Przeczytane w czerwcu 2017

Zaistniał problem. Polega on na tym, że powoli kończą mi się pomysły na tych kilka wstępnych zdań postów w cyklu „Przeczytane”. Zawsze jest tak samo: [wstaw miesiąc] zleciał szybko/wolno. W [wstaw miesiąc] czytałam dużo/mało/głównie [wstaw gatunek]. Lubię/nie lubię [wstaw miesiąc], bo [wstaw powód]. Jeszcze nie wymyśliłam, jak problem ten rozwiązać ani czy w ogóle go rozwiązywać. Tym jednak mogę zająć się później. Teraz pora na to, na co z pewnością czekacie z utęsknieniem: na kolejną listę.

  1. Zaczęłam od „Rzeczy ulotnych” Gaimana, które już kiedyś czytałam, ale postanowiłam przeczytać znowu, pamiętałam bowiem głównie zamieszczoną tam dedykację (bardzo poetyczną i przeznaczoną dla mego brata Janusza) i jedno opowiadanie.
  2. Potem przyszła pora na „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” Marcina Wichy. Bardzo dobre.
  3. Następnie przeczytałam „Długi kosmos” Pratchetta i Baxtera. W zasadzie już głównie Baxtera. Zdziwiło mnie, jak wiele zapomniałam z poprzednich części. Być może oznacza to, że zachodzi potrzeba powtórki.
  4. Kolejną pozycją była książka „Dopóki życie trwa. Nowy sekretny dziennik Hendrika Groena, lat 85”.
  5. Następujący po niej zbiór felietonów Doroty Masłowskiej „Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu” był… no cóż, w porządku. Czytało się przyjemnie, nie potrafię sobie jednak w tej chwili przypomnieć żadnego tekstu, który zrobiłby na mnie jakieś szczególne wrażenie.
  6. W dalszej kolejności przyszedł czas na dwa kryminały, w tym „Wiarę” Anny Kańtoch. Polecam szczerze. Recenzja Catus Geekus dość wiernie oddaje moje odczucia oraz przeżycia, łącznie z zarwaną nocą.
  7. „Postrach-Zdrój” Jacka Krakowskiego, dzieło znalezione przeze mnie w jednym z 31432507tych domków, o których pisałam ostatnio, a wydane przez Super Express, było natomiast tak głupie, że nawet nieśmieszne. Okładka najlepiej oddaje poziom tego dzieła, choć z treścią nie ma absolutnie nic wspólnego.
  8. Zbiór „Dziki łabędź i inne baśnie” Michaela Cunninghama kupiłam pod wpływem impulsu, po czym zaczęłam się zastanawiać, czy nie będzie to czasem rzecz potwornie pretensjonalna. Na szczęście nie była. No, może troszeczkę.
  9. Zbiór tekstów „Moment niedźwiedzia” Olgi Tokarczuk kupiłam z kolei dlatego, że miałam ochotę na coś tej właśnie autorki, zachodzę jednak w głowę, czemu nie wybrałam jakiejś powieści. Na przykład „Prawieku i innych czasów”, którą przeczytałam we wczesnym okresie nastoletnim u babci na wakacjach. Po kilku latach chciałam wrócić do lektury i przekonać się, jak wiele mi umknęło, okazało się jednak, że książka została w międzyczasie obsikana przez kota, uznałam zatem, że aż tak się poświęcać nie będę.
  10. „Chavs. The demonization of the working class” Owena Jonesa miałam na czytniku od niepamiętnych czasów i podczytywałam po kawałku, za każdym, razem czując przypływ przygnębienia. W końcu zebrałam się w sobie i skończyłam. Musiałam potem długo oglądać zdjęcia śmiesznych kotów, bo ja to się jednak przejmuję problemami społecznymi, ale nie żałuję.
  11. „Gry losowe” Joanny Dziwak też długo leżały i czekały, aż je skończę. Chwila ta, jak widać, nadeszła, muszę jednak przyznać, że kierowało mną raczej poczucie obowiązku (nie lubię porzucać książek w połowie) niż frajda z lektury.

Jak zatem widać, czerwiec był relatywnie obfity. Na lektury na kolejny miesiąc nie mam na razie pomysłów. Może wy podpowiecie mi coś ciekawego?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s