Przeczytane w maju 2016

Od osiemnastu dni nie opublikowałam ani słowa. Głownie dlatego, że intensywnie zarabiałam hajsy. Ktoś mógłby powiedzieć, że zaburzyłam work-life balance, uprzejmie prosiłabym jednak, by tego nie robił, gdyż nie wiem jak inni, ale ja jestem żywa również w godzinach pracy. Które to godziny pewnego razu rozciągnęły mi się na całą noc (oddzielającą od siebie dni powszednie). Doprawdy, czułam że żyję, choć może faktycznie wolałabym nie czuć, gdyż oznaki życia polegały głównie na bólu pleców, szczypaniu oczu i temu podobnych. Pecunia jednakowoż non olet.

Poza tym chodziłam załatwiać sprawy. Samo załatwianie nie było szczególnie uciążliwe, ale to trzeba wsiąść na rower, pojechać, wrócić, co rzecz jasna zajmuje czas.

Ale to są wszystko tylko wymówki. Na czytanie jakoś mi tego czasu nie brakło, w związku z czym w miesiącu ubiegłym przeczytałam następujące pozycje:

  1. „Zatoka świń” Bożeny Aksamit i Piotra Głuchowskiego. Mocny, dołujący reportaż
  2. „Seducing the demon. Writing for my life”, czyli hmm… w zasadzie kolejna książka Eriki Jong o niej samej.
  3. Erica Jong zawsze pisze o sobie, nawet wtedy, gdy udaje, że tego nie robi, vide jej najnowsza powieść „Fear of dying”.
  4. „Zofia M” Gabrieli Zapolskiej, czyli całkiem zgrabne i odkryte zupełnym przypadkiem opowiadanie o fascynacji urzędnika pocztowego tytułową Zofią.
  5. „Krivoklat” Jacka Dehnela. Ujmę to w ten sposób: mnie się podobało, ale to być może dlatego, że wbrew pozorom brak mi wystarczającego literackiego obycia.
  6. „Konopielka” Edwarda Redlińskiego, czyli powieść, z której dowiedziałam się, że to, co w okolicach, w których moi rodzice mają daczę, nazywane jest ślufankiem, gdzie indziej określa się mianem szlabanka. Chodzi w każdym razie o drewnianą ławę z oparciem i — jak powiedzieliby współcześni wytwórcy mebli — funkcją spania.
  7. „Tajemna historia” Donny Tartt, problematyczna dla mnie o tyle, że mogłam odłożyć ją na później. Nie zrobiłam tego jednak i teraz będę musiała czekać na kolejną powieść autorki prawdopodobnie około dekady.
  8. „Historia pszczół” Mai Lunde. W ciemno kupiłam mamie na imieniny, mama się zachwyciła i pożyczyła mnie. Co ilustruje tezę, że dobrze jest robić ludziom prezenty książkowe.
  9. „Bezlitosne. Najokrutniejsze kobiety dwudziestolecia międzywojennego” Agnieszki Haski (Haskiej? Czy Agnieszka Haska jest jak Krystyna Loska czy jak konwencja haska?) i Jerzego Stachowicza. Odnoszę wrażenie, że autorzy nie mogli się zdecydować, co właściwie chcą napisać. Z jednej strony liczne kpiarskie wstawki, z drugiej próba pochylenia się nad dolą kobiet. Nadzieja, że udało się dokonać syntezy wyrażona w podsumowaniu i bardzo nieliczne próby dokonania tejże w treści. Plus chwytliwe określenia „bezlitosne” i „najokrutniejsze” w tytule, które rzadko znajdują odzwierciedlenie w opisywanych przypadkach.
  10. „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć.” Joanny Glogazy to rozsądny i przyzwoicie napisany poradnik, który jednak do mnie nie przemawia, zapewne dlatego, że kupiłam go ze względu na autorkę, a nie na własne marzenia o fajniejszym życiu.
  11. „Dwóch panów z branży” Katarzyny Czajki nabyłam z tego samego powodu. Przyjemna książka.

Jedenaście książek. Sporo, jak na kogoś, kto twierdzi, że przez pół miesiąca absolutnie nie miał czasu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s