Lemur zły

Jestem dziś tak nerwowa i napięta, że chwilami sama mam siebie dość. Mateusz sugeruje, że to nerwy związane z nadchodzącą podróżą. Ja powstrzymuję się od zasugerowania mu, żeby się odpieprzył. Po co mam się na nim wyżywać? Mnie nie zrobi się lepiej, a jemu będzie gorzej.

Przychodzi mi do głowy, że w szczycie nastoletniego buntu mogłam czuć się tak przez większość czasu. Potem myślę jednak, że to niemożliwe, czucie się tak jest zbyt wyczerpujące, by młody organizm mógł jednocześnie mieć siłę na te wszystkie głupoty, które robiłam, i jeszcze się rozwijać. No cóż, być może właśnie dlatego mój wzrost można ocenić na co najwyżej średni.

Jestem niespokojna. Z jednej strony chcę się jakoś rozładować, robić jakieś rzeczy, może nawet pożyteczne, z drugiej położyć się spać. Ostatnio znów — po kilkutygodniowej przerwie w dostawie snów — zaczęłam śnić*. Przeważnie o cudzych problemach spoczywających na mych barkach. Albo o tym, że mój ojciec wydłużył sobie głowę.

Ostatniej nocy śnili mi się polscy literaci w pociągu. Zachowywali się gorzej jak dzieci jadące na kolonie. Wieszali się na półkach bagażowych, przez umieszczone pod tymi pólkami lustra przeskakiwali do sąsiednich przedziałów, rzucali niewybredne komentarze dotyczące faktu, że siedzę w kącie i czytam powieść erotyczną**. Gdyby faktycznie jechali na kolonie, wychowawcy już dawno powinni zadzwonić do rodziców z uprzejmą prośbą o odebranie potomstwa z najbliższej stacji.

Nie mam ochoty na polskich literatów tłukących mi się po głowie, więc nie idę spać. Puszczam jakieś pranie (ręczniki jasne), myję durszlak, opróżniam popielniczki, po czym uznaję te czynności za nudne i siadam przed komputerem. Przechodzę sześćdziesiąt poziomów gry w łączenie kolorowych kropek, oglądam trochę filmików o makijażu, teoriach dotyczących fabuł filmów animowanych i amerykańskich seriali telewizyjnych, grach komputerowych i czymś tam jeszcze. Czuję się z tym bardzo nieproduktywnie, więc rysuję w notatniku kilka lemurów o głęboko zaburzonych proporcjach. Nie jest tak łatwo narysować lemura. Najważniejsze są głowa i ogon, ale te kawałki pomiędzy powinny być rozmieszczone w jakiś sensowny sposób.

Nadal zdenerwoIMG_5264wana nie wiadomo czym, wyłączam komputer. Czytam przez chwilę, a potem postanawiam zrelaksować się za pomocą środków do tego przeznaczonych. Wyciągam kolorowanki antystresowe i moje nieprzyzwoicie drogie akwarelowe kredki. Koloruję papugę. Problem pojawia się, gdy chcę akwarelowość kredek wykorzystać. Nie mogę znaleźć pędzelka. Plusem jest fakt, że spalam podczas szukania większość złości. W końcu go znajduję. Mażąc po papierze, wyobrażam sobie, że unoszę się w ciepłej morskiej wodzie, że woda kołysze mnie, opływa, że jest dobrze.

To ziści się jeszcze w tym tygodniu. Nie ma się co denerwować. Będzie dobrze. Będzie pięknie. Wystarczy poczekać.

 

*To znaczy: pamiętać sny. Każdy człowiek śni. Należy zatem zdanie to traktować tak samo jak „Nie mam ciśnienia” albo „Mam temperaturę”.

**Na jawie raczej nie czytuję powieści erotycznych, choć co do zasady nie mam nic przeciwko.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s