Wyszłam ze strefy komfortu

Była sobota i padał deszcz. Ja miałam katar, ból gardła i to uczucie w plecach, które ma się tylko przy gorączce. Zupełnie nie chciało mi się nigdzie iść, ale wyszłam, bo skoro zdecydowałam się na ten krok, chciałam doprowadzić sprawę do końca. Pojechałam tramwajem, nie rowerem. Po drodze wstąpiłam do apteki, kupiłam termometr i ibuprom, jak również wkładki do butów. A potem powlekłam się na miejsce. Zrobiono mi kawę, za dużą i za gorącą, ale relatywnie dobrą, i kazano czekać. Czekałam. Krótko. Nie zdążyłam nawet dopić. Kiedy mnie zawołano, wzięłam torebkę i poszłam.

Kosmetyczka kazała mi zdjąć buciki i włożyć nóżki do miedniczki. Włożyłam. Dała mi wzorniczek z kolorkami hybrydek. Obejrzałam. Decyzję podjęłam szybko, choć zazwyczaj zajmuje mi to mnóstwo czasu. Mocny róż. Tak szybki wybór wymaga doświadczenia. Trzeba wiedzieć, że jeśli latem wybierze się kolor ciemny, będzie się trzeba tłumaczyć. Ciemne są na zimę. Tak głosi kodeks kosmetyczek. Trzeba też wiedzieć, co pasuje. Przy pastelach moja skóra wygląda, jakbym zmarła na żółtaczkę. Posiadłam tę wiedzę, gdyż bywałam już w tego typu przybytkach. Nigdy jednak nie chodziło o stopy. Miałam opory. To jednak co innego, gdy ktoś siedzi z tobą twarzą w twarz i zajmuje się twoimi dłońmi albo pochyla się nad tobą i smaruje ci czymś twarz (tego doświadczyłam tylko raz i potem przez dwie doby łzawiło mi oko. Nie zgłaszałam pretensji, bo takie już mam oczy, ale nie powtarzałam doświadczenia). Nie ma tam pierwiastka symbolicznej podległości. Poza tym stopy są jednak bardziej intymne niż dłonie. Pokazujemy je w klapkach i sandałach, ale nie podajemy na przywitanie, nie dotykamy nimi obcych ludzi. A w każdym razie nie powinniśmy.

monkey-park
Źródło

Do tego wstyd. Mały, ale jednak: że się komuś z bliska pokazuje zrogowaciałe pięty, odciski, obtarcia, naraża się go na zapach potu. Albo że ma się brzydkie stopy. Faktem jest, że moje do występów w reklamach butów od Manolo, czy choćby nawet Deichmanna, raczej się nie nadają, ale nie zamierzam się tym przejmować. Ostatecznie zetknęłam się już z opiniami na temat urody każdej części mojego ciała (z wyjątkiem łokci. Nikt nic nigdy nie powiedział na temat moich łokci. Muszą być wyjątkowo nijakie), w tym własnymi, i uważam, że nie jest zdrowo zbyt wiele o nich myśleć. Co nie znaczy, że nigdy tego nie robię. W dzisiejszych czasach ciężko od tego uciec.

Wracając do meritum. Kosmetyczka wycięła mi skóreczki, usunęła zrogowaconka frezareczką, pomalowała paznokietki, zaleciła kremik i zalała falą zdrobnionek. Sypały się z jej ust jedno po drugim w niespotykanym natężeniu. Słuchałam urzeczona, myśląc o tym, że ja bym tak nie potrafiła, w każdym razie nie bez wysiłku. Może to zresztą świadoma taktyka: zmniejszyć opór przed oddaniem w czyjeś ręce stopy poprzez zredukowanie jej do stópki z paluszkami, paznokietkami, piętką. Dzieci mają stópki i podobno dla niektórych są one urocze.

W każdym razie kupiłam ten kremik. Nie na miejscu, nie wiem zresztą, czy był w ofercie. W drogerii. Nie przyznam się przecież w takim miejscu, że nie mam w domu kremu do stóp, że o siebie nie dbam. Z dbania też jesteśmy wszak rozliczane, nie tylko z urody. Napisałam kiedyś w jakiejś dyskusji, że nie używam balsamu do ciała, bo potem lepię się do pościeli. Dwie kolejne osoby odpisały, że one też nie. Jakaś dziewczyna przyznała wtedy, że nam zazdrości, że mamy na tyle luzu, żeby nie używać. Zdziwiłam się potężnie. Nie wiem, czy chodziło jej o wyzwolenie się z kulturowego przymusu dbania, czy może o to, że nie interesują nas rzeczy niepoważne, pindrzenie się, mizdrzenie do lustra, pacykowanie, bo tu można wszak uderzyć z obu stron: kobieta ma być wszak ładna i zadbana, ale jednocześnie nie poświęcać temu czasu, energii, uwagi, żeby nie wydać się pustą. Nie zapytałam jej o to. Chyba napisałam, o ile w ogóle zdecydowałam się coś odpisać, że wolałabym nie mieć wewnętrznego fuj na myśl o smarowaniu się czymś, co nie wchłania się błyskawicznie. Może nie miałabym wtedy wiecznie suchych łydek.

A kremu na razie używam, choć wbrew pojawiającym się często tu i ówdzie zaleceniom, nie nakładam potem skarpetek. Mogę wyjść ze strefy komfortu na pedicure, ale są granice. A jedną z nich jest dotykanie pościeli skarpetką.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Wyszłam ze strefy komfortu

  1. „Ciemne są na zimę.” – na to bym nie wpadła. 😀 U podolożki byłam raz – na szczęście mówiła do mnie ludzkim językiem. Właśnie nie u jakiejś kosmetyczki, a u osoby wyższej rangą, albowiem wyposażonej w Skalpel. Do dziś poważnie się zastanawiam nad nabyciem sobie takiego Skalpela (robił robotę.) Z drugiej strony zapewne poderżnęłabym sobie jakąś istotną żyłę, albowiem nie jestem Osobą Fachową.

    Polubione przez 1 osoba

    • Kosmetyczkom podział na kolorystykę letnią i zimową wydaje się oczywisty. Kiedyś w lecie chciałam głęboki ciemny fiolet na dłoniach, to pół salonu przekonywało mnie, że nie pora na to.

      Polubienie

  2. Ja też byłam u podolożki, ale z musu niestety, to jest już związek na całe życie. Opisywać szczegółów może jednak nie będę. I też nie znoszę balsamu do ciała. Smaruję się tylko w jednym wypadku: kiedy na dworze jest przeraźliwy upał, taki balsam trzymany najpierw kilka dni w lodówce, cudownie chłodzi skórę.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s