Zaprogramuj matce dom

Jedną z pierwszych rzeczy, które dane było mi ujrzeć dziś na fejsie był nowy spot MEN-u. Jak możecie się domyślić, nie jest to najlepszy możliwy początek wypełnionego tłumaczeniem i korektą dnia. Szlag mnie co prawda nie trafił, bo w ogóle nic mnie początkowo nie trafiło, gdyż mój mózg w pierwszej chwili zaklasyfikował dzieło jako telewizyjną reklamę środków czystości, jedną z tych, które w dawnych czasach wykorzystywało się na wyjście do toalety albo do kuchni i niby się ignorowało, lecz wkrótce okazywało się, że kwestie takie jak „A oto mama — Marzena Marecka. Marzena czyści co Marek namaże.” można cytować z pamięci, ale chyba powinien był.

Tu też mamy mamę, która czyści i dziecko płci męskiej, które co prawda nie maże, ale za to sprzątaniu przygląda się z bezpiecznych wyżyn kanapy. Nie, żeby się zaraz opierniczało, co to, to nie. Dziecko zajmuje się szlachetną i rozwijającą czynnością programowania, zdalnie uruchamiając radio, odkurzacz, ekspres do kawy, czajnik i chyba coś jeszcze. Proszone o wyjaśnienie, odpowiada pełnym wyższości tonem „Mamo, spokojnie. Zaprogramowałem ci inteligentne mieszkanie. Taki system, żebyś miała więcej czasu dla nas”.

„No i cóż takiego?” — zapytacie być może. — „Chłopiec wykorzystuje zdobyte w szkole umiejętności* w praktycznymi i szczytnym celu pomocy mamie. Godne to i sprawiedliwe”. Otóż wiele z tego. Pierwsze, co zwraca uwagę, to stereotypowe ujęcie ról płciowych. Kobieta jeździ na szmacie i zadaje niezbyt inteligentne pytania („Co tu się dzieje?”, „Co takiego?”), a chłopiec, czyli przyszły mężczyzna, zajmuje się pracą umysłową i udziela wyjaśnień w sposób, który każe podejrzewać, że jeśli z jego ust nie padają słowa „Nie zawracaj sobie tym swojej ślicznej główki”, to tylko dlatego, że do mamy tak mówić nie wypada.

Przechwytywanie

Ponadto w ostatniej scenie widzimy rodzinę skupioną nad książką: matka na siedzi na środku kanapy, po obu jej stronach dzieci. Znajdujący się za kanapą ojciec góruje nad resztą rodziny, co w symboliczny sposób ukazuje jego pozycję jako głowy domu, a także pozwala domniemywać, iż znalazł się tam niejako w przelocie, po drodze do innych, ważniejszych spraw (gdyby było inaczej, usiadłby na tyłku jak człowiek, a nie kucał za meblem). Co więcej, to chłopiec, nie jego siostra, wskazuje w książce coś najwyraźniej interesującego, podkreślając tym samym swoją spostrzegawczość i aktywne zdobywanie wiedzy.

Drugim ważnym elementem jest stosunek chłopca do obowiązków domowych. „Zaprogramowałem ci inteligentne mieszkanie.” — mówi wszak. Z użycia tego skromnego zaimka można śmiało wnioskować, że wszelkie zadania związane z domem, utrzymaniem w nim porządku, jego organizacją i funkcjonowaniem uważa za domenę matki, tak jakby sam nie korzystał z tego, że jest posprzątane, poprane i ugotowane. Albo inaczej: jakby korzystał, ale uważał, że zapewnienie mu tego jest jej wyłączną sprawą.

