Nieprzeczytane w 2015

Mniej-więcej tok temu zapytałam na fanpejdżu, czy taka notka spotkałaby się z waszym entuzjazmem. Odpowiedzi były może nieszczególnie liczne, ale twierdzące. Po czym notka nie powstała. Nie dlatego ,że o niej zapomniałam. Dlatego, że lista liczyła wówczas trzydzieści dwie pozycje, co uznałam za liczbę nieco zbyt dużą. W roku 2016 udało mi się tę listę odchudzić o ponad połowę. Oto, co pozostało:

  1. „Chłopaki Anansiego” Neila Gaimana, które to dzieło porzuciłam po kilkudziesięciu stronach, gdyż zażenowanie bohatera udzielało mi się do tego stopnia, że czułam wręcz fizyczny dyskomfort. Ja nie mogę takich rzeczy, to mi źle robi na głowę i na całego lemura. Zazwyczaj nieszczególnie żałuję bohaterów: można ich okradać, oszukiwać, mordować, łamać im serca i kończyny, co kto chce. Byle nie wprawiał ich w zażenowanie, bo wtedy cierpię z nimi. A po co mam cierpieć, skoro mogę nie?
  2. „Kraken” Chiny Miéville’a, w którym żadne zażenowanie nie zdążyło mnie dopaść, gdyż nie zdążyło mnie dopaść w ogóle nic. Zabierałam się do tej książki i zabierałam, przeczytałam chyba nawet ze dwie strony, ale nic z tego nie wyszło, bo po lekturze „Żelaznej rady” byłam już uprzedzona do autora. Nie chodzi o to, że była to książka zła czy nudna. Nie była nudna. Po prostu fabuła nie potrafiła zacząć mnie obchodzić. W związku z czym z fabułą „Krakena” nie musiałam nawet się zapoznawać, bo i bez tego mnie nie obchodziła.
  3. „Kraina Chichów” Jonatana Carolla, która nie zniechęciła mnie do siebie w żaden sposób. Po prostu tuż po zakupie przestałam mieć ochotę ją czytać. Kiedyś pewnie w końcu się za nią wezmę, bo mętnie pamiętam, że w gimnazjum przez chwilę lubiłam Carolla, a potem mi się odwidział. Z drugiej strony, w gimnazjum lubiłam też Pilipiuka.
  4. „Opowiedz, jak tam żyjecie” Agathy Christie — koleżanka zachwalała, więc sobie zanotowałam. Kilka miesięcy później miałam fazę na agatki, ale skupiłam się na pannie Marple, a potem faza mi przeszła. Przeglądam teraz jednak recenzje i nie wykluczam, że wkrótce sięgnę po tę pozycję.
  5. „Znaczy kapitan” i
  6. „Złodziejka książek” — zostały wpisane na listę do przeczytania w okresie, gdy ambitnie postanowiłam zrobić dalekosiężne plany i zanotować wszystko, co kiedyś ewentualnie mogłabym chcieć przeczytać. W moim przypadku to zły pomysł, bo zamiast realizować takie plany, i tak czytam potem to, na co akurat mnie najdzie albo co mam pod ręką. Dlatego teraz już nie wymyślam na siłę, tylko zapisuję to, na co wiem, że może mnie najść.
  7. „Głosy Pamano” — dostałam kiedyś w prezencie i wiem, że kiedyś przeczytam, ale ten moment jeszcze nie nadszedł. Nie wiem, czemu, po prostu nie.
  8. „Fototapeta” Michała Witkowskiego — przeczytałam kawałek i uznałam dalszą lekturę za bezcelową, była bowiem przede wszystkim męcząca i kojarzyła się ze słowem „dziamganie”. Nie mam cierpliwości do Michaśki w wersji marudnej, przykro mi.
  9. „Następny do raju” Hłaski — pojawiła się na liście razem z „Wilkiem” tegoż. „Wilka” przeczytałam, wzruszyłam się przy scenie malowania portretu Stalina, po czym jakoś zupełnie przestałam o Hłasce myśleć i nie myślałam o nim chyba aż do dzisiaj.
  10. „Widma” Orbitowskiego, które kupiłam razem z innymi utworami autora, ale zanim do nich dotarłam (choć nie leciałam alfabetycznie), to mi się Orbitowski odwidział i wracać do niego póki co nie mam zamiaru. Zdaje mi się zresztą, że początek nawet czytałam i że to wtedy nastąpiło odwidzenie, ale upierać się przy tym nie będę.
  11. „Wampir” Reymonta, pozyskany głównie dlatego, że Reymonta akurat o powieść grozy nie podejrzewałam. Tylko że potem jakoś zapomniałam przeczytać.
  12. „Chłopi” tegoż. Cały czas próbuję ich czytać, ale w kółko pojawiają się jakieś bardziej w danej chwili interesujące rzeczy. Cóż, ostatecznie „Ziemia obiecana” też mi nie szła, a w końcu coś mi się odmieniło i zaczęła.
  13. „Thorn” Kominka. Tu powód jest prosty: zanim miałam możliwość kupić (bo w międzyczasie był urlop, a potem ranki i wieczory we łzach i trwodze czekałam na przelew), kula śmiechula zdążyła się przetoczyć, więc ostatecznie zrezygnowałam. Niby ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, ale chyba nie w tym przypadku.
  14. „Lśnienie” Kinga, z którym mam taki problem, że doskonale wiem, o czym jest i co tam się dzieje, choć nie widziałam nawet filmu na podstawie, w związku z czym zupełnie nie mam ochoty go czytać. Zagadką pozostaje dla mnie zatem tylko to, dlaczego w ogóle umieściłam je na swojej liście.
  15. „Fantastyczny atlas Polski”, który akurat chętnie bym przeczytała, gdyby był gdzieś dostępny, ale chyba nie jest. Możliwe, że gdy umieszczałam go na liście, był, ale ja miałam ważniejsze wydatki. Ot, drobna tragedia dnia codziennego.

A wy czego nie przeczytaliście w 2015 czy którymkolwiek innym roku i jakie były tego powody? Koniecznie dajcie znać w komentarzach i cierpliwie oczekujcie na Nieprzeczytane w 2016, które ukażą się już za rok, o ile nie wyczytam wszystkiego wcześniej*.

*Co nie jest wykluczone, gdyż już w tej chwili jest ich zaledwie dziewiętnaście.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Nieprzeczytane w 2015

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s