Złote sandałki

IMG_5927Dawno temu, gdy miałam siedem albo osiem lat, pojechaliśmy na wakacje do Chorwacji. Pamiętam, że szybko przeczytałam wszystkie książki, które ze sobą wzięłam (ten nawracający problem wiele lat później miał rozwiązać czytnik), w związku z czym zaczęłam interesować się cudzymi. Ojciec czytał wtedy „Dzienniki” Kisielewskiego. Też chciałam. „To jest o nudnych rzeczach,” — powiedział mi ojciec. — „a nie o tym, że na przykład autor kupił sobie buty”. Zrozumiałam wówczas, że dzieła autobiograficzne dzielą się na takie, w których autor pisze o tym, że kupił sobie buty, i takie, w których nie. Ważna życiowa lekcja.

Dziś przeczytałam w internecie, że „książka opisuje życie prywatne Kisielewskiego, środowisko oraz ustrój komunistyczny z okresu, w którym była pisana. Autor boryka się z problemami materialnymi, w które wpędziła go utrata zajęcia”. Co oznacza, że wątek kupowania butów mógł się gdzieś tam jednak pojawić. Albo chociaż niekupowania jako przejawu problemów materialnych. To nie ma znaczenia. Ważna życiowa lekcja została odebrana i żadne ewentualne wyznania obuwnicze Kisielewskiego nie mogą jej już unieważnić.

Kupiłam sobie wczoraj złote sandałki. Fakt, że o tym wspominam, poniekąd oficjalnie przypisuje ten blog do kategorii utworów autobiograficznych, w której tkwi on od dawna. Nie sądziłam, że kiedykolwiek poczynię taki zakup, bo w zasadzie nie noszę złota ani błyszczących butów. Ale, cytując mego drogiego brata Janusza, „nigdy nie mów nigdy. Jak Misiek powiedział, że nic go już w życiu nie zaskoczy, to przyszedł żul i wtarł mu kostkę sera w sweter”.

Sandałki wynalazłam w sklepie internetowym i uznałam, że w zasadzie są odpowiednie na wesele. Pasują do stylówy. Chociaż w sumie niezupełnie, ze względu na kolor zapiętka. Ale z drugiej strony do mojej drugiej weselnej sukienki będą doskonałe. Tylko że do niej mam już buty, i to w znacznie bardziej praktycznym kolorze. A poza tym pieprzyć zapiętek, reszta się zgadza, a kto będzie patrzył na zapiętek siostry pana młodego, więc ostatecznie jedne buty do dwóch sukienek. No i sprawdzą się w jakiejś każualowej stylizacji, choć do każualowych stylizacji noszę raczej płaskie obcasy. Z trzeciej strony, kosztują pieniądze. Z czwartej strony, wszystko kosztuje pieniądze, a ja mam dużo butów. Ale takich nie. pomyślawszy to wszystko i jeszcze kilka innych rzeczy, uznałam, że się zastanowię.

Zastanawiałam się spokojnie, a karta wisiała otwarta w przeglądarce. Pewnego poranka, zasadniczo wykonując obowiązki zawodowe i właściwie szukając czegoś na temat uszczelek, kliknęłam. Możliwe, że przypadkiem. „Produkt niedostępny” — poinformował mnie sklep. Złe we mnie wstąpiło. Co za wredna istota śmiała wykupić mi towar sprzed nosa?! Skandal! Przystąpiłam do poszukiwań, umieszczając przy okazji autoironiczny status na fejsie, pewna, że zaraz mi przejdzie i problem rozwiąże się samoistnie. Nie rozwiązał się.

Okazało się bowiem, że buty dostępne są stacjonarnie i to nawet nie na drugim końcu miasta. Postanowiłam pojechać obejrzeć na żywo. W drodze, pokonując rowerem tamę na Dąbiu i ignorując spadające na mnie zimne krople deszczu, obmyślałam już notkę. Miała się kończyć słowami „Niewygodne, co za ulga”. Czasem tak mam, dopisuję sobie puenty do sytuacji, które dopiero mają się zdarzyć, wymyślam potencjalną anegdotkę. Nic z tego nie wynika, bo sytuacje mają w nosie eleganckie zakończenia.

Ta też. Bo buty okazały się wygodne. Nie będę kłamać, że niestety.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Złote sandałki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s