwinę, bo już będę miała rzecz tak dokładnie przerobioną w głowie, że nie będę chciała do niej wracać. Z takiej myśli nie wyniknie nic dla nikogo, ewentualnie ktoś skonstatuje, że WTF.

Nie chcę, żeby ktoś skonstatował, że WTF, aczkolwiek mam świadomość, że niektórzy już w tej chwili mogą być tego bliscy. A zatem: „On”, Papużanka Zośka, wyd. Znak 2016. Aż do sceny, w której Śpik zwolnił się z pracy w MPK, gdzie zatrudniony był w charakterze motorniczego, miałam poczucie, że ta książka została napisana po to, żebym ja, to znaczy przede wszystkim ja, potem ewentualnie jacyś inni ludzie, ją przeczytała. Wspaniałe uczucie, chociaż trochę dziwne. No ale skoro się zwolnił, co było fabularnie uzasadnione i tyle wcześniej czytelnik dostawał ostrzeżeń, to to nie mogło być dla mnie pisane, mnie by nie zrobiono czegoś takiego. Prawie się w owym momencie rozpłakałam. Potem, jak Śpikowi psa potrącili, to już się tak nie wzruszyłam, a przy tej jednej scenie owszem. Bo przyznam się wam, że choć nie jestem nieforemnym i niezbyt lotnym chłopakiem, mam jednak z bohaterem coś wspólnego: uwielbiam tramwaje. Tkwi też gdzieś we mnie pragnienie zostania motorniczą i to pomimo faktu, że spełniam się w swoim zawodzie.

Poczucie, że jest to powieść napisana dla mnie, wynikało z wielu kwestii, które będę teraz na bieżąco wyłuskiwać sobie z głowy i porządkować. Nie z utożsamiania się, jak by pewnie chciała Lodówa, polonistka z książki, bo ja się w ogóle rzadko z bohaterem literackim utożsamiam. Z którym zresztą miałabym? Z mamą Śpika, która jest przede wszystkim matką, potem panią Kowalską, a na końcu Bożeną? Ja nie jestem matką i nie pragnę nią zostać. Ze Śpikiem? Gdybyśmy byli w jednej klasie, odzywałabym się do niego może raz na miesiąc. Z jego kolegami? Jeszcze czego. Z narratorką? Ona ujawnia się zbyt późno, by człowiek mógł zacząć nawet rozważać jakieś utożsamianie się.

Być może, jeżeli już mamy myśleć w tych kategoriach, widziałam siebie jako część tej masy, masy uczniów. Zwłaszcza że w książce opisana jest moja podstawówka i okolica, w której dorastałam, naprawdę. Możecie sprawdzić, bo choć nigdzie nie pada numer i nazwisko patronki szkoły, to podpowiedzi gęsto porozrzucane są w tekście. Ot, taki dodatkowy smaczek. Trochę mi się nie zgadza rozmieszczenie okolicznych osiedli, ale zapewne to tak właśnie miało być, topografia w służbie literatury, bo doprawdy nie wiem, z którego bloku mógłby mieć Śpik taki widok z okna w kuchni, ale to nie „Lalka”, żeby na jej podstawie plan miasta rysować.

I tam, w tej podstawówce, było właśnie tak, choć ja chodziłam do niej w późniejszym okresie, nie uczyłam się rosyjskiego i nie nosiłam chałata. Myślę zresztą, że tak było i jest w każdej podstawówce, że to jest uniwersalne doświadczenie uczniowskie. Wszędzie jest jakaś Arabela, jakiś Kowalski i jakiś Śpik. I brat Śpika. Ale to nie o te dzieci tak naprawdę chodzi. Najważniejsza jest matka, mama Śpika, i jej miłość do syna, który okazał się nie taki, jaki miał być. I ja się mogę nie utożsamiać, ja mogę być przekonana, że takie problemy zawsze będą mi obce, ale to mnie jednak porusza.

Co ja się będę rozdrabniać, wszystko mnie porusza: dola mamy Śpika, dola samego Śpika, dola psa Śpika, nawet dola brata Śpika, o którym jest może z osiem zdań. Dokładnie zresztą dlatego. Dziecko tak nieważne w swej przeciętności, bezproblemowości, że aż niewidzialne. Człowiek-tło. Ciekawam, czy w szkole mówili na niego Młodszy Śpik, czy może tak bardzo niczym się nie wyróżniał, że w ogóle nie miał przezwiska.

Podsumowując i nawiązując do poprzedniego akapitu chciałam napisać, że dawno żadna książka mnie tak nie poruszyła, ale dla pewności sprawdziłam w kajeciku. Trzeba wszak być precyzyjnym. Oficjalnie oświadczam zatem, że żadna książka nie poruszyła mnie tak od szesnastego marca bieżącego roku.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “On

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s