Dobre chęci

Nadal jestem wkurwiona. Internet, a w szczególności Facebook, mówiąc zaś najściślej niektórzy jego męscy użytkownicy, dba o to, żeby mi przypadkiem nie przeszło.

We feedzie pojawia mi się na przykład stanowisko Magdaleny Ogórek w sprawie czarnych marszów i już samo w sobie podnosi mi ciśnienie. Spoglądam na komentarze i trafia mnie szlag. facet1cenzBo owszem, Magdalena Ogórek się myli, czy też, mówią wprost, pierdoli farmazony. Nie jest to jednak powód, by sugerować, że gwałt analny byłby dla niej niezasłużoną przyjemnością, ani by komentować jej urodę. I tak, wiem, drogi komcionauto, facet3że nie chodzi ci dosłownie o to, by jakiś penis znalazł się w jej odbycie, że „tak się mówi” i że tylko żartowałeś. Ale po pierwsze, to, jak się mówi, ma znaczenie. Po drugie, masz beznadziejne poczucie humoru. I możesz sobie myśleć, że cię tu spotkała niezasłużona krzywda, bo przecież opowiedziałeś się po właściwej stronie, ale to tak nie działa. Pewne wypowiedzi są po prostu nieakceptowalne.

facet4Tłumacząc to, czuję się jak pani z przedszkola. Kochane dzieci, nie wolno się przezywać. Ale takich mamy sprzymierzeńców. Kolesi, którym przedstawione na powyższych screenach dowcipasy wydają się niesamowicie zabawne. Innych kolesi, którzy piszą o „pomaganiu naszym kobietom”, która to pomoc ma polegać na rozpakowaniu zmywarki trzeciego października. Delikwenta, który nie wyciągnie konsekwencji od żony, jeśli rzeczona weźmie udział w proteście. Łaskawca. W ogóle wszyscy oni łaskawi, tylko im pomniki wystawić.

Gdzieś tam po głowie kołacze mi się, że przecież oni chcą dobrze, nie wolno ich zniechęcać, trzeba docenić i pogłaskać po główce. Nie wiem, skąd u mnie taka myśl. Dobre chęci można doceniać u trzylatka, który rozmazał szmatą soczek po podłodze, bo przecież próbował powycierać, nie u dorosłych ludzi, po których można się spodziewać, że pomyślą, zanim się za coś zabiorą. Dobrymi chęciami to wiecie co, drodzy panowie.

Formy tej używam nieprzypadkowo, wpienia mnie bowiem ostatnio mnóstwo rzeczy, a jedną z nich jest protekcjonalny zwrot „drogie panie”. Następuje po nim zazwyczaj pouczenie, bo przecież jeden z drugim wie lepiej, co drogie panie powinny i czego drogim paniom potrzeba. Kiedy natomiast zachodzi sytuacja odwrotna, jest foch. Czytałam ostatnio tekst „Jak być feministą? Poradnik dla zdezorientowanych”. Początkowo podeszłam do niego z dystansem, bo jak to, dlaczego autorka tłumaczy mężczyznom tak podstawowe kwestie? Na przykład: inni też mają prawo się wypowiedzieć, w związku z czym fakt, że potrafisz zdominować konwersację, nie oznacza, że musisz to robić; siadanie w tramwaju w rozkroku tak szerokim, że między twoimi kolanami można rozbić obozowisko, nie jest zachowaniem pożądanym; za deklaracjami powinny iść czyny, dlatego, jeśli określasz się mianem feministy, nie powinieneś krytykować wyglądu kobiet, podważać ich kompetencji, opowiadać seksistowskich żarcików; założenie, że zawsze wiesz najlepiej, jest najprawdopodobniej błędne. Potem… no cóż, przeczytałam komentarze (zaczynam tu widzieć pewną prawidłowość).

