Najgłupsze zjawisko na świecie i inne przygody

Ostatni tydzień upłynął mi pod znakiem braku jakichkolwiek przemyśleń nadających się do publikacji. Żeby była jasność: nie chodzi mi o brak przemyśleń nieinkrustowanych obficie wulgaryzmami, bo język mam giętki i potrafię potem w piśmie te wulgaryzmy odsiać, co czasem robię, a czasem nie, bo bywa, że dobrze oddają mój stan ducha, tylko o brak przemyśleń na tyle interesujących, by warto było zawracać nimi komukolwiek głowę. To wszystko przez katar, który zasługuje moim zdaniem na miano najgłupszego zjawiska na świecie.

W zasadzie powinien być problemem pierwszego świata. To byłoby przynajmniej sprawiedliwe społecznie. Można byłoby doszukiwać się w tym sensu. Katar jest jednak tak potwornie egalitarystyczny, że nawet i ten sens wyklucza. Sądzę, że nawet ci, którzy twierdzą, że cierpienie uszlachetnia, nie biorą pod uwagę cierpień kataralnych. Są one na to zbyt niedorzeczne. Równać się z nimi może wyłącznie czkawka, choć ona budzi przynajmniej w ludziach chęć pomocy: zjedz łyżkę cukru, wypij szybko szklankę wody, przestrasz się, rozluźnij mięśnie górnej połowy ciała — każdy zna jakieś remedium*. Na katar metody nie zna nikt. Trzeba go przetrwać i nie da się tego uczynić z godnością.

Choćby nie wiadomo jak się starać, i tak przyjdzie moment, w którym, aby nie utworzyć wokół siebie góry chusteczek, należałoby ulokować się bezpośrednio przy koszu na śmieci i nie oddalać się stamtąd na krok. Choćby się było mistrzynią makijażu, pielęgnacji i zapobiegania kryzysom wizerunkowym, nie uniknie się wyglądu nasuwającego skojarzenia z reniferem Rudolfem. Choćby się było istotą najsubtelniejszą z subtelnych, romantycznie spoczywającą w wielkim łożu pełnym koronkowej pościeli, nie ucieknie się od donośnego chrapania. A jeśli jest się lemurem, na bank obsmarka się sobie okulary. Nie zdejmując ich z nosa**.

Poza katarem, który, choć niezwykle absorbujący, nie był moim jedynym zajęciem, oddawałam się hazardowi. Konkretnie: zdrapywałam zdrapki. Prawdopodobnie nie powinnam tego robić, jestem bowiem obciążona genetycznie. Jeden mój przodek przegrał w karty posag swojej siostry, a potem źle skończył. Szczegółów nie pamiętam, pozostaje mi więc mieć nadzieję, że moja mama dostarczy ich w komentarzu. Jedno, co mnie pociesza, to fakt, że nie mam siostry, a brat jest żonaty, co oznacza, że jego posag jest bezpieczny. W każdym razie dwa razy udało mi się nawet coś wygrać — raz pięć złotych, a raz dziesięć. Nie są to nieprzebrane bogactwa, nie tracę jednak nadziei.

15-01-2017_01-50-44a
Simka na skraju załamania nerwowego

Ponadto z większą niż zwykle intensywnością grałam w Simsy. Przyczyniły się do tego dwie rzeczy: 50% zniżki na dodatek Miejskie Życie (w którym, ku mojemu utrapieniu, nie wprowadzono wersalek ani nawet półkotapczanów) oraz darmowa aktualizacja wprowadzająca dzieci w wieku poniemowlęcym, do tej pory w grze nieobecne, wobec czego od noworodka przechodziło się wprost do ucznia podstawówki. Trochę mnie wobec tego zirytowała własna zwłoka z kupnem dodatku, lubię bowiem nowości odkrywać po kolei, postanowiłam jednak nie rozpaczać, tylko zrobić dziecko dopiero co stworzonej miejskiej rodzinie, złożonej z młodej lewicowej polityczki Katarzyny i jej zatrudnionego w social mediach męża Jerzego. Pomysł ten z pewnością urozmaicił mi grę, zaś moich simów, usiłujących łączyć rozwój kariery zawodowej z partnerskim wychowywaniem dzieciątka, doprowadził na skraj załamania nerwowego. Doszło do tego, że pewnego dnia Katarzyna, całkowicie wbrew moim intencjom, zamiast zjeść przy stole, wstała, zjechała na dół windą i z talerzem w ręce zaczęła się zdecydowanym krokiem oddalać w nieznanym kierunku, zupełnie ignorując goniące ją w samym pampersie dziecko. Sytuację rozwiązałam w ten sposób, że dziecku nakazałam wrócić i usiąść na nocniku, to bowiem zawsze absorbowało je na dłuższą chwilę, a matkę zamierzałam w jakiś sposób rozerwać, lecz ledwo dotarła do domu, zemdlała z wycieńczenia.15-01-2017_01-53-45

Nie, żeby ojciec miał dużo lepiej. W dniu, w którym przypadała jego kolej na opiekę i żałosne próby pracy zdalnej, na klatce schodowej umarła sąsiadka. Dziecko oczywiście popędziło popatrzeć i napatoczyło się na Mrocznego Kosiarza, który przyszedł po jej duszę. I tu nastąpił prawdziwy dramat: Mroczny Kosiarz nie zainteresował się próbą pokazania mu zabawki. Płaczom i histeriom nie było końca.

To wszystko nie przeszkodziło mi jednak zrobić tej parze kolejnego dziecka. Tym razem jednak poważnie biorę pod uwagę urlop wychowawczy. I próbę skłonienia sąsiadów, by może jednak umierali gdzie indziej.

*To ostatnie czasem u mnie działa.

**W zasadzie powinnam dopisać to do listy swoich supermocy.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Najgłupsze zjawisko na świecie i inne przygody

  1. Mój przodek córeczko skończył marnie przegrywając majątek (swój i swojej siostry) z powodu wielkiej nieszczęśliwej miłości, a nie z powodu kataru. Poza tym miał co przegrywać w przeciwieństwie do całej naszej rodziny razem wziętej. Co potwierdza teorię, że kto ma szczęście w grze, ten nie ma w miłości, a Ty przecież pozostajesz w szczęśliwym związku. Tak więc zdrapuj sobie zdrapuj, pewnie nic nie wygrasz, ale i fortuny nie stracisz.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s