Horror na sali kinowej! Grube dziecko sieje grozę!

Jak sądzicie, co trzeba zrobić, żeby przestać zasługiwać na miano człowieka? Wymordować brutalnie pół miasta? Regularnie bezcześcić zwłoki? Przez wiele lat poddawać ludzi wymyślnym torturom w swojej piwnicy? Jak się okazuje, zdaniem Ireny Cieślinskiej wystarczy jeść w kinie, jednocześnie będąc grubym.

Poszliśmy do kina. Horror. To znaczy film miał być horrorem. I był, bo z lewej ode mnie coś przerażająco ciamkało i siorbało. Jakby wieprzek.

Tak rozpoczyna ona swój felieton dla Wysokich Obcasów. Po czym kontynuuje opis:

I faktycznie w fotelu obok siedziała postać z gębusią (paszczą?) zanurzoną głęboko w wielkim kuble prażonej kukurydzy. I czegoś jeszcze, bo podśmierdywało bekonem. Zerknęłam na sąsiada. Wyjął głowę z kubła, beknął, sapnął i zaczął chłeptać coś z wielkiego kubka. Zerknęłam raz jeszcze. Mały był i bardzo szeroki. Coś jakby 12-latek, ale potężnie utuczony. Tymczasem stworzenie rzuciło się znów do karmy w kuble tak gwałtownie, że wylało to, co miało w kubku. Potem szarpnęło się i rozsypało chrupki z kubła. Zaszeleściło, wyciągając zapasowy prowiant, i zamlaskało chwilowo uspokojone.

Mamy zatem coś, jakieś wielkie, paskudne i śmierdzące (choć z tekstu nie wynika jednoznacznie, czy śmierdzi ono samo, czy też jego karma) stworzenie, jedzące ustami, przepraszam, paszczą, wprost z kubła, wydające z siebie zwierzęce odgłosy i ogólnie tak krańcowo różne od istoty ludzkiej, jak to tylko możliwe. Jest ono przy tym grube, co zostaje w tekście podkreślone trzykrotnie. Stworzenie to ośmiela się nie tylko przebywać w tym samym pomieszczeniu, co nasza szczupła i zapewne bezgłośnie rozpuszczająca w ustach zdrowe warzywne przekąski autorka, ale na dodatek jeść. A wiadomo powszechnie, że grubi ludzie nie powinni jeść, ponieważ od tego robią się jeszcze grubsi, przez co jeszcze bardziej przeszkadzają bardziej wartościowym członkom społeczeństwa, jak na przykład szczupłym wykształconym paniom z dziesięcioletnim doświadczeniem dydaktycznym.

Jak okazuje się w dalszej części tekstu, owo podobne do wieprzka stworzenie to dzieciak. Nie dziecko, tylko właśnie dzieciak. W dodatku, co autorka podkreśla, bez opieki, a zatem puszczony samopas, niewychowany, plączący się po miejscach dla niego nieodpowiednich. W dalszej części tekstu musi co prawda dodać, że rodzice czekali pod salą kinową, ale rekompensuje sobie to, opisując ich nieodpowiednią reakcję na jej skargę. Czego dotyczyła rzeczona skarga?

Gdy rzucił się do wyjścia, nie wytrzymałam. – Przepraszam – puknęłam go w ramię. – Chyba coś przypadkiem zostawiłeś – wskazałam na rozsypaną wokół fotela żywność. Wzruszył ramionami. – Myślę, że wypadałoby to pozbierać – zasugerowałam przyjaźnie. Popatrzył tak, jakbym proponowała, żeby wzniósł się pod sufit i poszybował.
– Może zostanę z tobą i pomogę? – zapytałam. Mały rozpłakał się i rzucił do wyjścia.

No tak — nie dość że gruby, że je w sposób nieestetyczny, to jeszcze ryczy (co też najprawdopodobniej nie jest szczególnie estetyczne) i tchórzliwie ucieka. Fakt, nie jest to najdojrzalsze zachowanie, tak jak nie jest dojrzałym i odpowiednim zostawianie po sobie w kinie śmieci. Ale coś mi się wydaje, że sugestia Cieślińskiej nie brzmiała, wbrew temu, co napisano w artykule, szczególnie przyjaźnie. Już ja znam te panie, zazwyczaj również z doświadczeniem w edukacji, które, wyraźnie hamując chęć złapania delikwenta za ucho i zaprowadzenia na miejsce zbrodni, jak za dawnych dobrych czasów, półsłówkami („coś przypadkiem zostawiłeś”, „wypadałoby”) sączą jad i źle skrywaną pogardę. A „Może zostanę z tobą i pomogę” brzmi w tym kontekście jak „Ja, obca i przepełniona do ciebie obrzydzeniem kobieta, będę stać nad tobą i pokazywać palcem, czy nie przeoczyłeś aby jakiegoś okruszka, gdy w tym czasie czekający na ciebie rodzice zaczną się niecierpliwić i oberwie ci się jeszcze za guzdranie się”. Nie pochwalam zatem zachowania dziecka, ale i mu się nie dziwię.

