Pamiętniki z wakacji 2017 #2

We czwartek udaliśmy się do Wenecji. Włożyłam najlepszą sukienkę i nawet zrobiłam jakiś makijaż, gdyż założyliśmy, że będzie to nasza romantyczna wycieczka z okazji podróży poślubnej, trzeba się więc było postarać. Mateusz również nie zaniedbał sprawy, wkładając koszulkę polo zamiast zwykłego tiszerta i fryzując brodę.

IMG_7095Tak wystrojeni udaliśmy się bladym świtem na przystanek autobusowy, skąd przetransportowano nas do chorwackiego portu, gdzie z kolei wsiedliśmy na statek. Większość drogi morskiej przespałam. Mąż obudził mnie, gdy przewodnicy zaczęli w opanowanych w różnym stopniu językach ludzi i aniołów omawiać poszczególne etapy wycieczki. Polegały one na ogół na tym, aby im za coś dodatkowo zapłacić i zyskać tym samym optimum zwiedzania za umiarkowana cenę. Moje rozumienie umiarkowanej ceny było nieco inne, z całego pakietu wybraliśmy zatem tylko przepływ* taksówką wodną, odrzucając posiłek w przeznaczonym dla grup lokalu, przedstawiany zresztą jako umiarkowanie smaczny, ale szybki i tani (potem okazało się, że za taką samą cenę da się smacznie zjeść w normalnej restauracji), półgodzinną wycieczkę gondolą i jeszcze jakąś atrakcję.

W dodatku, choć nie było to bynajmniej naszym celem, udało nam się spóźnić na darmowe zwiedzanie placu św. Marka. Powód był najbardziej romantycznym punktem całej wyprawy: Mateusz wypatrzył dla mnie w spożywczym Gingerino, napój, którego sam organicznie nie znosi, nabył mi dziesięciopak i pomimo spieczonych słońcem pleców, nosił mi go potem przez cały dzień w plecaku. To dlatego powiedziałam potem mamie, że było bardzo romantycznie. Bo poza tym to jak w każdym turystycznym mieście.

IMG_7052Plac zwiedziliśmy spokojnie we własnym zakresie, co wymagało trzymania się sztywnych reguł: nie wolno było siedzieć, leżeć, karmić gołębi, jeść, śmiecić, paradować w bikini oraz jeździć rowerem. Przekorna słowiańska natura Mateusza kazała mu na takie dictum przykucnąć. Ze zwiedzania bazyliki zrezygnowaliśmy, widząc długość kolejki i udaliśmy się powłóczyć po uliczkach w stylu dowolnym. Szybko wyszło na jaw, że wszelkie choćby minimalnie boczne ulice zawierają piętnaście razy mniej turystów, a wcale nie są mniej interesujące. Jedynym problemem było to, że zaczął mi się psuć aparat. Wciąż nie udało mi się odkryć przyczyny, zadowalam się więc tym, że czasem trafiają mu się okresy poprawnego działania. Po powrocie będę musiała oddać go do serwisu, gdyż zakup nowego nie wchodzi w grę — jestem do niego zbyt przywiązana.

IMG_7193Powłóczywszy się nieco, zajrzawszy w parę miejsc i nabywszy suwenir dla mamy Mateusza, udaliśmy się na postój taksówek wodnych. Okazało się, że wykupienie tej atrakcji było trafnym wyborem. Oglądanie Wenecji z poziomu kanałów ma niewątpliwie swój urok. Na koniec mogliśmy w dodatku poczuć się niemal jak bohaterowie, ratując parę Niemców przed utratą plecaka. Mój mąż, który twierdzi, że nie mówi po niemiecku, ale kiedy trzeba, znajduje właściwe słowa, wyznał mi co prawda potem, że zanim krzyknął „Entschuldigung!”, przez głowę przeleciało mu „Achtung!”, „Halt!”, a nawet „Hände hoch!”, jednak w owym momencie w jego głosie nie było słychać wahania.

IMG_7190Dokonawszy tego czynu, udaliśmy się do portu międzynarodowego. Pogranicznik spojrzał na mój dowód, na mnie, po czym rzekł „Ms Marta… Marta…”. Uprzejmie podpowiedziałam mu wymowę mojego nazwiska**, którego początkowe „szcz” tylu obcokrajowców zbiło już z tropu, nie podjął jednak próby powtórzenia. „No control!” — oświadczył za to. Do tej pory nie wiem, czy powodem tej decyzji była przynależność Polski do Unii Europejskiej, czy też rozmiar i poziom wypełnienia mojej torebki.

