Warstwy

Chyba straciłam tę wspaniałą zdolność do bezwstydnego, pozbawionego poczucia winy nierobienia niczego pożytecznego. Sytuacja wygląda tak, że wczoraj pracowałam długo i bez entuzjazmu, ale za to skutecznie. Klient dostał swoje pliki, ja dostałam swój święty spokój. Dziś rano zasiadłam do pracy etatowej i okazało się, że nikt nie chce ode mnie absolutnie nic. Bywają i takie dni. W związku z powyższym większość czasu spędziłam, słuchając na YouTubie wywiadów z Marlonem Jamesem i grając w różne odmiany gier w usuwanie kulek z planszy, jak również w jedną w usuwanie kwadratów z tejże. Równocześnie odczuwałam poczucie winy, że nie robię nic konkretnego oraz poczucie winy, że odczuwam poczucie winy, że nie robię nic konkretnego.

Takie są konsekwencje sprzeciwiania się poglądowi, jakoby produktywność i samorozwój były kluczowymi powinnościami współczesnego człowieka przy jednoczesnej na ten pogląd nieustannej niemal ekspozycji. Nie zrozumcie mnie źle. Nie uważam, by produktywności i samorozwoju należało za wszelką cenę unikać. Nie należy po prostu się na nich fiksować i myśleć o nich o każdej porze dnia i nocy. Trzeba czasem odpocząć, ponudzić się, porobić coś bezsensownego. Nie dlatego, że tak jest zdrowo, że regeneracja pozwala na późniejsze zwiększenie wydajności, czy że plucie i łapanie poprawia koordynację ręka-oko. Dlatego, że, po pierwsze, wieczne myślenie o tym, że nie robi się czegoś wystarczająco dobrze, szkodzi na samopoczucie, a po drugie, robienie wszystkiego — łącznie z wypoczynkiem — w trybie zadaniowym jest na dłuższą metę niemożliwe*. Poza tym nigdy nie będzie się robić wszystkiego wystarczająco dobrze. Ja na przykład nigdy nie nauczę się porządnie pluć i łapać, bo lateralizacja skrzyżowana i ogólna ciamajdowatość.

W każdym razie moje poczucie winy dotyczyło głównie tego, że nie piszę notki, a mogłabym. Miałam nawet wcześniej kilka pomysłów, ale nie mogłam sobie przypomnieć żadnego z nich. Oprócz tego dotyczącego moich zastrzeżeń do przekładu „Krótkiej historii siedmiu zabójstw”** (stąd słuchanie wywiadów z autorem), ale to nie jest pomysł, który można by zrealizować ot tak, z głowy. Nad tym muszę posiedzieć***.

Miałam oczywiście w związku z tym świadomość, że moje działanie nie jest bezsensowne, a wręcz przeciwnie, stanowi w zasadzie research, który sam w sobie jest chwalebny. Mogłabym wszak w tym czasie oglądać filmiki o dziesięciu aktorach, którzy <wstaw dowolne>, albo o fanowskich teoriach dotyczących Pokemonów****. Ale z mózgiem tak łatwo nie wygrasz. Mój zaś uparł się, że co to za działanie, skoro ani się nie przykrzy, ani nie

urban-meadow-onion_900
Źródło

męczy, a w dodatku pozwala na jednoczesne usuwanie kolorowych kółek z planszy. Wszak żeby się liczyło, to się trzeba narobić. Tak mam wpojone, wdrukowane, i łatwo tego nie wyplewię.

Co nie znaczy, że nie będę próbować. Ale wtedy mój mózg pewnie wymyśli coś innego. Bo, zwłaszcza w listopadzie, poczucie winy i inne jego knowania są jak cebula. Mają warstwy.

 

*No chyba że jest się moim ojcem. Mój ojciec albo robi coś konkretnego, jak na przykład operowanie ludzi (a w przeszłości również myszy), robienie zdjęć, osobliwie na koncertach bluesowych, wchodzenie na góry, gotowanie, pisanie artykułów naukowych, pływanie w basenie z inżynierem Wojciechowskim, granie w tenisa z profesorem Silnym, etc., albo śpi. Nie obserwuje się u niego stanów pośrednich, takich jak snucie się, zaleganie, polegiwanie, prokrastynacja, marudzenie.

**Spoiler: zabójstw jest więcej niż siedem, a mój czytnik twierdzi, że rzecz ma 570 stron. Autor wygląda mi w związku z tym na osobę, która, poproszona o kupienie kilku ziemniaków na obiad, wraca z trzykilowym workiem.

***Warto w tym miejscu zaznaczyć, że niespecjalnie interesują mnie aktorzy i pokemony. Ale fanowskie teorie i dziwne rzeczy, które robią ludzie, już tak.

****Trzymajcie kciuki, żebym po wysiedzeniu wszystkiego, co jest do wysiedzenia, nie poczuła znudzenia tematem, jak to czasem bywa. W momencie, kiedy kończę zgłębianie zagadnienia, mija mi ochota, żeby mieć z rzeczonym zagadnieniem dłużej do czynienia, w związku z czym wnioski zachowuję dla siebie. Potwornie denerwująca przypadłość i jeden z licznych powodów, dla których nie nadaję się do pracy naukowej.

Personalia niektórych osób zostały zmienione, chociaż co do zasady w uprawianiu sportów z moim ojcem nie ma nic wstydliwego.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Warstwy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s