Miesiąc z rękawem w serek

Odkąd ludzie odkryli, że podejście do ubrań prezentowane przez Carrie Bradshaw nie jest szczególnie praktyczne z punktu widzenia finansów oraz powierzchni magazynowej przeciętnego mieszkania, odwaliło im w drugą stronę. W każdym razie niektórym.

Do tych niektórych należy autorka artykułu „Jak to jest chodzić dzień w dzień w tym samym?”. Aby odpowiedzieć na to pytanie, postanowiła przeprowadzić miesięczny eksperyment, rzecz jasna z pomocą stylistki. Relacja z niego wydaje mi się godna szczegółowego omówienia.

Bluzki są dwie. Obie białe. Jedna na ramiączkach z okrągłym dekoltem. Druga z długim rękawem w serek. Do tego czarne cienkie spodnie na gumkę sięgające mi do połowy łydki oraz ich nieco cieplejsza wełniana wersja, moherowy czarny sweter na chłodniejsze dni i grafitowy płaszcz. Całość mieści się w jednej reklamówce i ma mi starczyć na miesiąc.

Tak oto rozpoczyna autorka swój tekst. Jeśli zastanawiacie się, czym są ramiączka z okrągłym dekoltem i rękaw w serek, służę wyjaśnieniem: modelowymi przykładami składni ad sensum.

Za wzór stawiam sobie wielką trójcę: Steve’a Jobsa, Marka Zuckerberga i Baracka Obamę, którzy otwarcie przyznają się do ubraniowej monogamii, argumentując, że ograniczenie liczby decyzji, które trzeba podejmować w ciągu dnia, sprzyja kreatywności.

O ile o Jobsie i Zuckerbergu istotnie w tym kontekście słyszałam, o tyle Obama jakoś mi umknął. Poszłam googlać. Faktycznie, wypowiadał się na ten temat. Rzekł mianowicie, że nosi tylko szare i granatowe garnitury. Jak ujawniło dalsze wyszukiwanie, jest tak w istocie. Łączy je co prawda z różnymi krawatami, ale tu też widać prosty i ograniczający liczbę decyzji schemat: krawat albo pod kolor, albo bordowy. Jak się jednak okazuje, nie jest to autorski system Barracka Obamy. Podobnie postępują choćby Władimir Putin, Andrzej Duda, François Hollande (który na dodatek nosi znacznie mniej różnorodne krawaty), czy Sergio Mattarella. Być może lepszym przykładem byłby tu zatem Kim Dzong Un, niezmiennie wierny czarnej kurtce mundurowej.

(Swoją drogą, ciekawa sprawa: gdy spotka się kilku polityków płci męskiej i wszyscy wyglądają niemalże tak samo, nikt słowem tego nie skomentuje. Wystarczy jednak, że Angela Merkel i Beata Szydło zdecydują się na ten sam kolor żakietu, a podśmiechujkom nie ma końca, i to pomimo oczywistych różnic w kroju.)

W życiu cenię sobie spokój i harmonię. Wolę skupić się na ważniejszych sprawach, niż godzinami się stroić. Stawiamy więc na równowagę i klasykę — tłumaczy [stylistka]. Zgodnie z tymi wytycznymi Marta kompletuje mój strój. (…) [Jego] minusem jest to, że wszystko trzeba prać ręcznie, a spodnie dodatkowo prasować. Na miesiąc zamieniam się więc w etatową praczkę. Wieczory spędzam nad miską i poradnikami „jak ręcznie sprać uporczywe plamy”, nocami rozwieszam ubrania, a rano po prostu wkładam je jak mundurek.

Tak, moi drodzy, dobrze czytacie. Autorka zaopatrzyła się w jeden komplet odzieży. I pierze go codziennie wieczorem w miednicy, co z całą pewnością jest znacznie mądrzejsze i bardziej produktywne niż strojenie się, czyli dobieranie ubioru do pogody, okoliczności, samopoczucia, etc.

O dziwo, przez cały miesiąc nikt mojego stroju nie skomentował – może z grzeczności, ale raczej z obojętności – kilka razy za to został skomplementowany.  

Czy tylko mnie to zdanie wydaje się wewnętrznie sprzeczne?

Nie wiem, czy koleżanki chciały mi w ten sposób zasugerować, że ciuchy mam fajne, ale czas już się przebrać, czy może, chodząc w tym samym dzień w dzień, zyskałam czas, który był im potrzebny, żeby zauważyć mój jednostajny strój.

A może po prostu chciały być miłe?

Możliwe też, że pierwszy raz w życiu miałam dobrze dobrane ubranie, bo pomagała mi specjalistka.

Nawet nie wiem, gdzie zacząć. Co to w ogóle jest dobrze dobrane ubranie? I dlaczego do dobrania go potrzebna jest specjalistka? Takie podejście jest zrozumiałe w kwestii staników, nigdy nie przyszłoby mi jednak do głowy, że można pewnego dnia dojść do wniosku, że chodziło się dotąd w źle dobranym wszystkim, zwłaszcza jeśli jest się osobą, którą stać na usługi specjalistki. Może trochę zaufania do własnego gustu?

