Odezwa maturalna

W kilku poprzednich latach, to znaczy chyba od momentu, w którym maturę zdawał mój drogi brat Janusz, początek matur trochę mi umykał, rejestrowałam go jakimś skrawkiem świadomości i tyle. Tym razem jednak udało mu się jakoś przebić. Za rok też się pewnie przebije, osobliwie z okazji dziesięciolecia, ale nie ma co na ten moment czekać. To, co mam do powiedzenia maturzystkom i maturzystom, o ile mam takie osoby wśród czytelników, równie dobrze mogę wyartykułować dzisiaj.

Illustration_Aesculus_hippocastanum0_clean
Kasztanowiec zwyczajny

A zatem: nie będę pisać, żebyście się nie denerwowali, a tym bardziej, że nie ma się czym denerwować. Nie dołączę do tych, którzy mówią, że na studiach takie coś zdarza się co pół roku i nazywa się sesją. Po pierwsze, zawsze wkurzało mnie takie bagatelizowanie w nurcie „Nie znasz życia, a ja znam i wiem, że twoje problemy są guzik warte”. Po drugie, z tą sesją to nie do końca tak.

Przede wszystkim nie robi się wokół niej szumu, który maturze towarzyszy od pierwszych dni w ostatniej klasie szkoły średniej. Nie ma próbnych arkuszy, pogadanek o tym, jak to w tym roku należy się bezwzględnie przyłożyć do nauki, całej tej otoczki, od której niejeden stoik mógłby zacząć rozważać rewizję poglądów. A jeśli nie zda się jakiegoś egzaminu, to nikt nie robi z tego wielkiego aj-waj, bo to się po prostu zdarza.

Istotnym aspektem jest też właśnie wspominana w takich przypadkach cykliczność sesji: każda kolejna to mniejsze nerwy. Maturę tymczasem zdaje się raz i nie ma kiedy się przyzwyczaić. Egzamin gimnazjalny był wszak dawno i nie można wymagać od niego, że uodporni kogokolwiek na stres maturalny.

Co więcej, matura jest zwyczajnie ważniejsza, gdyż stanowi zwieńczenie pewnego etapu edukacji. Należałoby ją zatem porównywać z egzaminem dyplomowym lub obroną pracy. Owszem, znajdą się tacy, którzy powiedzą, że to wszystko też prościzna. Ich zdaniem nie należy się jednak przesadnie przejmować, zwłaszcza jeśli rzeczone egzaminy przytrafiły im się ładnych parę lat temu. Z perspektywy czasu wszystko wydaje się łatwiejsze. Mateusz na przykład odwołał kiedyś ze mną randkę, ponieważ miał głębokie poczucie, że musi pisać pracę magisterską, bo inaczej utonie w poczuciu winy, a już parę miesięcy później twierdził, że w porównaniu z doktoratem magisterka to jest luz i można ją stworzyć w przerwach między licznymi studenckimi imprezami. Mój ojciec uważa z kolei, że nerwów warta jest dopiero habilitacja. Nie, żeby jakoś szczególnie te nerwy okazywał, ale to mu się w ogóle rzadko zdarza.

Nie piszę tego wszystkiego, żeby was nastraszyć. Czynię to po to, żebyście nie musiały/musieli do przejmowania się maturą dodawać przejmowania się tym, że przejmujecie się maturą. Macie do tego prawo. To normalne. Jeśli potem dojdziecie do wniosku, że nie było czym, to dobrze. Poczujecie tylko większą ulgę. A tymczasem trzymam za was kciuki i wierzę, że poradzicie sobie doskonale.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s