O czym śnią lemury?

Znanym i regularnie powtarzanym w kontekście podobnych tekstów stwierdzeniem jest, że nikogo nie interesują cudze sny. Nie szkodzi*. Moje sny uważam za niezwykle wręcz ciekawe, dlatego też zamierzam się nimi z wami podzielić niezależnie od wyroków mądrości ludowej.

Do rzeczy zatem — przed wami jedenaście niepublikowanych na fanpejdżu ani na blogu snów lemura z ostatniej dekady.

  1. Jestem chirurżką zatrudnioną w Szpitalu na Peryferiach. Mam operować pacjentkę, są jednak dwa problemy: po pierwsze, nie mam pojęcia, jak operuje się ludzi, a po drugie, wszyscy łącznie ze mną mówią po czesku, a ja nie znam czeskiego. Na szczęście szybko znajduje się rozwiązanie. W sprawie operacji dzwonię do ojca, żeby powiedział mi, co mam robić, a w kwestii czeskiego zdaję się na Janusza Szydłowskiego, który czyta treść wszystkich konwersacji.
  2. Jestem młodym faraonem mieszkającym w domu mojej babci. Tracę przytomność w przedpokoju. Cucą mnie kapłani i proponują mumifikację już teraz, na zapas.
  3. Opalam się nago nad Stawem Płaszowskim. Nagle dostrzegam zbliżającą się pielgrzymkę, więc owijam się ręcznikiem. Jakiś facet podchodzi do brzegu i rozstępuje wody. Ludzie zaczynają przechodzić, a ksiądz mówi, że to nielicencjonowany cud, więc on nie może z niego skorzystać, i postanawia iść naokoło.

    israels_escape_from_egypt
    Rysunek poglądowy. Staw Płaszowski jest mniejszy, a facet był normalnie w dżinsy ubrany, ale rozumiecie, o co chodzi.
  4. Pewien mężczyzna ma zatargi z Duchem Świętym, więc postanawia złapać go, gdy ten będzie pod postacią gołębicy, i przerobić na rosół. Koledzy mówią mu jednak „Coś ty, głupi?! To nie jest zwykły gołąb. Jak rosół będzie się gotował, to Duch Święty ucieknie z garnka razem z parą, i tyle z tego będzie”.
  5. Muszę pojechać do Kielc wymienić złotówki na korony kieleckie, a potem do Stalowej Woli kupić coś za te korony w sklepie koło mojej babci. Ze Stalowej ma mnie odwieźć do domu Korwin-Mikke. Mówię, że w takim razie już wrócę pekaesem, ale rodzina na mnie wsiada, że jak to tak, pan Januszek się obrazi, a poza tym wiozę kota. Faktycznie mam w torbie kota, śpi w bocznej kieszeni i mruczy. Potem kot wychodzi z kieszeni i zaczyna uciekać, a pan Januszek zaczyna się niecierpliwić.
  6. Zaskrońce nie nazywają się zaskrońce, lecz leonardy.
  7. Odkrywam jakąś wadę zakupionych wraz z bratem fliz i chcę mu o tym napisać na skajpie, ale przypadkiem zamiast do niego piszę do Jacka Dehnela. Przepraszam, bo co pisarza obchodzą flizy jakiejś obcej baby, a on mi na to, że nie szkodzi, i żebym za pół godziny zgarnęła go ze Starowiślnej, to pojedzie ze mną te flizy wymienić. Wsiadamy z bratem do jego fiesty i ruszamy. Na miejscu Dehnel czeka na nas niezwykle podniecony wyprawą. W aucie prowadzimy interesującą dyskusję na temat muzyki z radia, literatury i związków. Niestety budzę się na moście Powstańców Śląskich.
  8. Nakręcono oparty na faktach film o parze gejów, którzy zajmowali się tłumaczeniem konferencyjnym i muzyką rozrywkową. Jeździli po świecie, koncertowali, robili symultanki, kłócili się i godzili, bo temperatura uczuć w tym związku przeważnie była bliska wrzenia. Przy okazji wymyślili też normy, jakie musi spełniać miejsce pracy tłumacza konferencyjnego (wielkość i umiejscowienie kabiny, jakość sprzętu, etc.), i przeforsowali ich przestrzeganie na całym świecie. W rolę jednego z nich wcielił się aktor grający Ridge’a Forrestera, a w rolę drugiego ten, który grał Starsky’ego w „Starskym i Hutchu” (obydwaj młodsi niż obecnie).
  9. Jadę czwórką na Bieżanów.**
  10. Jestem wojowniczką azjatyckiego plemienia koczowniczego. Razem z pewnym krakowskim kognitywistą i cyklistą, z którym miałam kiedyś zajęcia na studiach, trzema innymi członkami plemienia i psem idziemy przez step napaść na klasztor celem kradzieży kóz. Mnisi zauważają nas jednak i czterech z nich staje z nami do walki. Uzbrojeni są w pałki. Pies rzuca się do gardła kolejno mnichowi i kozie. Bardziej żal mi kozy. Potem mi z tego powodu głupio.
  11. Janeczka i Pawełek z książek Chmielewskiej tropią zbrodniarzy we współpracy z SS-Standartenfuhrerem Stirlitzem. Gdy mają poznać jego brata, doktora Stirlitza, dzwoni budzik.

Mam nadzieję, że podzielacie moje zdanie w kwestii ciekawości moich snów. Oddalam się tymczasem wyprodukować kolejne.

 

* Zresztą lajki na moim fejsie mówią co innego. Podobno nastąpił jakiś zmierzch lajka i teraz wszyscy zginiemy, ale to chyba nie o lajki pod statusami, zwłaszcza na prywatnym profilu, chodziło. Tak wam tylko mówię, żebyście widzieli, że się interesuję i jestem na bieżąco.

**To jest najbardziej nieprawdopodobna i szokująca część tego snu, więc w tekście głównym nie będę pisać nic więcej. Ciąg dalszy jest taki, że wysiadam, kluczę po osiedlu, wchodzę do kiosku i kupuję gumki do mazania. Obsługuje mnie Sylwia Chutnik.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s