Przeczytane w marcu 2017

Jakiś czas temu czytałam tekst o tym, jak czytać cztery książki miesięcznie. Nie pamiętam niestety szczegółów ani nawet autorki (poza tym, że istotnie była to osoba płci żeńskiej), gdyż kliknęłam na niego w zasadzie przypadkiem i tylko szybko przeleciałam wzrokiem. Zdaje się, że było tam coś o nawykach i noszeniu książki w torebce. Tak się składa, że w marcu przeczytałam właśnie cztery książki, a osobliwie:

  1. „Ludzi, którzy jedzą ciemność” Richarda Lloyda Parry’ego. Reportaż ten opowiada o sprawie Lucy Blackman, Brytyjki zamordowanej w Japonii. Interesujące, ale nic ponadto.
  2. O wiele bardziej podobał mi się inny reportaż, mianowicie „Zbawienie na Sand Mountain. Nabożeństwa z wężami w południowych Appalachach” Dennisa Covingtona. Być może węże są ciekawsze od morderców.
  3. Chociaż może to po prostu kwestia tego, że o mordercach też trzeba umieć pisać. Dobrym przykładem jest książka „Ja, Olga Hepnarowa” Romana Cilka. Pierwsze jej strony nie nastroiły mnie pozytywnie, potem jednak, żer pozwolę sobie na nieeleganckie wyrażenie, zażarło.
  4. Ostatnią pozycją przeczytaną w tym miesiącu była dla odmiany powieść, osobliwie „Zwierzenia jeżozwierza” Alaina Mabanckou. Polecam.

Do rzeczy jednak: co zrobić, żeby przeczytać cztery książki w miesiącu? Z mojego świeżo nabytego doświadczenia wynika, że należy w tym celu po pierwsze, dużo pracować, po drugie, zamiast lektury wybierać w wolnych chwilach grę w Simsy, a po trzecie zaciąć się na kolejnym reportażu i nie mieć ochoty ani kontynuować lektury, ani jej porzucić. W ten sposób niezwykle łatwo, mimowolnie wręcz można ograniczyć liczbę czytanych książek do jednej tygodniowo i nie trzeba się nawet szczególnie powstrzymywać.

19.03.2017_23-51-31Co do Simsów, to zrobiłam sobie przerwę od wspomnianej przeze mnie ostatnio rodziny, poczyniwszy jednak przedtem znaczne postępy w rozgrywce. Lewicowa polityczka Katarzyna, którą poznaliście jako przemęczoną młodą matkę, jest obecnie pełną spokoju babcią małej Ksantypy, jej mąż zaś w międzyczasie umarł, powrócił jednak na łono rodziny jako duch. Przestałam się nimi tymczasowo zajmować, ponieważ wpadłam na pomysł, by wyhodować sima, w którego żyłach płynęłaby krew wszystkich rodzin umieszczonych w grze przez jej twórców. Wymaga to nieco kombinowania oraz tabelki w Excelu, a także zmienia sposób grania. Zamiast skupiać się na jednym gospodarstwie domowym, skaczę między ponad dwudziestoma, a zamiast doskonalić umiejętności simów (zawsze to robię, a potem się zżymam, że sama nie jestem taka pracowita i nastawiona na rozwój), każę im romansować. Miła odmiana.

23.03.2017_21-32-17.png

Mam nadzieję, że moje porady ułatwią wam przeczytanie czterech książek w miesiącu, jeśli kiedykolwiek poczujecie taką potrzebę. Tymczasem jednak oddalam się ku kolejnym simowym romansom i życzę miłego dnia.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Przeczytane w marcu 2017

  1. Moim zdaniem, cztery książki miesięcznie to rzeczywiście mało, ale od siebie mogę dodać, że kolejną sprawdzonych sposobem są ciężkie lektury na zajęcia co tydzień. Skutecznie ograniczają pole do popisu 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s