Samotność w Szwecji, smutek w Skandynawii, frustracja wśród fiordów

 

Spokojna niedziela na Facebooku. Wtem: koleżanka wrzuca link, a intencje ma wyraźnie prześmiewcze. Mnie w takiej sytuacji długo namawiać nie trzeba, klikam natychmiast. Lolcontent istotnie zacny. Przyjrzyjmy mu się bliżej.

Już nigdy nie spojrzę na Szwecję tak, jak wcześniej. Film „Szwedzka teoria miłości” nie spodoba się orłom z korporacji

Już sam tytuł jest osobliwy, sprawia bowiem wrażenie, jakby autor żył do tej pory w przekonaniu, że kluczową wartością dla narodu szwedzkiego jest kinematografia nastawiona na odbiorcę będącego orłem z korporacji, czymkolwiek taki orzeł jest. A zresztą, może i żył. Ludzie miewają różne dziwne przekonania.

Naszym rodzicom – z Abbą. Pokoleniu dzisiejszych trzydziestolatków – przede wszystkim z Volvo i z Ikeą. Ale po najnowszym filmie Erika Gandiniego, Szwecja będzie nam się kojarzyła z samotnością i kompletnie nietrafioną próbą zaprojektowania idealnego społeczeństwa, dla którego dobrobyt i indywidualizm stały się największym przekleństwem.

Autor rozpoczyna swój artykuł taką oto śmiałą tezą. Nie bierze jednak pod uwagę jednej niezwykle istotnej kwestii: jako film niezawierający w sobie papieża, Borysa Szyca ani bohaterstwa Polaków w walce z przeważającymi siłami wroga, dzieło to ma marne szanse zyskania oglądalności tak dużej, by móc wpłynąć na postrzeganie świata przez ogół Polaków.

(…) Film, który niebawem wejdzie do polskich kin pokazuje, że zaspokojenie potrzeb materialnych nie zawsze zbliża nas do osiągnięcia szczęścia. Paradoksalnie, może oddalać nas od poczucia spełnienia.

Doprawdy rewolucyjna teza.

Polacy są dziś w zupełnie innym miejscu niż Szwedzi, dlatego film może być dla nas ostrzeżeniem.

Autorze! Skoro są w zupełnie innym miejscu (osobliwie po drugiej stronie Bałtyku), to chyba nie powinni mieć się czego obawiać, prawda? Bo skoro miejsce jest inne zupełnie, to znaczy, że nawet nie zmierzają w podobnym kierunku.

Rosnący, szczególnie w dużych miastach i kulturach korporacyjnych, indywidualizm, który oddala nas od tradycyjnych więzi rodzinnych, może mieć opłakane skutki.

Film może spodobać się widzom, którzy są w związkach.

Nie wiem, czy autor jest tego świadomy, ale bycie w związku nie jest tożsame z wyznawaniem tradycyjnych wartości rodzinnych.

Przerazi lub przynajmniej da do myślenia tym, którzy uważają się za niezależnych, „wolnych” singli – pędzących za karierą, oddalających moment założenia rodziny.

…ale za to zdążyli być w Tokio.
Poza tym: czemu uważają się, a nie po prostu są? Chyba łatwo jest określić, czy jest się singlem, czy też nie. Osobom, które mają z tym problem, polecam zadać sobie następujące pytanie: „Czy mam partnera?”. Odpowiedź przecząca oznacza singielstwo, odpowiedź twierdząca wręcz przeciwnie.

„Szwedzka teoria miłości” w bardzo poruszający, a momentami niezwykle chłodny sposób, pokazuje, do czego doprowadził pewien eksperyment sprzed lat. W imię pięknych haseł, takich jak „wolność jednostki” czy „prawdziwa miłość”, dokonała się zmiana, której brutalnych skutków doświadczają wszystkie pokolenia. Twórcy pokazują, że życie w Szwecji zostało sprowadzone do poziomu laboratoryjnych badań, gdzie nie ma miejsca na emocje czy pomyłkę.

Ten zagadkowy passus nie zostaje rozwinięty w dalszej części tekstu, nie wiemy zatem, czy wyrażanie emocji oraz mylenie się jest w Szwecji uznawane za przestępstwo lub wykroczenie. O brutalnych skutkach natomiast owszem, możemy to i owo przeczytać.

(…) Twórcy filmu pokazali ciemną stronę niezależności. Szwedki nie widzą potrzeby posiadania partnerów życiowych, dlatego są największą grupą wśród klientek banków nasienia. Nie chcą pracować na dwóch etatach – w biurze, a później w domu obsługując swojego męża.

