Biesiaduj z lemurem

Ze śniadania wielkanocnego wróciłam w tym roku około godziny dwudziestej drugiej. Nie z odległego miasta, dodajmy, tylko z sąsiedniego osiedla. Musicie przyznać, że tak długa konsumpcja jednego posiłku stanowi pewien wyczyn i to zapewne nawet dla amatorów slow foodu i slow life’u. Nie jest to jednak tak trudne, jak mogłoby się wydawać.

Potrzeba przede wszystkim dużych ilości jedzenia i sympatycznego towarzystwa. I jedno i drugie należy zgromadzić w godzinach porannych w okolicach stołu. To uczyniwszy, można przejść do pierwszej i najważniejszej tury śniadania. Najważniejszej, gdyż, po pierwsze, żołądki biesiadników są jeszcze puste, a po drugie, to właśnie wtedy można przekazać i otrzymać feedback dotyczący przyrządzonych potraw. Pozwala on na doskonalenie się w sztuce kulinarnej, a niekiedy stanowi również cenną lekcję. Temat tej lekcji brzmi przeważnie „I tak wszystkim nie dogodzisz”. Dwie najczęstsze opinie na temat moich placków to „dobre, ale spód mógłby być cieńszy” i „dobre, ale następnym razem zrób na grubszym spodzie”. Doprowadziło mnie to już dawno do konkluzji, że spód należy robić taki, jaki akurat wyjdzie. Jaki by nie był, zadowoli przynajmniej jedną osobę, a jeśli nie zadowoli żadnej, oznaczać to będzie, że technicznie jest w sam raz.

W tym roku wniosek był jeszcze jeden: mazurek z cukinii jest bez sensu. Raz, że nie zasługuje na nazwę z uwagi na brak kruchego spodu, dwa, że smakuje trochę jak piernik, a trzy, że jedynym celem jego istnienia jest skłanianie konsumentów do wygłoszenia oświadczenie, że w życiu nie pomyśleliby się, że jest w nim cukinia. To już lepiej zrobić piernik. Też nikt nie pomyśli, że jest w nim cukinia.

Zakończywszy pierwszą turę jedzenia (dzielącą się na część wytrawną i część słodką), należy pozostawić słodkie na stole, a wytrawne na wierzchu w kuchni i zacząć powoli grawitować ku kanapie. Na miękkim lepiej się trawi. Można też odwiedzić Facebooka w telefonie, bo jak to tak bez najnowszych wieści o poczynaniach znajomych i śmiesznych kotów albo zaangażować się w jakąś grupową rozrywkę. Nam rozrywki dostarczył nowy telewizor rodziców i to nawet nie dlatego, żeby szczególnie wciągnął nas jakiś program, lecz dlatego, że mój brat postanowił odkryć jego liczne funkcje. Jak się okazało, z urządzeniem tym można się porozumieć za pomocą głosu, co skłoniło moją mamę do wyszukiwania tą metodą różnych rzeczy na YouTubie. Prawdziwie interesująca okazała się jednak opcja wyświetlania ekranu telefonu. Dzięki niej wspólne oglądanie ciuchów w internecie stało się znacznie łatwiejsze i nie wymaga już od mojej mamy każdorazowego poszukiwania okularów.

Rozrywki te, jak nakazuje tradycja, która w tym wypadku pięknie miesza się z nowoczesnością, przerywać należy od czasu do czasu uprzejmymi pytaniami o treści „A może byście coś zjedli?”. Niekiedy nawet ktoś istotnie powinien coś zjeść. A gdy każdy posili się już w okolicach kanapy, należy rozpocząć niespieszną wędrówkę w stronę stołu, gdyż skoro ludzie jedzą, to znaczy, że są głodni. Zasadnym będzie również zamienienie słodkiego i wytrawnego miejscami, ponieważ głodni ludzie potrzebują konkretnego pożywienia, a zwłaszcza sałatki jarzynowej. Po konkretnym znów należy wnieść słodkie, zjeść trochę i zacząć się przetaczać w kierunku kanapy. Cykl należy powtarzać aż do momentu, w którym ktoś zacznie się zbierać, wtedy bowiem przychodzi pora na to, by powstać i załadować osobom wychodzącym trochę jedzenia do słoików. Umożliwi im to powtarzanie cyklu we własnym zakresie aż do wczesnego popołudnia dnia następnego, kiedy to będą musiały udać się na świąteczny obiad.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s