Przeczytane w maju 2017

Nadszedł czerwiec, co mnie cieszy, gdyż w czerwcu mam urodziny (dwudziestego, postarajcie się to zapamiętać), a poza tym jest ciepło. Nadszedł również Dzień Dziecka, co na niniejszym blogasku nie będzie celebrowane w sposób szczególny, są bowiem rzeczy ważniejsze niż wpisy okolicznościowe, a mianowicie wpisy cykliczne. Konkretnie zaś Przeczytane.

A zatem:

  1. Na początek trylogia kryminalna Petera Maya: „Czarny dom”,
  2. „Człowiek z wyspy Lewis” i
  3. „Jezioro tajemnic”. Są to całkiem przyzwoite książki, pod koniec trylogii nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że liczba nieszczęść na głowę bohatera jest tam jakby nieco nadmierna, szczególnie w zakresie spadania z wysokości i wypadków drogowych z udziałem owcy. Nigdy nie byłam na Hebrydach Zewnętrznych, nie wykluczam zatem mimo wszystko, że, jak mawiał pan od WOS-u, takie są realia.
  4. „Hello world” Michała R. Wiśniewskiego, która to powieść podobała mi się nieco mniej niż „God hates Poland” tegoż, niemniej polecam.
  5. „Kłopoty ze spadkiem” Antoniego Marczyńskiego, czyli kryminał, który pozyskałam przez pomyłkę. W pierwszej klasie gimnazjum znalazłam bowiem na zielonej szkole w hotelowej bibliotece wydaną w podobnym okresie i być może nawet w tej samej serii książkę, która również mówiła o morderstwach, spadku i żądnej tegoż rodzinie. Kiedy zatem trafiłam na omawianą pozycję, doszłam do wniosku, że to zapewne właśnie owo dzieło i postanowiłam je sobie przypomnieć. Myliłam się, rzecz jasna. Nie szkodzi. Czytadło całkiem przyjemne, a fakt, że autor, próbując przenieść akcję osadzoną pierwotnie w międzywojniu w lata pięćdziesiąte, ogranicza się w zasadzie do zamiany policji na milicję, jest raczej zabawny niż irytujący. Bardziej irytuje jego skłonność do zaznaczania ironii za pomocą cudzysłowu, żeby czytelnik na pewno nie przeoczył, ale i to można wybaczyć.
  6. „Tak kochają lemury” Violetty Nowakowskiej, czyli cykl wywiadów z ludźmi opiekującymi się zwierzętami. Dostałam tę książkę chyba jeszcze w zeszłym roku, ale z tajemniczych przyczyn nie sięgałam po nią. Uczyniłam to w końcu. Nie jest to wielkie dzieło, ale ku pokrzepieniu serc nadaje się znakomicie.

Ogółem, jak widać, raczej skromnie. Powiedzmy, że wynika to z faktu, że nawet ja mam czasem jakieś życie towarzyskie.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Przeczytane w maju 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s