Lemur na ślubnym kobiercu. Część druga

W zasadzie całą tę imprezę odespałam dopiero teraz. Miałam napisać tę notkę wczoraj wieczorem, ale przed dziewiątą położyłam się na godzinkę i wstałam dziś o siódmej rano. Podobno mąż* próbował mnie budzić, ale byłam twarda i nie dałam się. Wstałam za to wypoczęta i radosna niczym skowronek. Konieczność zmierzenia się z niezbyt wdzięcznym tłumaczeniem nieco tę radość przyćmiła, nie zagłębiajmy się w to jednak. Doskonale wiem, że mogę na temat niezbyt wdzięcznych tłumaczeń wypowiadać się długo i obficie. Wiem również, że kompletnie was to nie interesuje, przejdę zatem do tematu właściwego, czyli dalszej części przygotowań do ślubu.Czytaj dalej »

Lemur na ślubnym kobiercu. Część pierwsza

W sobotę wyszłam za mąż. Nie pisałam o przygotowaniach i nie rozważałam wraz z połową internetu wszystkich możliwych szczegółów, bo gdyby całe przedsięwzięcie miało okazać się klapą, trzeba by się było tejże połowie internetu tłumaczyć. A ślub i wesele mogą okazać się klapą na wiele malowniczych sposobów. Mateusz mógł wszak uciec z moją babcią (sama to zasugerowała). Mogło nastąpić trzęsienie ziemi. Mogło się okazać, że w urzędzie nastąpiła pomyłka i ceremonia nie odbędzie się. I tak dalej. Teraz jednak, gdy wiem, że udało się uniknąć przeciwności losu, mogę wam o wszystkim po kolei wyczerpująco opowiedzieć.Czytaj dalej »