Obrona dziewczynkowatości

Chciałam ostatnio komuś opowiedzieć o mojej dziesięcioletniej kuzynce. „Lubi róż, modę i kucyki Pony, ale to bardzo bystra i fajna dziewczynka” — miałam na końcu języka, powstrzymałam się jednak, uświadomiłam sobie bowiem, co z tego zdania wynika: że zainteresowania uważane za typowe dla dziewczynek stoją w sprzeczności z inteligencją i szeroko pojętą fajnością. Bo czy o chłopcu ktoś powiedziałby „Lubi niebieski, auta i transformersy, ale to bardzo bystry i fajny chłopiec”?

Faktem jest, że proponowane dziewczynkom zabawki i potencjalne zainteresowania są dość ograniczone: moda, uroda, opieka nad dziećmi i zwierzętami, gotowanie, a wszystko to w różach i fioletach. Chłopcy dostają całą resztę. Przewidziano dla nich więcej możliwości, zachęcając tym samym do eksploracji różnych dziedzin, przeżywania różnych przygód. Dziewczynkom przygody przysługują rzadko, nie dziwi zatem, że przeznaczona dla nich oferta postrzegana jest często jako mniej atrakcyjna. W konsekwencji te dziewczynki, które odnajdują się w tematyce im proponowanej, są przez część społeczeństwa, i to tę bardziej „nowoczesną” czy „równościową” widziane jako głupsze, puste, nudniejsze. Słowem, mniej fajne.

Wielokrotnie na forach dla matek (stanowiących dla mnie swoistą guilty pleasure) czytałam pełne dumy posty o tym, że autorka swego dziecka na różowo to w życiu nie ubierze, dziecko to bowiem nie tylko o to nie prosi, ale w ogóle dalekie jest od typowej dziewczynkowatości. Kiedy zaś opublikowałam notkę mówiącą między innymi o tym, że postawa życiowa wielu mężczyzn, ich pewność, że im się należy i że mogą sięgać po wszystko, na co mają ochotę, nie oglądając się na innych, wynika zapewne z wychowania mniej niż w przypadku dziewczynek skupionego na grzeczności, z pewnym zdziwieniem odnotowałam komentarz jakiejś dziewczyny wyrażający wdzięczność dla rodziców za „męskie” wychowanie. W swoim tekście nie postulowałam wszak wyższości podejścia do chłopców nad podejściem do dziewcząt.

Nie postuluję go i teraz. Wachlarz propozycji dla chłopców jest szerszy, co nie znaczy, że nieograniczony. Opiekuńczość, zmysł estetyczny, zdolności kreatywne, czy empatia nie są u nich wspierane, choć nie są to wcale cechy mniej ważne niż ciekawość świata, uzdolnienia techniczne, myślenie strategiczne i inne zdolności, które zabawki chłopięce mają często za zadanie rozwijać. Problem nie leży zatem w tym, że dziewczynkom proponuje się jakiś ochłap, coś a priori gorszego, lecz w tym, że taki podział istnieje i że jest tak silny. I o ile wykraczanie przez dziewczynki poza wyznaczone im ramy jest nierzadko odbierane pozytywnie, o tyle chłopcy w analogicznej sytuacji posądzani są o „babskość”, czyli słabość i brak powagi. Stąd, jak sądzę, tak silny lęk mężczyzn, przeważnie o poglądach prawicowych, przed wszystkim, co „pedalskie”.

Przekaz producentów zabawek czy filmów i książek dla dzieci stanowi jednak tylko mały wycinek dominującej w społeczeństwie narracji. To właśnie ta narracja, która nie tylko kładzie nacisk na różnice między płciami, ale w dodatku wartościuje je, temu, co „męskie” przypisując więcej znaczenia i powagi, wcisnęła mi w usta to „ale”, nieodzwierciedlające wszak głoszonych przeze mnie poglądów. To ona sprawiła, że poczułam potrzebę usprawiedliwienia dziewczynkowatości. Tymczasem dziewczynkowatość nie potrzebuje usprawiedliwień, nie jest gorsza, nie jest mniej poważna. To, czego potrzebuje, to traktowanie na równi. Żeby każde dziecko, niezależnie od płci, mogło sobie chodzić w różu i rysować księżniczki, jeśli ma na to ochotę. I żeby nikt nie myślał, że jest przez to głupsze.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s