Polecam, Kobieta Lemur #3

Właściwie nie mam ochoty dzisiaj nic polecać, może poza docenianiem tych chwil, kiedy nie boli was brzuch, ale cykl, jak wiadomo, ważniejszy, zwłaszcza że ostatnio nie jestem do pisania jakoś szczególnie wyrywna, a sytuację tę można opanować tylko w jeden sposób: pisząc. A zatem:

Teksty

  1. Poruszający tekst o niewolnictwie. W dwudziestym wieku, w cywilizowanym świecie. Tym razem tylko jeden, bo założenie jest takie, żeby nie szukać na siłę dla zachowania równowagi oraz symetrii, bowiem tylko rzeczy, którym nie udało się ulecieć z mej głowy, godne są znalezienia się w niniejszym wpisie.

Gospodarstwo domowe

  1. Po pierwsze, segregowanie prania! Nie sądziłam, że będę musiała kiedyś o tym pisać, okazuje się jednak, że tylko tak mogę spróbować zapobiec demoralizacji społeczeństwa przez znaną blogerkę, która w swym wpisie* z jednego przypadku niezafarbowania białych bluzek przez czarna skarpetkę wyciąga wniosek, jakoby segregacja nie była konieczna. Błądzi, dając w dodatku zły przykład czytelnikom, pranie bowiem segregować trzeba. Po pierwsze, jedna zaplątana skarpeta nie jest szczególnie szkodliwa, ale regularnie pranie bieli z innymi kolorami prowadzi do jej zszarzenia. Po drugie, niektóre rzeczy farbują bardziej niż inne i fakt, że w tym akurat przypadku do zafarbowania nie doszło, nie świadczy absolutnie o niczym. Najgorszy jest kolor czerwony. Nawet ja, fanka prania, popełniłam kilka razy błąd i zlekceważyłam jego moc. Dlatego zaklinam was, segregujcie przynajmniej na ciemne, białe, czerwone i resztę. Nie pożałujecie!
  2. Po drugie, mycie przyborów do makijażu mydłem Pani Walewska. Nie wiem, co ono w sobie takiego ma, ale nie znam środka, który lepiej radziłby sobie z resztkami podkładu w beauty blenderze (przy czym chodzi mi tu o typ produktu, a nie o produkt konkretnej marki). A jeśli zastanawiacie się, skąd u mnie to mydło, wyjaśniam: brat mi kupił, żeby pasowało mi do perfum. Bo owszem, używam czasem — obok innych, bardziej popularnych w mojej grupie wiekowej zapachów — klasycznej granatowej wersji, głównie na poważne i uroczyste okazje. Poza tym kojarzą mi się z ciocią Zosią. Do ich zakupu zainspirowała mnie promocja w Biedronce i podsłuchana mimowolnie przy tej okazji rozmowa dwóch dziewczyn, które może by sobie nawet Panią Walewską kupiły, ale jeszcze ktoś zauważy charakterystyczny flakonik w kosmetyczce i będzie wstyd. Uznałam wtedy, że ja się tam sentymentu do zapachu wstydzić nie będę i wbrew zapatrywaniom społeczeństwa kupię. Co też uczyniłam.

Jedzenie

  1. Tarta sernikwo-truskawkowa z tego przepisu. Łączy w sobie zalety tarty, sernika i truskawek, co jak dla mnie stanowi wystarczającą rekomendację. Rozważam wykonanie podobnej z rabarbaru.
  2. Sambal z Azjatyckiego sklepu spożywczego u Quina. Zdecydowanie lepszy niż inne sambale, sprzedawany w pozbawionych etykiety słoikach podejrzanie przypominających te po Majonezie Kieleckim. W ogóle cały sklep u Quina godny jest polecenia, gdybyście więc były akurat na Tandecie, podskoczcie.

Ciekawa jestem, co wy macie do polecenia. Dajcie koniecznie znać.

*Okazuje się, że wpis jest sprzed roku, ale na fanpejdżu został przypomniany niedawno. Mam nadzieję, że mimo to mój żarliwy apel pomoże choćby w minimalnym stopniu odwrócić jego skutki.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Polecam, Kobieta Lemur #3

  1. To ja polecę moje ostatnie odkrycie kulinarne, słodki sos sojowy ketjap manis (jest w Tesco na półce z egzotyką). Absolutnie genialna rzecz do orientalnych dań typu stir-fry.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s