Rodzice, jak okazuje się w następnym akapicie, stwierdzają zgodnie co następuje „Sprzątać? No chyba pani zwariowała! Przecież od tego są sprzątaczki!”. Nie jest to moim zdaniem najlepsza postawa, należy jednak wziąć pod uwagę ich perspektywę. Oto syn wylatuje z sali kinowej z płaczem, za nim zaś bieży obca kobieta i domaga się udzielenia reprymendy, która w zaistniałej sytuacji poskutkuje najprawdopodobniej dalszym szlochem i poczuciem krzywdy. Nie jest zatem nierozsądnym spławić kobietę czym prędzej, a wychowawczą rozmowę na temat zasadności pozostawiania po sobie porządku w przestrzeni publicznej odbyć w domu, gdy dziecko się uspokoi. Możliwe też, że jej skłonność do przesady, uwidoczniona w pierwszym akapicie felietonu, odezwała się i tutaj, w związku z czym rodzice odnieśli wrażenie, jakoby dziecko miało według niej posprzątać całą salę od góry do dołu, łącznie z odkurzaniem. A od tego to już naprawdę są sprzątaczki.

Wnioski, jakie wyciąga Cieślińska ze swej przerażającej (obcowanie z grubymi jedzącymi ludźmi, to dla niej wszak, cytuję, horror) przygody, dotyczą tego, że ludzie nie wychowują swoich dzieci, pozwalając, by robiły to za nich instytucje. I tak, mogę się z nią zgodzić, że nie jest to pozytywne zjawisko, zwłaszcza wtedy, gdy dyrektorką jednej z nich, to znaczy Centrum Nauki Kopernik, instytucji popularyzującej naukę i organizującej warsztaty oraz wystawy dla dzieci jest osoba, która tym właśnie dzieciom odmawia człowieczeństwa, dlatego tylko, że ośmielają się publicznie być grube.

(Wszystkie pogrubienia w cytatach moje.)

Reklamy

10 uwag do wpisu “Horror na sali kinowej! Grube dziecko sieje grozę!

  1. Ten artykuł mnie wkurzył (ten w WO), z Twoim postem zgadzam się całkowicie. Takie odczłowieczenie dziecka, zwłaszcza spod pióra osoby, która teoretycznie pracuje dla dobra dzieci (ale jak widać tylko tych chudych) smuci i obrzydza.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Człowieczeństwo już dawno straciło na wartości i nie jestem pewna kto tutaj próbuje ratować resztki przyzwoitości – Cieślińska, czy jej szumni krytycy.

    Polubienie

  3. No tak, Polska! Kraj w którym dziecko może zachowywać się jak bydlę, a winnym będzie ten który zwróci uwagę na to zachowanie. Dzieciątko, nawet podrośnięte do wczesnego nastolęctwa, jest święte.

    Polubienie

  4. Owszem, nie lubię chodzić do multipleksów, właśnie z tego powodu, że na lewo i na prawo słyszę chrupanie – więc powiedzmy, że jakiś tam ułamek problemu autorki rozumiem, ALE nie rozumiem całej reszty. Dla mnie ten tekst jest napisany w jakiś taki sadystyczny niemal sposób. Nie wspomnę o tym, że uczenie innych kultury dobrze zacząć od nauczenia siebie samych – na przykład zaprzestania komentowania czyjegoś wyglądu.
    A inna rzecz, że… Ech. Kiedyś namiętnie czytywałam WO, potem zauważyłam, że zaczyna w ichnich tekstach pobrzmiewać jedna i jedynie słuszna wizja świata, a potem, co już całkowicie mnie zniechęciło, zauważyłam grube błędy merytoryczne. Mogę wybaczyć pisanie rzeczy mijających się z prawdą nastoletniemu blogerowi, ale nie prasie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s