Czarny poniedziałek

Na stanowisku pracy nie zamierzam się tego dnia stawiać, ale mimo to wstaję o siódmej. Pogoda paskudna. Zastanawiam się, czy ser jest lekkostrawny, bo w zaleceniach dla krwiodawców piszą coś o lekkostrawnym posiłku. Ostatecznie uznaję, że pies drapał naturę sera, bo co, JA nie strawię? Ubieram* czarną bluzę w czarne koty (nie jest przeciwdeszczowa, ale przynajmniej ma kaptur. Nie jest też całkiem sucha, bo wyprałam ją poprzedniego wieczoru, ale uznaję, że skoro mundur najlepiej schnie na żołnierzu, to bluza na strajk kobiet równie dobrze wyschnie na kobiecie), relatywnie ciemne dżinsy i płaskie czarne buty za kostkę. Buty są ważne. Muszą być wygodne, nieprzemakalne, nie za lekkie i nie za ciepłe. Te są już stare i mają w środku podartą futrówkę, ale poza tym wszystko się zgadza. Do torby (czarnej) pakuję aparat (czarny), czytnik (czarny), żeby się nie nudzić w poczekalni w centrum krwiodawstwa, telefon (czarny, ale z ciemnoniebieskim nadrukiem na ochronnej gumowej nakładce) i kajecik (fioletowy, nie można mieć wszystkiego) na wypadek, gdybym poczuła potrzebę spisywania wrażeń na bieżąco. Potem nie odczuwam.

img_6290
Niewielki wyjątek je precla

W tramwaju dominuje czerń. Podobnie w poczekalni w RCKiK, gdzie spędzam upojne dwie godziny, myśląc o tym, że miałam kiedyś taki plan, żeby wziąć urlop na żądanie i odbyć dzień z życia emerytki, i oto mam — pochmurny poranek w poczekalni ośrodka zdrowia. Ostatecznie dowiaduję się, że moja krew chwilowo się nie nadaje. Za dużo leukocytów. Zwolnienie dostaję na cztery godziny, ale w pracy pozwalają mi drugie pół dniówki odrobić w późniejszym terminie. Ja i moja zła krew wsiadamy zatem do tramwaju numer 22 i jedziemy strajkować dalej. Pod Mangghą tłumek nieimponujący, za to — z niewielkimi wyjątkami — czarny. Słucham przemówień, robię zdjęcia.

Potem jadę na Dolnych Młynów robić transparenty. W drzwiach Strefy wita mnie i jeszcze kilka przyodzianych w czerń dziewczyn moja obdarzona instynktem organizatorskim koleżanka Agata, która tymczasem zdążyła zorganizować plac robót, choć zakładała, że nie będzie się wychylać, tylko po prostu przyjdzie i pouczestniczy. Robię zdjęcia, maluję z nieznaną mi wcześniej dziewczyną imieniem Ola transparent (złotaimg_6336 farba na czarnym tle, brystol wzmocniony kartonem, nieprzemakalność uzyskana za pomocą przezroczystej taśmy). Czuję radość ze wspólnego działania i inne takie rzeczy, które przez wiele lat ze względu na niechęć do tłumów wydawały mi się mocno podejrzane. Idziemy potem razem coś zjeść i na Rynek Dębnicki. Dwie dziewczyny, trzy transparenty — myślę o tym, że jakiś pomysłowy zygotarianin może zrobić nam zdjęcie, a potem twierdzić w internecie, że oto prawdziwe oblicze marszu.

img_6384Na Rynku Dębnickim, gdzie protestujący stoją między straganami o asortymencie owocowo-warzywnym, rozdzielamy się. Zostaję sama w tłumie i czuję się trochę zagubiona. Wypatruję znajomych twarzy i przez chwilę wydaje mi się, że kogoś widzę, ale to tylko znany bloger w charakterystycznych okularach, którego nawet nieszczególnie często czytam. Jest mi zimno, bluzę mam mokrą. w końcu udaje mi się wypatrzeć skrytą pod kraciastym parasolem Kasię. Idziemy razem aż na Rynek Główny, a jej doświadczenie w materii protestów i demonstracji pozwala nam zoptymalizować nasz przemarsz. W międzyczasie zaczynam żałować, że swój transparent zainstalowałam na drewnianym kiju. Ciężki jak diabli. Tuż przed końcem marszu taśma puszcza. Zamierzam wyrzucić kij, ale jakoś tego nie robię, dlatego stukam nim potem w ziemię w rytm skandowanych słów. I tak, znów mnie to wszystko w podejrzany sposób porywa, znów czuję tę łączność z tłumem, czuję, że jest moc. I stojąc tam i skandując wierzę, że nam się uda i że to wszystko dobrze się skończy.

*A tak, ubieram, zakładać to sobie możecie we Warszawie, czy gdzie tam.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Czarny poniedziałek

  1. Na codzień ubieram się na czarno, więc mało kto uznałby to za protest, a poza tym tu w Indiach, gdzie chwilowo pobywam, czarny kolor ma zupełnie inne konotacje. Raczej powinnam się przyłączyć do Gangu Różowego Sari – ruchu kobiet, który ostatnio namieszał w tradycyjnym hinduskim społeczeństwie. Dzięki za wpis, przynajmniej tak mogłam poczuć atmosferę protestu.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s