Rozczarowania

Czasem, pogrążeni w kontemplacji dobra i piękna, nie mówiąc już o prawdzie, skupieni na pozytywnym myśleniu i odkrywaniu jasnych stron życia, zapominamy o codziennych drobnych rozczarowaniach. Jednak one także stanowią część naszej egzystencji. Czy można przechodzić obok nich obojętnie? Wystarczy przecież zatrzymać się na chwilę i zastanowić, by zauważyć je, odkryć w sobie i w otoczeniu. Co też uczyniłam.Czytaj dalej »

Reklamy

Warstwy

Chyba straciłam tę wspaniałą zdolność do bezwstydnego, pozbawionego poczucia winy nierobienia niczego pożytecznego. Sytuacja wygląda tak, że wczoraj pracowałam długo i bez entuzjazmu, ale za to skutecznie. Klient dostał swoje pliki, ja dostałam swój święty spokój. Dziś rano zasiadłam do pracy etatowej i okazało się, że nikt nie chce ode mnie absolutnie nic. Bywają i takie dni. W związku z powyższym większość czasu spędziłam, słuchając na YouTubie wywiadów z Marlonem Jamesem i grając w różne odmiany gier w usuwanie kulek z planszy, jak również w jedną w usuwanie kwadratów z tejże. Równocześnie odczuwałam poczucie winy, że nie robię nic konkretnego oraz poczucie winy, że odczuwam poczucie winy, że nie robię nic konkretnego.Czytaj dalej »

Śnieg

We Warszawie śnieg spadł już parę dni temu, o czym dowiedziałam się z Facebooka. Jak zawsze. pomyślałam wtedy, że nie powinno mnie to obchodzić, bo Warszawa jest daleko, w krainie płaskiej, jakby kto przejechał walcem (równiny zawsze wydawały mi się podejrzane). Ale wiadomo nie od dziś, że wszystko, co we Warszawie, wcześniej czy później przywleczone zostanie do Krakowa. Śnieg też.Czytaj dalej »

Wszystko przemija

Od rana szukam ilustracji do mojego snu, był to bowiem sen w formie książki dla młodzieży. Starej, na pożółkłym papierze, jak te wszystkie Siesickie ze szkolnej biblioteki. Jestem pewna, że gdzieś już widziałam jeśli nie konkretny rysunek, to przynajmniej tę kreskę.Czytaj dalej »

O tym, jak świętując drugą rocznicę założenia bloga, dostałam w mordę Polską

2lataWczoraj ten blog skończył dwa lata. Jest na nim sto dwadzieścia notek, ładna okrągła liczba, wychodzi średnio pięć na miesiąc. Stan faktyczny jest taki, że od dwóch do siedmiu, to już jak się ułoży. Bywa na przykład tak, że nie ma czasu, bo są zlecenia i każde zdanie kończy się ctrl+enter, albo tak, że czasu są całe oceany, lecz są to Oceany Spokojne, których łagodne fale kołyszą mnie do kolejnych drzemek. A niekiedy z kolei nic mnie do drzemki ukołysać nie jest w stanie, bo przychodzą jacyś i mnie zaczynają wyprowadzać z równowagi swoim głupim gadaniem lub głupim knowaniem, więc piszę, bo to mi najlepiej wychodzi w tym zdenerwowaniu, słowa same się pchają na zewnątrz, przez uszy gotowe byłyby mi fontanną wytrysnąć i przez nos, gdybym ich strumieni nie skierowała na ekran. Są i momenty, kiedy piszę, bo piszę, kiedy wszystko jest w sam raz i mogę opowiedzieć wam, jak się przebrać za Fridę Kahlo, albo o tym, że mój ojciec nie zostanie papieżem.Czytaj dalej »

Przeczytane w październiku 2016

Ponieważ październik uprzejmy był wreszcie minąć, pora na „przeczytane”. Wiem, że nie jest to wasz ulubiony typ notek, ale piszę je chyba bardziej dla siebie niż z jakichkolwiek innych powodów. Nie pozwalają mi zarzucić pisania, nawet jeśli w drugiej połowie miesiąca dopada mnie zniechęcenie. Poza tym polubiłam prowadzenie listy przeczytanych książek, choć nie jestem miłośniczką list. Na zakupy bardzo rzadko chodzę z kartką, a gdy raz zażądał takiej kartki Mateusz, otrzymał dzieło następującej treści:

  • Rzeczy na zupę
  • Majonez
  • Picie

Czytaj dalej »