Pamiętniki z wakacji 2017 #1

Przed wyjazdem dylemat mieliśmy tylko jeden: czy brać obrączki. Nie chcieliśmy ich zgubić. W końcu doszliśmy do wniosku, że jechać w podróż poślubną bez obrączek jednak jakoś głupio. Założyliśmy je więc i wyruszyliśmy w drogę. Po raz pierwszy nie autokarem, ale własnym autem.

Wykorzystałam tę okoliczność, żeby nie ograniczać się przy pakowaniu. Ostatecznie zapełniłam zakupioną kilka dni wcześniej wielką bakłażanową walizę, małą torbę podróżną, plecak Mateusza, własną torebkę (tę największą) i zielony składany koszyk z Biedronki. Mateusz zdziwił się, że tylko tyle. Czasem chyba przecenia moje możliwości.

IMG_6770blog
Tu mieszkaliśmy. Obiekt wyglądał jak miejsce akcji horroru albo mrocznego kryminału. Bardzo nam się to podobało.

Pierwszy przystanek mieliśmy nad Balatonem, w Keszthely. Miasto sprawiało wrażenie podupadającego kurortu u schyłku sezonu. Może zresztą nim było. Nie zagłębiałam się w temat.

Było ciepło, lecz wietrznie. Zameldowawszy się na kwaterze, poszliśmy coś zjeść i przejść się po mieście. Okazało się, że pełno tam muzeów: muzeum Balatonu, muzeum wina, muzeum marcepanu, muzeum zwierząt, muzeum muzealnictwa…* Wzgardziliśmy jednak większością z nich. Obejrzeliśmy za to z zewnątrz Pałac Festeticsów. Jest okazały. Potem zmieniliśmy bieliznę na stroje kąpielowe i poszliśmy nad jezioro. Dość nieliczni turyści spacerowali nad nim w polarach. Nie kąpał się nikt. Po krótkim wahaniu stwierdziłam, że nie przeszkadza mi to, rozebrałam się i weszłam do wody. Mateusz przyglądał mi się przez chwilę, po czym zdecydował się iść w moje ślady. Czuliśmy się dziwnie, jakbyśmy popełniali wykroczenie, chociaż nigdzie nie było zakazu kąpieli, więc wyszliśmy szybko.

IMG_6823
Okazały pałac

Następnego dnia dojechaliśmy do Piranu, naszego docelowego miejsca pobytu. Zostawiliśmy auto na wielkim parkingu, wydobyliśmy bagaże i poszliśmy po klucze do agencji turystycznej. Kilometr w słońcu, z wielką bakłażanową walizką, mała torbą podróżną, plecakiem Mateusza, moją torebką (tą największą) i zielonym składanym koszykiem z Biedronki. Przynajmniej z górki. Droga powrotna będzie znacznie gorsza.

IMG_7006W agencji zaoferowano nam podwózkę meleksem, na co przystaliśmy. Czekaliśmy chyba kwadrans, by przejechać jakieś trzysta metrów. Było to trochę pozbawione sensu, ale nie szkodzi. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wcześniej jechałam meleksem.

Jeszcze tego samego dnia poszliśmy popływać. Tym razem nie byliśmy jedyni. Tu bynajmniej nie widać końca sezonu. Z drugiej strony, plaże (do wyboru: betonowa, wielkokamienista i drobnokamienista) nie są tak zapchane ludźmi jak w bardziej obleganych miejscowościach. Spokojnie można sobie wybrać dogodne miejsce na odpowiednim kamieniu, choć już dwa razy z rzędu zajęto mi ten, który sobie upatrzyłam. Poszłam na inny, prawie równie dobry. Usiłowałam ulokować się też na dwóch kamieniach jednocześnie, co podpatrzyłam u innej turystki, nie było to jednak na dłuższą metę wygodne, a w dodatku wywołało wesołość dwóch rosłych Niemców.

IMG_6912Poza tym staramy się robić romantyczne rzeczy. Z tego powodu już trzy razy poszliśmy oglądać zachód słońca. Za pierwszym razem spóźniliśmy się na punkt widokowy i słońce zdążyło zajść bez naszej obecności. Za drugim zaobserwowaliśmy skłonność niektórych turystów do klaskania po udanym zachodzie. Za trzecim obserwacji dokonywaliśmy ze średniowiecznych murów miejskich, co kosztuje dwa euro, ale opłaca się, gdyż i same mury warte są obejrzenia, a ponadto można tam spotkać ciekawe osoby. Na przykład IMG_6961Rodziców Autodestrukcyjnej Amelki, która usiłowała wejść wszędzie, gdzie ze względów bezpieczeństwa nie powinna wchodzić. Mateusz rozpoczął z nimi konwersację, nie na temat Amelki jednak, lecz okolicznych atrakcji. Zeszło na jaskinie. „To zupełnie jak w Morii!” — skomentował opowieść na temat mostu nad otchłanią w jednej z nich. „Nie byliśmy tam jeszcze.” — odparła Mama Autodestrukcyjnej Amelki.

Tym humorystycznym akcentem kończę dzisiejszy wpis. Następnego, zawierającego kolejne próby robienia romantycznych rzeczy, jak to wycieczka do Wenecji, spodziewajcie się wkrótce.

*No dobra, tak naprawdę nie wiem, czy było tam muzeum muzealnictwa. Ale mogło być.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Pamiętniki z wakacji 2017 #1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s