Lemurzy poradnik podróżny

10621240_jelcz-043-wz-07a
źródło: https://ficek97.flog.pl/archiwum/albumy/

Lipiec. Sezon urlopowy. Zapewne wiecie, co to oznacza dla blogerów: silną i gwałtowną potrzebę wytłumaczenia wam, jak się spakować na wakacje, wynikającą zapewne z tego, że dotychczas żyliście pod kamieniem i nie oddalaliście się od rzeczonego kamienia na więcej jak pół kilometra. Nie ukrywam, że ja również odczuwam tę potrzebę i nie zamierzam zwlekać z jej zaspokojeniem. Podejrzewam jednak, że ktoś powiedział wam już w tym roku o przelewaniu kosmetyków do małych opakowań i wypychaniu kapelusza skarpetkami. Prawdopodobnie zajęliście już też stanowisko w dyskusji o wyższości prania na miejscu nad pakowaniem ubrań na każdy dzień*. Być może jednak chcielibyście dowiedzieć się, jak przygotować się na długą, tj. przynajmniej kilkunastogodzinną, podróż autokarem.

 

Po pierwsze odzież. Dobrze, żeby była wygodna i dopasowana do warunków pogodowych tak w punkcie wyjściowym (co oznacza w waszym przypadku zapewne typowe polskie lato**, czyli dowolną temperaturę między 10 a 40°C i opady między 0 mm czegokolwiek a 0,5 m żab na metr kwadratowy), jak i docelowym. Jeśli kierujecie się na południe, mogę wam polecić mój sprawdzony zestaw, którego sama w tym roku nie wykorzystam na skutek podarcia się spodni. Składa się on z niekrępujących ruchów cienkich szarawarów, dobranej do nich kolorystycznie koszulki bawełnianej i japonek. Do torby należy ponadto wrzucić parę skarpetek, na wypadek, gdyby w nocy miało być nam zimno w stopy, oraz długi kardigan, który można nosić zgodnie z przeznaczeniem lub okryć się nim razem z twarzą.

Po drugie wałówka. Składać się na nią mogą różne rzeczy, przy czym najbardziej powszechne są kanapki (ja preferuję ze serem i papryką). Najistotniejsze w komponowaniu wałówki jest jednak to, czego zawierać nie powinna. A są to:
– produkty brudzące, tj. łatwo rozpuszczające się, kapiące sokiem, zawierające cieknące sosy, etc.
– produkty wydzielające intensywny zapach. Nie chcesz spędzić kilkunastu godzin w autokarze woniejącym śledziami, fast foodem, kiełbasą czosnkową i podobnymi wiktuałami. A to, że inni mogą to robić, naprawdę nie powinno cię skłaniać do brania z nich przykładu.
– picie w opakowaniu, którego nie da się powtórnie zamknąć, w szczególności zaś piwo. W podróży piwo ma same wady. Nie można odłożyć napoczętego. Łatwo je rozlać. Po rozlaniu wonieje intensywnie i niezbyt przyjemnie. Sprawia, że przystanki na toaletę zaczynają się wydawać zbyt rzadkie. Niekiedy skłania konsumentów do śpiewania radosnych piosenek o tym, co wyróżnia jeża na tle innych ssaków, i to niekoniecznie wtedy, gdy pozostali podróżni mają ochotę słuchać. Podobne skutki, zwłaszcza jeśli chodzi o jeże, może mieć dowolny inny alkohol.
– pomidor. Jedzony jak jabłko cieknie po rękach i brodzie, w kanapce ma skłonność do przemakania przez pieczywo, co czyni je obrzydliwym.

Po trzecie, rozrywka. Przez cały ten czas spędzony w podróży trzeba coś robić, żeby nie zanudzić się na śmierć. Mój podstawowy zestaw na tę okoliczność składa się z:
naładowanego czytnika e-booków,
naładowanego smartfona, którego jednak należy używać z umiarem, bo internety za granicą kosztują, a poza tym dobrze byłoby nie rozładować sobie telefonu do imentu,
– głupiego czasopisma (np. „Wróżka”, „Detektyw”, „Życie na gorąco”),
– mądrego, a w każdym razie niegłupiego, czasopisma,
– dwóch różnych czasopism szaradziarskich (najlepiej „Rewia Rozrywki” + „LogiMix”),
– kajecika,
– przyborów piśmienniczych w postaci ołówka, gumki i długopisu. Lepiej nie brać ze sobą pióra.

Po czwarte, inne przydatne rzeczy, jak to:
– poduszka pod kark. Nadmuchiwana zajmuje mniej miejsca, ale nienadmuchiwana jest chyba nieco wygodniejsza i nie flaczeje w miarę użytkowania.
– odtwarzacz muzyki na okoliczność puszczenia przez uczynnego kierowcę jakiejś polskiej komedii. Pomaga zagłuszyć.
– chusteczki nawilżane, bo niektórzy nawet teoretycznie niebrudzącym jedzeniem potrafią się uciapać.
– drobne na toaletę i grubsze na zakup zapasu papierosów w Serbii lub innym kraju o podobnych zaletach.
– środki na zapalenie pęcherza i na rozwolnienie. Nigdy nie musiałam korzystać z nich akurat w autokarze, ale lepiej się czuję, gdy mam je pod ręką. Wizja podróży z którąkolwiek z tych dolegliwości cokolwiek mnie przeraża.
– cały ten majdan, który i tak na co dzień nosicie w torebce.

Mam nadzieję, że moje światłe rady okażą się pomocne. Ja w każdym razie zaspokoiłam swą blogerską potrzebę. Dziękuję za uwagę.

 

*Osobiście jestem zwolenniczką pakowania tylu rzeczy, żeby nie musieć poświęcać ciepłych letnich wieczorów na poszukiwanie pralni lub pranie ręczne. Uwielbiam prać, o czym zresztą wiecie, ale zdecydowanie wolę czynić to u siebie w domu

**Tako rzeką statystyki.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s