To straszne! Zwłaszcza niechęć do obsługi męża.

I o ile ważne jest, aby propagować równościowe spojrzenie (między innymi w kwestii równouprawnienia kobiet i mężczyzn), przykład Szwecji pokazuje, do czego może doprowadzić radykalizm – również w tej dziedzinie.

I jeszcze ten złowrogi radykalizm prowadzący do tego, że znalezienie męża nie jest dla kobiety priorytetem. Prawdziwie brutalne!

Najbardziej poruszające jest jednak to, jak wygląda życie Szwedów na starość. Co czwarty mieszkaniec tego kraju umiera samotnie. Nader często zdarza się, że nikt nie zauważa braku danej osoby. Potrafią minąć długie tygodnie, a nawet lata, zanim ktoś dotrze do zwłok sąsiada wiszącego na linie tuż za ścianą.

To w końcu śmierć samobójcza czy ze starości? A jeśli to pierwsze, to czy autor postuluje wyższość samobójstwa w rodzinnym gronie nad samobójstwem popełnionym w samotności?

Nie ma potrzeby nawiązywania relacji, bo w państwie na wskroś opiekuńczym do interesowania się losem potrzebujących pomocy są odpowiednie instytucje.

Okropne! Instytucje państwowe działają i nie pozostawiają obywateli na pastwę losu! Prawdziwie brutalny to kraj.

Film jest ciekawy również z zupełnie innego powodu. Wielu z nas ma mylne wyobrażenie o urbanistyce tego kraju. Wydaje nam się, że wszyscy mieszkają tam w pięknych, drewnianych domkach z widokiem na fiordy.

…które jedzą im z ręki.

Planem zdjęciowym „Szwedzkiej teorii miłości” są w dużej mierze blokowiska i bardzo oldschoolowe mieszkania z „meblościanką”, które określilibyśmy jako „głęboki PRL”.

Szok, niedowierzanie i brutalność w pełnej krasie: w Szwecji mają bloki! A w tych blokach mieszkania, które nie wyglądają jak z katalogu Ikei.

(…) „Szwedzka teoria miłości” daje do myślenia i udowadnia, że zabezpieczenie swoich potrzeb, osiągnięcie dobrobytu, nie są tym, co czyni człowieka szczęśliwym. Do tego potrzebne są dwie rzeczy: problemy, które będziemy musieli pokonywać, oraz inni ludzie. Jeśli ich zabraknie, nasze życie może okazać się puste i bezcelowe.

Biedni Szwedzi: nie mają problemów, gdyż zostali ich brutalnie pozbawieni przez niecne eksperymenty naukowców społecznych.
Jak rozumiem, autor średnio raz w miesiącu wybija szybę we własnym oknie albo celowo psuje sobie lodówkę, by brak problemów nie sprawił, że jego życie stanie się puste i bezcelowe. Można i tak, ale czy nie lepiej zająć się czymś innym, na przykład zapisać do kółka zainteresowań?

Jedną z najważniejszych postaci, które wzięły udział w filmie, jest polski socjolog Zygmunt Bauman (zmarł na początku stycznia).

Brzmi to, jakby było to jego najważniejsze osiągnięcie.

Mówi on rzeczy, które są sprzeczne z najmodniejszymi w Polsce modelami drogi do osiągnięcia szczęścia.

A konkretnie z którym? Bo najmodniejsze obecnie jest, o ile wiem, hygge i — kontrastowo — opuszczanie strefy komfortu. Szalenie trudno mówić rzeczy sprzeczne z oboma jednocześnie.

Opuszczam dwa akapity, autor bowiem powraca do singli i ponawia swój apel, by Polska nie szła tą drogą. Nihil novi.

Państwo zapewnia Szwedom wszystko prócz umiejętności bycia z innymi ludźmi. Trudno wyobrazić sobie zmianę wartości, które są tak mocno zakorzenione w tym narodzie (niektórzy pewnie powiedzą o ich braku).

Autorze drogi, zdecydujże się! Mocno zakorzenione wartości czy brak wartości? Bo to jest różnica.

Na pewno warto jednak zadać sobie pytanie, czy droga, którą my podążamy, jest na pewno tą właściwą.

A na koniec trzeci żarliwy apel. To się robi nudne.

Podsumowując: problem Szwedów polega na braku problemów i mieszkaniu w blokach, a rodzina jest ważna i lepiej mieć jakąkolwiek, choćby i toksyczną, niż nie mieć żadnej, gdyż wtedy skazanym jest się na karierę w korporacji. Istotnie, wstrząsające, lecz chyba nie w sposób przewidziany przez autora.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s