Beata z „Klanu” i Ania z podstawówki

W podstawówce miałam w klasie taką jedną Anię. Za każdym razem, gdy podnoszono temat licznych korzyści płynących z obcowania z literaturą, Ania zgłaszała się i wygłaszała tekst o tym, że czytanie jest lepsze od oglądania telewizji, ponieważ rozwija naszą wyobraźnię, czego programy telewizyjne nie czynią, podając nam wszystko na tacy. W ten sposób rytuał się dopełniał i wszyscy byli zadowoleni. Odnoszę wrażenie, że z corocznym kwękaniem, że tak niewielu Polaków czyta książki, jest tak samo. Chociaż może kwękanie jest szczere, wszak nie każdy musi być wredną małą lizuską jak Ania.

***

Idziemy na pocztę. W jednej gablotce kosmetyki Bell, w innej literatura (głównie żołnierze wyklęci przemieszani z siostrą Anastazją), w jeszcze innej ręczniki. Mateusz niemal dostaje małpiego rozumu. Pokazuje mi książkę pod tytułem „Polskie imperium”. Na dole okładki napis „Z kim graniczyła Wielka Polska? Z kim chciała”. Oglądamy też kolorowankę „Wielcy Polacy” udając, że bierzemy Kopernika za Terleckiego, a jakiegoś niezidentyfikowanego króla za Macierewicza. Śmiechom i żartom nie ma końca. Podchodzimy do okienka. Kupuję znaczki.
— I jeszcze ręcznik „dla kochanej teściowej” poproszę. — mówi Mateusz.
— Co? — pyta skonsternowana urzędniczka. Nie wiem, czy sama zagubiła się w ofercie placówki, czy też nie sądziła, że ktokolwiek kiedykolwiek to kupi. Ale podaje go skwapliwie, nawet specjalnie wstaje od okienka, gdyż pakunek jest za duży, by zmieścić się w szparze między szybą a kontuarem.
Mama w każdym razie się cieszy. A to najważniejsze.

***

Śni mi się, że uprawiam mansplaining. W tym śnie jestem dziewiętnastowiecznym dżentelmenem i tłumaczę młodej kobiecie temat przemocy domowej. Ona wstaje, zadziera spódnicę i liczne halki i na własnym tyłku pokazuje mi, że jest z tą kwestią znacznie lepiej ode mnie obeznana. Robi mi się tak głupio, że aż się budzę. Ciekawe, czy mansplainerom też się robi. Podejrzewam, że zbyt rzadko.

***

Zawsze uważałam, że moja mama ma całkiem czytelny charakter pisma jak na lekarkę. Tak było, dopóki na tegorocznej liście jedzenia do zrobienia na święta nie znalazłam Karkonoszy, które mogły być również naskórkiem. Okazało się, że to karkówka.

***

z9305621o
Beata z „Klanu”

Czasem nie jest łatwo być miłą. Nie dlatego, że to z ludźmi jest coś nie tak, ze sporą częścią jest bowiem wszystko w porządku. Coś jest za to niewątpliwie nie w porządku jest z moimi uwagami. Dziś na przykład chciałam napisać pewnej blogerce, że jej sukienka jest ładna, ale wbrew opisowi wcale nie różowa, tylko w kolorze zabielanej zupy pomidorowej, który klasyfikuję jednak jako czerwień, tylko że taką jasną, bo ze śmietaną. W porę przypomniałam sobie jednak, jak w gimnazjum powiedziałam koledze, że kolor czcionki na jego blogu również kojarzy mi się z pomidorówką. Obraził się, bo miał na myśli czerwień krwi, a nie obiadu.
Choć może wystarczyłoby zapytać brata. Jakiś czas temu, ujrzawszy na Instagramie zdjęcie innej blogerki, spontanicznie napisałam „Wyglądasz jak stara Beata!”. Coś mi się ten komentarz nie podobał, więc nie wysłałam. Wszedłszy na Insta po raz kolejny dopisałam zatem, że z „Klanu”. „Ale czy jest obowiązek oglądać «Klan»?” — pomyślałam sobie — „A nuż osoba pomyśli, że stara Beata to jakiś ekwiwalent babci Józi z «Plebanii» czy na przykład Zofii Merle w dowolnej roli serialowej z ostatnich lat i będzie…”
Przy jakiejś okazji opowiedziałam bratu o mojej rozterce. „Trzeba było napisać «dawna»” — odparł z prostotą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s