Przez kolejne dwa dni plażowaliśmy. To znaczy: ja plażowałam, Mateusz zaś krył się w cieniu, czytając dzieła o tematyce socjologicznej. Nie rozumiem, jak człowiek, który ma trzy miesiące wolnego, może czytanie wszelkich naukowych dzieł uskuteczniać głównie podczas wyjazdu wakacyjnego, on jednak twierdzi, że na plaży wchodzą mu one najlepiej. Cóż, każdemu jego porno. Ja w tym czasie przeczytałam cztery powieści,  zbiór opowiadań, zbiór felietonów oraz zbiór esejów. Przy okazji wypracowałam sposób wyboru idealnego kamienia plażowego. A raczej: wystarczająco dobrego, gdyż ten najlepszy zawsze jest już zajęty. Trzeba zatem brać pod uwagę długość (wystarczającą, by zmieścić się nań od głowy do pośladków — nogi można podkurczyć, zwiesić lub oprzeć o kamień sąsiedni), szerokość (najlepiej, gdy mieszczę się na nim ja, czytnik, oraz torba z rzeczami, jednak torbę z rzeczami można zawsze położyć na sąsiednim kamieniu), kąt nachylenia (niezbyt duży), oraz bliskość dziury na wodę. Dziura na wodę jest to taka szczelina między kamieniami, w którą można włożyć butelkę wody mineralnej tak, by ta nie nagrzewała się od słońca, a jednocześnie była łatwo dostępna. Nieoczekiwanie okazało się któregoś razu, że znaczenie ma także stabilność — choćby minimalna chybotliwość potrafi zakłócić beztroskie opalanie***.

IMG_7311W niedzielę natomiast wybraliśmy się do Postojnej/Postojnskiej Jamy (nie wiem, która wersja jest tu bardziej stosowna). Byłam tam raz w dzieciństwie i nie pamiętam z tej wizyty wiele — tyle tylko, że tata robił dużo zdjęć i że rodzice powstrzymywali mnie przed wychylaniem się z wagonika. Opis ten jest de facto dość generyczny, bowiem mój tata zawsze robi dużo zdjęć, a rodzice wszystkich dzieci zawsze powstrzymują je przed wychylaniem się ze wszelkich IMG_7322wagoników. Ponowne odwiedziny w tym miejscu okazały się strzałem w dziesiątkę: przez pół wycieczki powtarzałam głównie słowa „Tu jest niesamowicie” oraz fotografowałam absolutnie wszystko. W pewnym momencie zostałam nawet zupełnie w tyle grupy, tak pochłonęło mnie robienie zdjęć. Jeżeli kiedyś, choćby przy okazji, będziecie mieli/miały szansę odwiedzić to miejsce, zróbcie to koniecznie. Wnętrze jaskini sprawia takie wrażenie, że gdyby ktoś powiedział mi, że wykuli je najwięksi artyści spośród słoweńskich krasnoludów, łyknęłabym to bez chwili wahania. Pamiętajcie przy tym, by wziąć ze sobą sweter — co prawda przy wejściu można wypożyczyć gustowny zgniłozielony płaszczyk za 3,50 euro, ale po co wydawać pieniądze, jak można nie.

IMG_7407Oprócz tego odwiedziliśmy okoliczny zamek, Predjamski Grad, oddalony od jaskini o 9 kilometrów. On z kolei wywołał przede wszystkim entuzjazm Mateusza, choć mnie również się podobał. Po jaskini mało co mogłoby wywołać u mnie efekt wow. Ostatnim celem naszej wycieczki miał być Lidl. Okazało się jednak, że te w Słowenii czynne są w niedziele najwyżej d piętnastej. Pogodziliśmy się z tym bez trudu, szanujemy wszak każdy przejaw dbałości o pracownika.

 

*Jako dziecko doszłam do wniosku, że środki transportu dzielą się na pojazdy, popływy i poloty. Zgodnie z tą logiką, podróż popływem to przepływ.

**Obecnie obydwoje nosimy nazwiska dwuczłonowe, póki co używamy jednak starych dokumentów. Dla mnie te dodatkowe sześć liter, dość zresztą łatwe do wymówienia, nie powinno stanowić problemu, ale Mateusz pewnie wkrótce przekona się o pożytkach płynących z umiejętności literowania w różnych językach.

***Wiem, że jest ono ponoć niemodne oraz szkodliwe, niemniej praktykuję je z upodobaniem. Uwielbiam słońce tylko nieco mniej niż papierosy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s