A tam jęki i poczucie krzywdy. Ale ja mam coś do powiedzenia! Ale mi jest wygodnie w rozkroku! Ale ona naprawdę jest brzydka! Ale może moja dziewczyna naprawdę przytyła! Ale dlaczego mój pomysł ma być gorszy niż pomysł kobiety?! Ale dlaczego tylko mężczyznom stawia się wymagania?! I tak dalej. Biedny, uciśniony mężczyzna odkrywa oto, że fakt, że on ma coś do powiedzenia, nie oznacza, że inni nie mają. Że jemu wygodnie nie daje mu prawa do zajmowania dwóch i pół siedzenia. Że komentowanie cudzego wyglądu nie jest jego przyrodzonym prawem. Zwłaszcza publiczne komentowanie wyglądu osoby bliskiej. Że jego pomysł nie musi być gorszy, ale zamiast próbować za wszelką cenę go przepchnąć, może zaangażować się w istniejące inicjatywy, zamiast pchać się od razu do przewodzenia. Że, do ciężkiej cholery, w tekście zatytułowanym „Jak być feministą?” wręcz należy się spodziewać rad wyłącznie dla mężczyzn.

Do tego jeszcze oburzenie liczbą wymagań. Pozwolę sobie zacytować:

facet2

Ten pan raczy żartować, prawda? Wysoką ceną za zmiany społeczne ma być niezachowywanie się, jakby się było pępkiem świata? Myślenie o tym, co i jak się mówi? Zwracanie uwagi na otoczenie? Serio?

Najwyraźniej serio. Podejrzewam, że jest to kwestia wychowania, tego, co wypada chłopcu, a co dziewczynce. Bo dziewczynka powinna być grzeczna: skromna, pomocna, cicha, uważająca, nie powinna pyskować, rozpychać się. Powinna za to pilnować, żeby siedzieć tak, by nie było jej widać majtek i słuchać, co się do niej mówi. A chłopcy… chłopcy to chłopcy, wiadomo — głośni i wszędzie ich pełno, wszak muszą się wyszaleć. Poza tym dobrze, że nie da sobie taki w kaszę dmuchać, że będzie forsował swoje zdanie, wykazywał się przebojowością. Od dziewczynek w przedszkolu i w szkole podstawowej wymaga się więcej — dobrze pamiętam system czarnych kropek za złe zachowanie i czerwonych serduszek za dobre. Czarna kropka dla chłopca była czymś, co po prostu się zdarza, dla dziewczynki powodem do wstydu.

Dlatego nie należy się dziwić, że gdy chłopcu każe się przestrzegać zasad dziewczynek (zwracaj uwagę na innych ludzi, ustąp, słuchaj, nie zakładaj, że ci się należy, ani że zawsze ma być po twojemu), to chłopiec się buntuje. Ale brak zdziwienia nie oznacza akceptacji. Zwłaszcza wtedy, gdy chłopcy dawno już dorośli, stali się mężczyznami i powinni rozumieć, że dobre chęci to dopiero początek.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Dobre chęci

  1. Lemurze, z ust mi to wyjęłaś… Mam ten sam wkurw i tę samą bezsilność – i internetowe komcie to jedno, tu trochę wkurwiam się dla sztuki (w końcu czytam je na własną odpowiedzialność…), osobiście najtrudniejsze są dla mnie konfrontacje ze skądinąd przemiłymi i „dobrze chcącymi” znajomymi… Czasem jeszcze próbuję, ale zdałam sobie sprawę, że coraz częściej odpuszczam, wiedząc, że nie wytłumaczę w 3min dlaczego patriarchalizm to zło, a feministki nie nienawidzą mężczyzn… 😦

    Polubione przez 1 osoba

    • Na żywo jest trudniej, zwłaszcza jak się, podobnie jak ja, umiejętności interpersonalne ma na poziomie mocno takim sobie, dlatego też czasem odpuszczam. Na szczęście znajomi niezbyt często stawiają mnie w takiej sytuacji.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s