Strój z jednej strony mnie trochę ogranicza, z drugiej – kompletnie wyzwala. (…) Poranki (…) stają się przyjemniejsze. Kiedyś potrafiłam nawet 30 minut spędzić przed lustrem, szukając ubrania, w którym dobrze będę się czuła.

Teraz natomiast autorka może zaoszczędzone 30 minut poświęcić na wieczorne pranie. Czysty zysk!

Teraz wkładam je bez zastanowienia i wybiegam z domu. Po dwóch tygodniach mój mundurek jest dla mnie przezroczysty. Zaczynam bardziej zwracać uwagę na to, jak ubierają się inni, i współczuć im, że muszą codziennie borykać się z tym problemem.

Tak wygląda prawdziwe wyzwolenie od myślenia o trywialnych kwestiach stroju.

Komplet od Marty sprawdza się prawie w każdej sytuacji. Przez miesiąc eksperymentu przytrafiły mi się pogrzeb, wyjście na premierę do teatru, wakacje na Sardynii i wyjazd na działkę. We wszystkich sytuacjach czułam się świetnie.

Podejrzewam, że pranie spodni w hotelowej umywalce było doznaniem wręcz ekstatycznym.

Co więcej, dawniej wydawało mi się, że przez strój wyrażam swoją osobowość. Teraz widzę, że noszenie wciąż tego samego to komunikat o wiele mocniejszy, bliższy mojemu stylowi życia.

Zastanawiam się, jaki to komunikat. Może na przykład „ubranie nie jest dla mnie ważne, więc codziennie piorę je ręczne, a ponadto zwracam baczną uwagę na to, co mają na sobie inni, a także co naprawdę mają na myśli, gdy mówią, że ładnie wyglądam”?

Po miesiącu słuchania złośliwości kolegi z pracy (Co to jest: czarne na białym, czarne na białym? Olga na pasach) i tak nie mam ochoty wrócić do swoich ubrań.

Czy kolega jest dla autorki nikim, czy może złośliwości, podobnie jak komplementy, nie zaliczają się do komentarzy?

Na myśl o otworzeniu szafy zaczyna mnie boleć brzuch, bo każda z wiszących tam rzeczy to mały wyrzut sumienia. W końcu większość z nich kupiłam na poprawę nastroju.

Wiem, że kupowanie ciuchów celem poprawy nastroju to nie jest najrozsądniejszy pomysł świata, ale nienoszenie ich później ze względu na wyrzuty sumienia jest jeszcze głupsze. Motyw zakupu może nie był najszlachetniejszy, ale w imię czego całkiem dobra i ładna rzecz (Na poprawę nastroju nikt nie kupuje rzeczy brzydkich. Najwyżej niepraktyczne.) ma się marnować?

Teraz nastrój poprawia mi fakt, że jestem ponad to.

Pozwolę sobie pozostawić to bez komentarza.

I tylko nie wiem, co powiem koleżankom, którym obiecałam oddać swój mundurek po eksperymencie. Myślałam, że się znienawidzimy, a bardzo się polubiliśmy. Kto by pomyślał, że to samo z tym samym to coś innego.

Podsumowując: chodzić dzień w dzień w tym samym jest bardzo fajnie, pod warunkiem, że robi się to dla kaprysu, a w razie czego w odwodzie ma się szafę pełną ubrań. Nawet jeśli budzą one wyrzuty sumienia.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Miesiąc z rękawem w serek

  1. Nie mam abonamentu na GW, dzięki za przybliżenie tego tekstu.:D Jako odzieżowa minimalistka pragmatyczka (czyt. wszystko w mojej szafie do siebie pasuje i wszystko nadaje się do noszenia, co nie znaczy, że jest to szafa z trzema bluzkami na krzyż) mogę rzec tak: pani poszła w jakiś artystyczny (?) performance, a nie w żaden minimalizm. Istotą minimalizmu jest upraszczanie sobie życia, nie zaś odwrotnie. Oczywiście to tak jak z wegetarianizmem – istnieją tegoż piewcy rozsądni, istnieją też egzaltowani histerycy- doktrynerzy. Gdybyś chciała dla odmiany poczytać o tym coś mądrego, to jest świetna książeczka Anny Mularczyk-Meyer „Minimalizm po polsku.”

    Polubione przez 1 osoba

  2. Po co czytałaś jakieś bzdury zamiast się mnie spytać jak to jest przez miesiąc, kwartał a nawet półrocze chodzić e tym samym (nie dotyczy obuwia bo to starcza na ponad rok ciągłej eksploatacji)? Jeżeli chciałabyś powtórzyć ten eksperyment, żeby zdobyć fejm czy coś tam to pamiętaj dżinsy można prać co dwa tygodnie!

    Lubię to

  3. Dobrze, że jest to „miesiąc z rękawem w serek” a nie „miesiąc z rękawem w serku”. To dla tych którzy niechlujnie jedzą serek: lepiej ubierać się po śniadaniu!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s