Dobre rady

Coś mi się wydaje, że moje nerwy nie zaznają w najbliższym czasie spokoju. Ledwo bowiem zdążyłam się uspokoić graniem w Simsy i skupieniem na obowiązkach zawodowych, już mnie ktoś zdążył wyprowadzić z równowagi. Był to osobliwie autor pewnego listu do „Wysokich Obcasów”. Przyjrzyjmy się zatem temu, co miał do powiedzenia.

Najbliższa mi osoba powiedziała, że na poniedziałkowy Ogólnopolski Strajk Kobiet pójdzie na godzinkę, bo nie chce tracić pacjentów.

Nie da się ukryć, że ogólnopolski strajk kobiet jest przedsięwzięciem organizacyjnie problematycznym. Po pierwsze, czasu na przygotowanie go jest bardzo mało, więc niektóre osoby mogą zwyczajnie nie zdążyć dostosować do niego swoich planów. Na przykład poumawiać pacjentów na inny termin. Autor nie zdradza, co to za pacjenci, jak bardzo poważne jest to, co im dolega, i jak długo czekają na wizytę, można jednak wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś woli ograniczyć swój udział w proteście (najbliższa osoba wszak z niego nie rezygnuje) niż pozwolić, by chorym przepadło długo oczekiwane badanie. Po drugie, nie wszystkie możemy tak po prostu wziąć wolne, chociażby z powodu zatrudnienia na umowie śmieciowej, niezbyt fajnego pracodawcy, czy choćby prostego faktu, że nie stać nas na utratę dniówki.

Jej koleżanka z gabinetu obok, że jest spłukana (faktycznie jest) i też nie idzie.

Jednak ten ostatni argument nie przemawia — jak widać — do autora listu.

 Obie nie miały problemu, żeby iść i krzyczeć w wolny dzień pod kościołem, i mnie też wyciągnęły. Byłem zażenowany przekrzykiwaniem się.

 

IMG_6219.JPGBiedaczek. A teraz serio: protesty przeważnie organizuje się w dni wolne i robi się to właśnie po to, by uczestniczące w nich osoby nie miały problemu, żeby iść i krzyczeć. Nie oznacza to, że uczestnictwo w nich jest mniej warte niż uczestnictwo w akcjach protestacyjnych innego rodzaju. Nie jest też oznaką hipokryzji. I zanim zacznie się stękać o chodzeniu na łatwiznę i gorączkowo zastanawiać się, czy mówi się „linia najmniejszego oporu”, czy „najmniejsza linia oporu”, może warto rozważyć następującą kwestię:
Jak powszechnie wiadomo, balansowanie węgorzem na nosie jest trudne, co widać na załączonej rycinie. Autor — choćby tonem swej wypowiedzi — sugeruje z kolei, że jeśli coś nie jest trudne, to się nie liczy, a w każdym razie liczy się mniej. Czy w takim razie umieszczenie sobie na nosie węgorza automatycznie podnosi rangę wykonywanej czynności?
Tak, sprowadzam to do absurdu. Wbrew pozorom nie czynię tego jednak wyłącznie dlatego, że zawsze chciałam wykorzystać argumentum ad anguillam. Chodzi mi przede wszystkim o to, że gest niewymagający poświęcenia nie jest automatycznie gestem nieważnym. Każdy robi tyle, ile może i ile uważa za stosowne. I to też się liczy.

Obie mają wyższe wykształcenie, są kobietami sukcesu,

Proszę natychmiast przeprosić pana autora za niebycie niepiśmienną robotnicą. To, że poziom alfabetyzacji w Polsce wynosi 99,6% nie stanowi usprawiedliwienia.

świadomymi wielu rzeczy, kontestują rząd, w wolnych chwilach wkurzają się na niesprawiedliwości, o których czytają w „Wysokich Obcasach” (ironia 1).

Dziękujemy, że nam szanowny pan wytłumaczył w nawiasie. Inaczej mogłybyśmy nie załapać.