Można oczywiście argumentować, że niechęć do sprzątania jest u ucznia podstawówki naturalna, a jego przeświadczenie, że za do odpowiedzialni są rodzice, uzasadnione. Można również dodać, że różni mają różnie, że wielu rodzinom może taki podział obowiązków odpowiadać i co komu do tego. Tak jest w istocie. Rzecz w tym, że nie jest to scena z życia jakiejś rodziny, a spot Ministerstwa Edukacji Narodowej, a, jak wiadomo, celem oświaty jest nie tylko kształcenie, ale i wychowanie. Dlatego też rozpowszechnianie przez MEN takich treści uważam za niewłaściwe. Wzmacnia ono nie tylko opisaną tu postawę z kobietą w roli operatorki mopa i mężczyzną w roli mentora i innowatora, choćby był to i mężczyzna dziesięcioletni, lecz także przeświadczenie, jakoby dla chłopców były przedmioty ścisłe, dla dziewczynek zaś… cóż, szmata do podłogi.

Oczywiście z własnych czasów szkolnych pamiętam, że wszelkie próby wychowawcze ze strony szkoły traktowane były przez uczniów z pewnym lekceważeniem. Trzeba było wysłuchać apelu, na którym wolność wasza i nasza mieszały się z palącym problemem nieprzebierania butów, to się słuchało. Kazali zrobić gazetkę o ekologii, to się robiło. Systemu wartości nikt sobie na tym raczej nie opierał, a jeśli się do przekazywanych w szkole treści odwoływał, to raczej dla własnych krótkoterminowych korzyści. Myślę, że dobrze zobrazuje to dialog, który mógłby zaistnieć, gdybyśmy z bratem ujrzeli omawiany spot jakieś, powiedzmy, piętnaście lat temu. Wyobrażam sobie mianowicie, jak któreś z rodziców każe nam posprzątać.
— Nie widzieliście spotu MEN-u?! — zapytałabym — Pokazują w nim, że jak dziecko siedzi przed komputerem i nie sprząta, może przy okazji zaprogramować inteligentny dom.
— Jeszcze nie widzieliśmy, żebyście coś kiedykolwiek zaprogramowali. — odparliby moi rodzice.
— Bo zawsze każecie nam sprzątać! — oburzyłby się mój drogi brat Janusz
— To idźcie zaprogramować kocią kuwetę, żeby się wyczyściła.
— Nie możemy, bo zmarnowaliście nasz potencjał! To wasza wina!
Tak, wiem, byliśmy okropnymi dziećmi.

Fakt, że uczniowie nie traktują misji wychowawczej szkoły ze szczególnym nabożeństwem nie oznacza jednak, że można zgadzać się na propagowanie przez organ odpowiedzialny za oświatę szkodliwych — wciąż zastanawiam się, czy bezmyślnie, czy może w pełni celowo — treści. Zwłaszcza że w spocie zawierającym te same elementy można było bardzo łatwo zawrzeć inny przekaz, bez tradycyjnego podziału ról płciowych. Wystarczyło zagonić do sprzątania całą rodzinę, a potem usadzić przed komputerem obydwoje dzieci. A ojciec… ojciec niech już kuca za kanapą, jak mu to sprawia przyjemność.

*Spot ma pokazywać, w jaki sposób zmiany w oświacie wpłyną na rozwijanie wśród uczniów umiejętności informatycznych, w tym nauki programowania.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Zaprogramuj matce dom

  1. Cóż, ten kraj tak ma. Biorąc pod uwagę reklamy wyświetlane w TV, ten spot i tak jest bardzo lajtowy. Przecież powszechnie wiadomo, że głównym celem każdej kobiety jest pranie, usuwanie plam i czyszczenie zaschniętego brudu (polecam reklamy CIF z rycerzem i księżniczką). Oczywisty jest też fakt, że porządna kobieta-matka nigdy nie choruje, bo w razie niedyspozycje może naszprycować się lekami (cudna reklama z rozwydrzoną gówniarą, która zmusza chorą matkę do lepienia bałwana). Co najgorsze wiele kobiet, sądząc po moich znajomych, doskonale odnajduje się w tych rolach i nawet do głowy im nie przyjdzie, by zaprotestować… Mnie to napawa niesmakiem, może z tego powodu, że od dziecka słuchałem, że „matka też człowiek i sama wszystkiego nie zrobi”.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s