Drzemka

Leżę na łóżku wyprostowana z rękami wzdłuż tułowia i twarzą w poduszce, ni to na boku, ni to na brzuchu, jakby łóżko po prostu znalazło się na mej drodze i podcięło mi nogi. Być może tak właśnie było. Nie planowałam popołudniowej drzemki, czego najlepszym dowodem jest to, że nigdy tak nie śpię — prawie zawsze na plecach, kończyny rozrzucone, jakbym chciała zagarnąć całą dostępną przestrzeń.

Stopą wyczuwam coś kanciastego. Macam to, chwytam palcami, przesuwam. To pudełko na kostki do gry Mateusza. Jego kostki są żółte, co łączy się z pewną niesmaczną anegdotką, której nie będę tu przytaczać. Bawi mnie, że mogę użyć stopy jak dłoni, choć w ograniczonym zakresie.

Śnił mi się Brexit. W moim śnie był wodzem barbarzyńskiego plemienia nadciągającego ze wschodu. Nie ma w tym żadnej chybionej metafory, mój mózg po prostu wygenerował taki obraz, nawet przez sen wiedząc, że na wschodzie jest więcej miejsca, co daje barbarzyńcom liczniejsze szanse na podboje i więcej czasu na obrośnięcie sławą okrutników.

W mojej głowie barbarzyńcy zostawili tylko ból, tępy i niezdecydowany, zbyt słaby, by brać tabletkę, i zbyt mocny, by dawał się ignorować. Wstałam. Światło miało ten charakterystyczny żółtawy odcień, który może lecz nie musi zwiastować burzy. Kojarzy mi się on z książkami Doris Lessing. Nie zastanawiam się, dlaczego. Idę ściągnąć pranie z balkonu. Jedyne rozsądne posunięcie w tym dniu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s