Chcę teraz napisać coś wyraźnie

 Proponuję wyboldować. (ironia 1 i ¾)

jeśli dwie dziewczyny, trendsetterki internetowego feminizmu (walczące głównie w dysputach ze znajomymi – ironia 2) nie chcą rezygnować z zysku w jeden dzień w roku (dla idei, o której ciągle rozprawiają),

 Nie wiem, jak szanowny pan autor, ale ja uważam, że aby szerzyć idee, które uznaje się za słuszne, nie trzeba od razu lecieć do telewizji (ani do Wysokich Obcasów, jeśli już przy tym jesteśmy). Można, a wręcz dobrze jest zacząć od ludzi wokół siebie.

jeśli nie rozumieją, że właśnie chodzi o to, żeby takich kolesi jak ja wyprowadzić ze strefy komfortu (brakiem świadczonych usług),

 Niespodzianka, szanowny panie: tu nie chodzi o pana i pańską strefę komfortu. Tu chodzi o kobiety i ich prawo do decydowania o własnym ciele.

 to nie będą potem miały moralnego prawa wchodzić w kolejne dysputy o aborcji i chu***ci rządów PiS-u ani chu***ci narodu kupionego za 500+, bo same robią dokładnie to samo.

 Po pierwsze: nie będziesz, chujku gwiazdkowany, mówić kobietom, do czego mają moralne prawo, a do czego nie. Być może będzie to dla ciebie zaskoczeniem, ale nie ty o tym decydujesz. I przestańcie nam wszyscy wymachiwać przed nosem tą swoją moralnością, z której zawsze wynika tyle i tylko tyle, że to wy wiecie lepiej, co dla nas dobre.
Po drugie: co to znaczy „to samo”? Kupują naród za 500+? Z tekstu to nie wynika.

Albo wyjdą wszystkie i zadziwią facetów, że kraj przestał działać, albo to nie ma sensu.

 Powtórzę: w tej akcji nie chodzi o to, żeby zadziwić facetów. Naprawdę nie wszystko kręci się wokół pana i kolesi takich jak pan.

I skoro takie dziewczyny nie wychodzą ze swoich przytulnych gabinetów, to trudno podejrzewać, że kasy opuszczą panie z Biedronek, które mogą za to stracić pracę (a jak wyjdą, to będą bohaterkami).

 Kilka osób pisało o tym, dlaczego nierealnym jest, by stanowiska pracy opuściły wszystkie kobiety. Polecam tekst Joanny Filipczak-Zaród. Te kobiety, które tego nie zrobią, mogą na różne sposoby zamanifestować swoje poparcie dla idei protestu, co przyczyni się do większej jego widoczności. Zresztą, jak wiemy z początku listu, najbliższa osoba wcale go sobie nie odpuszcza, lecz zamierza się do niego przyłączyć w takim zakresie, w jakim uznaje to za możliwe. Ale to dla autora za mało. Pewnie, zawsze będzie za mało, jeśli samemu nie trzeba się angażować.

 Życzę powodzenia w proteście, ale widzę, że w tych czasach, gdzie jednodniowy zarobek powoduje ból dupy, nie ma chyba miejsca na ideologiczne zrywy.

 Po pierwsze, określanie cudzych problemów mianem bólu dupy jest słabe. Po drugie, cały ten tekst wygląda na efekt sprzeczki z najbliższą osobą. Być może lepiej byłoby tego konfliktu nie wywlekać na łamy prasy. Po trzecie, nie nazwałabym tego zrywem ideologicznym. Tu nie chodzi o abstrakcyjne idee. Chodzi o nasze życie.

 

Dżizas, co za dramatyczne zakończenie. Ale jest to tekst pisany na szybko i we wzburzeniu. Znowu bowiem jakiś facet zapragnął nam wytłumaczyć, co robimy źle i co powinnyśmy zrobić. Mam tego dość. Dziękuję za uwagę.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dobre rady

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s