Maigret i romantyczne krewetki

Pora wyjść z szafy, nie ma co dłużej odwlekać, wszak idealny moment i tak już minął. Muszę przekazać światu tę niewygodną prawdę o sobie: obchodzę walentynki. Niby mówi się, że a po co, a na co, przecież kochać się trzeba przez cały rok, a nie tylko od święta, ale to do mnie nie trafia. Tłumaczką też jestem przez cały rok, a w Międzynarodowy Dzień Tłumacza (30 września, proszę to sobie zapamiętać) oczekuję życzeń oraz hołdów. I na imię mam cały czas tak samo, co nie przeszkadza mi świętować imienin.  

Inna rzecz, że w przypadku walentynek nie jest to obchodzenie wystawne. Żadnych restauracji ani czerwonych stringów (po żadnej ze stron). Zazwyczaj zostajemy w domu, oglądamy jakiś film lub serial i konsumujemy owoce morza. Niby nic niezwykłego, wszak obcować tak z jednym, jak i z drugim czasem nam się zdarza, ale robienie obu tych rzeczy jednego dnia jest na tyle dla nas rzadkie, że spokojnie można podciągnąć je pod świętowanie.

maigret-maigretfeleseggel
Państwo Maigret. Chyba nie robią nic romantycznego.

W tym roku na strawę duchową wybraliśmy serial BBC Maigret. Zaproponowałam go ja, pochłaniam bowiem kryminały Simenona od połowy stycznia i jeszcze mi się to nie znudziło, Mateusz przystał zaś ochoczo. Obydwoje byliśmy ciekawi, czy będziemy potrafili oglądając Rowana Atkinsona nie myśleć o Jasiu Fasoli. Jak się okazało, nie było to trudne. Być może nie jest to wybór szczególnie romantyczny (choć w każdym z dwóch odcinkach przynajmniej raz jakieś dwie osoby całowały się ze sobą), ale my rzadko oglądamy produkcje o miłości. Są zwykle potwornie irytujące.

W ramach owoców morza spożyliśmy natomiast smażone na maśle krewetki z romantycznym sosem. Romantyzm jego zawarty jest w dwóch główkach czosnku i polega na tym, że można jeść go tylko z osobą, z którą pragnie się spędzić długie godziny, żadna inna bowiem nie wytrzyma czarownej woni otaczającej nas po jego spożyciu. Polecam gorąco i podaję przepis.

By zrobić romantyczny sos (dla dwóch osób na trzy dni, bo na walentynkach świat się nie kończy), należy zaopatrzyć się w 200 ml oliwy, dwie główki czosnku, spory pęczek pietruszki (albo nawet dwa) i pięć cytryn. Będąc w nastroju do poświęceń w imię miłości, natkę siekamy drobniutko, a czosnek wyciskamy lub przerabiamy na papkę przy użyciu noża (Mateusz opanował tę sztukę, mnie nigdy nie przyszło do głowy próbować). W każdych innych okolicznościach wrzucamy jedno i drugie do blendera i zalewamy oliwą, a rozdrobniwszy, zalewamy sokiem z pięciu cytryn. Następnie przelewamy do rondelka, stawiamy na małym ogniu i poddajemy obróbce termicznej aż nie zabulgoce. Podajemy na ciepło, niekoniecznie z krewetkami.

A wy? Świętujecie czy oświadczacie z godnością, że jest to obce waszej naturze, kulturze, tradycji i usposobieniu, a poza tym nie lubicie krewetek?

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Maigret i romantyczne krewetki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s